Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Czarnecki: Melenchon vs. Le Pen [OPINIA]

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Czarnecki: Melenchon vs. Le Pen [OPINIA]

Starcie Melenchon vs. Le Pen w drugiej turze wyborów we Francji byłoby dobre dla polityki – pisze Radosław Czarnecki.

Prawie rok temu napisałem na tym Portalu felieton pt. „Sanders vs Trump (?)” (podtytuł brzmiał: czy niemożliwe stanie się możliwym).  Były to moje oczekiwania, podyktowane poglądami lewicowymi, progresywnymi, będące wyrazem starań o to (w formie publicystycznej, mikrej i niewiele znaczącej)  aby w jakimś sensie przedstawić subiektywny pogląd na to z czym mamy współcześnie do czynienia na scenie politycznej w przeważającej liczbie krajów demokratycznych. Bo to jest moim zdaniem podstawowa przyczyna tego, że liberalna demokracja (liberalna, nie neoliberalna) więdnie, że jej podstawowe pryncypia są kontestowane przez szerokie rzesze społeczeństw zachodnich, że poparcie zdobywają siły skrajnie prawicowe, faszyzujące, ksenofobiczne i agresywne w swych ideologiach i doktrynach politycznych: to owa niejasność doktrynalno-ideologiczna ugrupowań politycznych i takich „play makerów” stojących na ich czele oraz jawne ich zblatowanie z „kapitałem” najszerzej pojętym. Spółkowanie świata polityki ze wspomnianym kapitałem jest podstawowym paliwem dla wymienionych zagrożeń demokracji.

Moje pragnienia sprzed roku okazały się wańkowiczowskim „chciejstwem” i naiwnością .  Dziś de facto ten felieton, i ten tytuł (wraz z podtytułem) można powtórzyć tylko zmieniając adresatów i umiejscowienie starcia. Dotyczy to I i II tury wyborów we Francji, które mają się odbyć w końcu kwietnia i w maju br.

Mamy do czynienia z lewica pozbawioną

promyka nadziei na odnowę, niezdolną w teorii

i w praktyce do podjęcia jakichkolwiek działań

zmierzających do obalenia istniejącego porządku.

Antonio  NEGRI

Jean – Luc Melenchon z Partii Lewicy – określanej często jako eko-lewica, będącej zdecydowanie na „lewo” od tradycyjnej lewicy francuskiej utożsamianej ze stateczną i stetryczałą francuską Partią Socjalistyczną, której reprezentantem programowym (i kontestowanym powszechnie symbolem) jest  prezydent kraju Franҫoise Hollande – na kilka dni przed I turą wyborów prawie dogonił w sondażach dotychczasowych liderów Marine Le Pen ze skrajnie prawicowego Frontu Narodowego i Emanuela Macrona, tzw. kandydata niezależnego. Niezależnego od ……. No właśnie, od czego i kogo ? Takimi etykietami korporacyjne media żonglują w imieniu kapitału (który jest ich właścicielem), aby stworzyć wrażenie ponadpartyjności, apolityczności i przynależności do klasy tzw. merytokratów (= technokratów, a to pojęcie kojarzy się wybitnie pejoratywnie w społecznym odbiorze) każdego kandydata który jest w stanie zapewnić „kapitałowi” przewagę nad pracobiorcami, światem pracy najemnej, utrzymać a nawet pomnożyć jego zyski. Czyni się tak dlatego, że wizerunek partii jako takich uległ totalnej deprecjacji i stał się politycznym „pocałunkiem śmierci” w świadomości społecznej. Zwłaszcza jeśli chodzi o tradycyjne partie.

Współczesne relacje na linii: kapitał vs pracobiorcy, świat pracy najemnej, „lud” itd. – które właśnie przyczyniają się w lwiej części do uwiądu liberalnej demokracji – dosadnie i celnie określa Dawid Ost ([w]: „Klęska >Solidarności<”) jako dialog między spowiednikiem (księdzem) a wiecznym pokutnikiem.

Macron to typowy technokrata, absolwent renomowanych uczelni kształcących kadry francuskiej polityki (w konwencji neoliberalnej):  Université de Paris X oraz École Nationale d’Administration, były członek Partii Socjalistycznej (jej prawego skrzydła), funkcjonariusz międzynarodowych korporacji finansowo-bankowych, a także członek administracji Prezydenta Hollande’a i rządu Premiera Manuela Vallsa. Od kwietnia 2016 stoi na czele ugrupowania zwanego En Marche ! będącego w opozycji do nominata Partii Socjalistycznej w wyborach prezydenckich Benoita Hamona. Można go określić jako soc-liberała, w stylu polityków z tandemu Blair-Schröder. Czyli dalej trzymanie się tzw. „trzeciej drogi” (z kosmetycznymi zmianami głównie jeśli chodzi o retorykę i argumentację) przez lewicowe ugrupowania polityczne w zachodniej Europie, będącej w zasadzie piętnem, stygmatem nieudolności oraz sprzeniewierzenia pryncypiom doktrynalno-programowym, zdrady wobec podstawowego elektoratu i tym samym symbolem porażek lewicy w ostatniej dekadzie na Starym Kontynencie.

Melenchon zyskuje w ostatnich czasach sporo z racji swej charyzmy, umiejętności przemawiania do tłumów, nowoczesnym środkom i formom prowadzenia kampanii wyborczej, atrakcyjnemu programowi. Takie frazy i poglądy dawno nie były słyszane na lewicowej stronie francuskiej sceny politycznej, ba – na lewicy w większości krajów Europy (no, może Syriza lub Podemos czasami używają takiej retoryki i argumentacji). Tuż przed świętami Melenchon wyprzedziwszy kandydata klasycznej prawicy francuskiej Franҫoisa Fillona w sondażach plasuje się tuż za faworytami – jak do tej pory uważały topowe media – II tury wyborów: Marine Le Pen i Emanuel Macron.  Różnice są minimalne, w granicach błędu statystycznego.

Gdyby „sflaczały” Hamon swoje 8-9  % poparcia przelał na Melenchona – czyli tym samym byłby jeden kandydat lewicy – miałby on już kilkuprocentową przewagę tak nad Le Pen jak i nad Macronem.

De facto obaj główni kandydaci – i faworyci mainstreamu znad Sekwany – są reprezentantami prawicy. Prawicy w różnym stylu: hard i soft. Le Pen i Macrona można z grubsza w polskich warunkach sprowadzić do opozycji PiS-u i PO. A de facto to przecież jest POPiS. Oczywiście są różnice, często nawet spore, ale w zasadniczych elementach programu – zwłaszcza w stosunku do wielonarodowego kapitału, relacji świat pracy vs właściciele środków produkcji i świat finansów itp. – rozbieżności są kosmetyczne. Egzemplifikacja niepokoju mainstreamu z racji rosnącej popularności Melenchona – i to jest symptomatyczne – zawiera się w komunikacie (który zawsze pojawia się w takich wypadkach bez względu na rejon Europy czy świata) mówiącym o „zaniepokojeniu rynków finansowych i agencji ratingowych” jego pozycją w wyścigu prezydenckim. Media podkreślają jego populizm – co też jest swoistym, uniwersalnym zabiegiem deprecjacji każdego kandydata wyłamującego się z tej centrowo-magicznej papki (de facto bezpostaciowej politycznie i doktrynalnie maligny) mającej zapewnić zyski kapitałowi i zajmować głosujący w wyborach „lud” sprawami nie związanymi z ekonomią, gospodarką, sprawami bytowymi, zagadnieniami własności, redystrybucji etc.

Kolejnym symptomem zagrożenia autentycznie lewicowym (?) kandydatem mającym realne szanse wystąpić w II rundzie francuskich wyborów jest oskarżenie Melenchona o …….. sprzyjaniu polityce Rosji czy o antynatowską retorykę (a dlaczego nie mówić o anty-militarystycznej polityce i działaniu na rzecz odprężenia co winno być esencją lewicowej polityki In situ ?). Nawet – ponieważ takie oskarżenia są dziś tak nagminne i czynią z Rosji i gospodarza Kremla demiurga wszystkich procesów politycznych na świecie – nie chce się tego komentować. Świadczy to jedynie o zagrożeniach jakie rzeczywiście stwarza dla mainstreamu Melenchon i jego program, a także intelektualnym ugorze dużej części prawicy na całym świecie.

Mainstream już namaścił Macrona na swego reprezentanta. Wie, iż o ile w II-giej rundzie zmierzyłby się z przedstawicielką Frontu Narodowego nie będzie merytorycznej i programowej dyskusji czy starcia na programy. Będzie koalicja „od Sasa do lasa” aby powstrzymać Marine. Zepchnie się kampanię do sfer emocji, afektów, uprzedzeń, fobii etc. Rozgrywać się będzie nie wedle opozycyjnych programów, a na torach pomówień, oskarżeń, donosów i agenturalnych przecieków. Obojętnie z kim starłby się Melenchon w II rundzie kampania będzie tym samym bardziej przejrzysta, bardziej merytoryczna, bardziej programowo-doktrynalna i poruszać będzie węzłowe zagadnienia dotyczące „ludu”, nie tylko jak dobrze zrobić sferze bankowo-finansowej. W jakimś stopniu to powrót do źródeł.

Nawiasem mówiąc – Le Pen jeśliby wygrała (np. z Macronem) będzie strawiona przez mainstream i kapitał tak jak to ma miejsce z Trumpem w USA współcześnie mimo wcześniejszych fochów i chimer. Prawica tak już ma ……I soc-liberalna lewica także przejęła tę predylekcję do zblatowania z kapitałem i chędożenia z technokratyczno-korporacyjnym, finansowo-bankowym sektorem współczesnego kapitalizmu.

Takie właśnie hipotetyczne (choć realne coraz bardziej) starcie na ostatniej prostej podczas boju o Pałac Elizejski uważam za najlepsze dla czystości życia politycznego: Marine Le Pen kontra Jean Luc Melenchon. Byłoby to moim zdaniem uczciwe rozwiązanie. Starły by się soczysta lewica (na ile – to by się okazało po ewentualnym zwycięstwie Melenchona) z prawicą, którą jest autentyczna Le Pen. Nie „mydłki” w rodzaju nijakiego socjalisty, niosącego bagaż niepopularności Hollande’a,

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

0 komentarzy i opinii

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Dr hab. Jarosław Flis: Ograniczenie kadencji prezydentów miast to nie jest dobry pomysł

Odwiedź nas

twitter