Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Ewa Gąsowska: „Żadna idea, oprócz faszyzmu, nie gloryfikowała zabijania drugiego człowieka”

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Ewa Gąsowska: „Żadna idea, oprócz faszyzmu, nie gloryfikowała zabijania drugiego człowieka”

16 kwietnia br. zmarła Ewa Gąsowska, aktywistka lewicowa, była radna rady miejskiej Wrocławia. Walczyła o pamięć o swoim dziadku zabitym przez morderców z Narodowych Sił Zbrojnych. Przypominamy list otwarty, jaki Ewa Gąsowska skierowała w 2013 r. do prezydenta Komorowskiego w tej sprawie.

Szanowny Panie Prezydencie,

Zapewne również w tym roku weźmie Pan udział w obchodach poświęconych żołnierzom wyklętym, i jak co roku będzie Pan gloryfikował ich czyny. Tym listem sprzeciwiam się tak pojętej polityce historycznej i uznaniu za patriotów żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

18 lipca 1945 r. zginął w sposób okrutny, przestrzelona czaszka, połamane ręce, nogi, żebra, wydłubane oczy, obcięty nos, uszy i język, ciało owinięte drutem kolczastym i utopione w Sanie, mój dziadek, Jan Rybak w Radomyślu nad Sanem, z rąk Komendanta Rejonu Nadsania, Alfonsa Chmielowca, jego brata Bolesława, i innych żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Jan Rybak miał 61 lat. Był sekretarzem 22 osobowej komórki Polskiej Partii Robotniczej, do której wstąpił 7 grudnia 1944 r., po powrocie z robót przymusowych z Niemiec. Alfons Chmielowiec po tym morderstwie uciekł do Ameryki, a pozostali skorzystali z amnestii, niejednokrotnie zmieniając nazwiska.

Miesiąc wcześniej, w ten sam sposób, zginęła 40-letnia kobieta Antonina Delbas z Woli Rzeczyckiej, w gminie Radomyśl n/Sanem, również działaczka PPR. Opis obu morderstw jest mi znany z dokumentów, które zachowały się w Archiwum Państwowym w Rzeszowie.
Sposób popełnienia morderstwa wskazuje na to, że dokonały tego te same osoby, których nazwiska znam. Rozumiem, że wyżej wymienione czyny są chlubą i honorem żołnierza polskiego i zasługują na wieczną chwałę.

Bolesława Chmielowca odznaczył Pan, jako Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, na wniosek Ministra Obrony Narodowej, dwukrotnie; Krzyżem Partyzanckim i Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego.

Uhonorował Pan również, w 2009 r., na wniosek Ministra Obrony Narodowej, aktem nominowania na wyższy stopień oficerski, mjr Emila Skoczka, lekarza z Kłodzka.

Mogę tylko wyrazić ubolewanie i zdumienie, że za wyżej wymienione okrutne morderstwa nagrodził Pan bandytów tak wysokim odznaczeniem.

Panie Prezydencie,

W 2002 r. nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego w Sandomierzu, ukazała się książka autorstwa Bolesława Chmielowca „Wspomnienia straconych(?) dni”, w której autor dokonał publicznej lustracji Jana Rybaka, mojego dziadka, ukazując negatywny wizerunek jego osoby sugerując, że był osobą niegodną, wrednym komunistą na usługach tarnobrzeskiego Urzędu Bezpieczeństwa, a także, że jego syn, Eugeniusz, kazał ojca zlikwidować, bliżej nieokreślonym członkom Armii Krajowej. Zarzucił Janowi Rybakowi, że wraz z oddziałem Wojska Polskiego, pod dowództwem Edwarda Gronczewskiego, brał udział w napaści i rabunku na jego dom rodzinny w dniu 29 lipca 1945 r.

W 2003 r. zwróciłam się do Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu z pozwem, przeciwko Bolesławowi Chmielowcowi, autorowi książki oraz Wydawnictwu Diecezjalnemu w Sandomierzu, jako wydawcy książki, o ochronę dóbr osobistych Jana Rybaka, jako jego następca prawny. Przystępując do procesu, zwróciłam się do Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie z prośbą, o jakiekolwiek dokumenty związane z moim dziadkiem. Odpowiedziano mi, że w zasobach IPN nie znajdują się żadne dokumenty związane z osobą Jana Rybaka. Byłam również w Archiwum Państwowym w Rzeszowie i Sandomierzu, by odnaleźć jakiekolwiek dokumenty związane z osobą Jana Rybaka. Niestety, nie znalazłam. Wówczas jeszcze nic nie wiedziałam o jego działalności społecznej i politycznej, bo żadne dokumenty z tym związane nie zachowały się.

W toku procesu złożyłam dowód z aktu zgonu, w którym jest adnotacja, że Jan Rybak został utopiony w Sanie 25 lipca 1945 r. a pogrzeb odbył się 28 lipca 1945 r. Twierdziłam również, że Jan Rybak został zamordowany wcześniej, bo z opowieści rodzinnych wiem, że ciała szukano około tygodnia, i wiedziałam, że mój dziadek został zamordowany przez Alfonsa Chmielowca, komendanta Rejonu Nadsania Narodowych Sił Zbrojnych, który po tym wydarzeniu uciekł do Ameryki. Potwierdził to mieszkaniec Radomyśla n/Sanem, pan Mieczysław Chmielowiec, wówczas 16-letni chłopiec, i członkowie rodziny Jana Rybaka. Złożyłam również inne dowody, na okoliczność, że autor książki pisze nieprawdę. Od momentu zeznań pana Mieczysława Chmielowca, złożonych przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu, postępowanie sądu było, co najmniej, dwuznaczne. Sąd oddalał inne wnioski dowodowe, tj. wnioski o przesłuchanie dalszych świadków, w tym, żyjących członków Narodowych Sił Zbrojnych, którzy chcieli zeznawać w tym procesie, i chcieli opowiedzieć zarówno o moim dziadku jak i autorze, wnioski o wystąpienie, do IPN z zapytaniem, czy Oddział „Orła”, komendanta Rejonu Nadsania, Alfonsa Chmielowca, jest związany z morderstwem Jana Rybaka.

Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu, w osobie Pani sędzi Elżbiety Staszewskiej, wydając wyrok (sygn. akt I C 585/03), orzekając w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, pominął głębokim milczeniem, złożone dowody, takie jak; akt zgonu Jana Rybaka, publikacje innych autorów dotyczące zdarzeń opisywanych przez autora, a także z zeznań świadków, złożonych przed sądem, twierdząc, że nie dotyczy to przedmiotu sporu oraz, że okoliczność ta nie dotyczyła przedmiotu żądania powódki, a także, z tego powodu, że świadkowie byli mali lub też jeszcze się nie urodzili, i nie mają pewnych wiadomości na temat działalności politycznej Jana Rybaka. Wymiar sprawiedliwości dał wiarę autorowi książki, powołującemu się na osoby, od wielu lat nieżyjące, lub zeznające w tym procesie i twierdzące, że Eugeniusz Rybak (s. Jana Rybaka) kazał ojca zlikwidować, i przyjął za prawdziwe rzekome wypowiedzi tych osób, których słów czy opinii nie ma nigdzie zapisanych, lub w innej formie utrwalonych, i w żaden sposób nie zweryfikowanych, uznając, że wydarzenia, które autor opisuje (napaść i rabunek domu rodzinnego), z udziałem Jana Rybaka, rzeczywiście miały miejsce, a osoby te rzeczywiście to mówiły.

Łatwowierność i naiwność wymiaru sprawiedliwości może wypływać tylko ze zbieżności poglądów politycznych autora książki z poglądami politycznymi Wysokiego Sądu, bo tylko tak ogromna wiara może być powodem, że sąd upolitycznił sprawę, co jest zawarte w wyroku, i dokonał negatywnej oceny działalności politycznej Jana Rybaka, i bez żadnych dowodów lub nadając istniejącym dowodom inne znaczenie niż to wynika z ich treści, a wręcz manipulując procesem i prawem, przyznał wprawdzie, że brak dowodów na to, że Jan Rybak brał udział w napaści i rabunku na dom rodzinny autora, ale stwierdził, że jego (autora) działania nie noszą cech bezprawności, bo bezprawność jest związana z winą, a tej nie można mu przypisać, bo „aczkolwiek działał bezprawnie ale z jego punktu widzenia działał w dobrej wierze”. Sąd oddalił postępowanie w stosunku do Wyższego Seminarium Duchownego jako wydawcy książki, i uznał, że Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności na merytoryczną treść książki, bez jakiegokolwiek odniesienia się do prawa autorskiego.

Oczywiście, że złożyłam do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie sygn. akt I AC 10/05 apelację, szeroko udokumentowaną. Apelację złożył również autor książki. Na rozprawie autor książki złożył nowy dowód, protokół nr 7, z dnia 28 grudnia 1944 r. Powiatowej Rady Narodowej w Tarnobrzegu, z treści, którego wynikało, że Jan Rybak został wybrany na członka Powiatowego Wydziału. Przedstawił również jeszcze jeden dokument, Komitetu Powiatowego Polskiej Partii Robotniczej, z którego wynikało, że Jan Rybak jest członkiem partii. Autor złożył ten dokument w jednym egzemplarzu, tylko do wiadomości Sądu, i pomimo mojego wniosku o wyznaczenie nowego terminu, albowiem nie znałam tych dokumentów, i nie mogłam się do nich ustosunkować, sąd nie wyraził na to zgody i odrzucił mój wniosek, ale wyrokując, sędziowie Cezary Petruszewicz jako Przewodniczący oraz Andrzej Palacz i Grażyna Demko, sprawozdawca, powołali się na nie, i nadali im zupełnie inne znaczenie niż to wynika z ich treści i uznali, że te dokumenty są dowodem na współpracę Jana Rybaka z Urzędem Bezpieczeństwa, oraz przynależności do KPP. Sąd Apelacyjny oddalił moje powództwo w całości, uznając, że autor książki „działał w imię usprawiedliwionego interesu publicznego”, i skupił się na obronie autora książki.

Panie Prezydencie,

Przystępując do procesu, niewiele wiedziałam o moim dziadku. Nie przypuszczałam tylko, że sąd nałoży na mnie obowiązek udowodnienia tez, postawionych w książce przez autora, co jest zupełnym absurdem. Przed procesem zwróciłam się do IPN w Rzeszowie, skąd otrzymałam odpowiedź, że nie ma dokumentów w sprawie Jana Rybaka. Pierwszym dokumentem o jego działalności, jest dokument przedstawiony przez autora, przed Sądem Apelacyjnym w Rzeszowie. I ten moment był i jest dla mnie ważny, ponieważ mogłam zwrócić się do Archiwum Państwowego w Sandomierzu i Rzeszowie o inne dokumenty. Z dokumentów tych dowiedziałam się o dacie śmierci mojego dziadka, który został zamordowany 18 lipca 1945 r. A z dokumentów działalności partii, dowiedziałam się, ile osób, i kto należał do PPR w tej miejscowości oraz kto, z żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych należał do PPR, a także, jakimi sprawami zajmował się Jan Rybak w tamtym czasie, i co robił w dniu śmierci, oraz w jakich okolicznościach i dlaczego zginął. Te dokumenty otrzymałam już po złożeniu kasacji do Sądu Najwyższego. Złożyłam również wniosek o wznowienie postępowania ze względu na fakt ujawnienia się nowych dokumentów. Sąd Najwyższy sygn. akt I CK 1/06 odmawia przyjęcia kasacji do rozpoznania, odmawia również przyjęcia wniosku o wznowienie postępowania, i odrzuca kasację sygn. akt I CSK 254/08. Raz jeszcze, składam wniosek o wznowienie postępowania, po przeprowadzeniu szerokiej, 2-letniej kwerendy, i otrzymaniu pisma z IPN w Rzeszowie i Lublinie, że Jan Rybak nie istnieje w zasobach IPN. Sąd Najwyższy sygn. akt I CZ 154/07 odrzuca zażalenie. Tym sposobem sąd zamknął wszystkie drzwi, uniemożliwiając rzetelne rozpatrzenie sprawy.
Tak się skończyła moja walka, nie tylko z autorem książki i wydawnictwem, ale też z wymiarem sprawiedliwości, o dobre imię mojego dziadka, Jana Rybaka.
Temida dla mnie była nie tylko ślepa, ale głucha i mądra inaczej.

Wymiar sprawiedliwości zwolnił się z zasady bezstronności i stał się obrońcą pozwanego za wszelką cenę, a z powodów politycznych, dopuścił się prawnego fałszerstwa intelektualnego, twierdząc, że „pozwany aczkolwiek działał bezprawnie, ale z jego punktu widzenia działał w dobrej wierze”, i stwierdził, że „książka zawiera jego własny osąd o osobach”, a słowa użyte w stosunku do osoby Jana Rybaka „przedstawiają go w niekorzystnym świetle w tej grupie czytelników, które mają inne niż pozwany spojrzenie”, a także, że „pozwany postrzegał Jana Rybaka wg własnych kryteriów”, a „motywem działania Bolesława Chmielowca nie było poniżenie osoby krytykowanej w opinii innych a jedynie przedstawienie własnego, wyważonego zdania o krytykowanej osobie”, „a za poglądy się nie przeprasza”. Sąd nawet ustalił poglądy polityczne Eugeniusza Rybaka, od 1953 roku nieżyjącego, i stwierdził, że miał radykalnie inne poglądy od ojca, Jana Rybaka, i przyjął, że Eugeniusz Rybak kazał ojca (Jana Rybaka) zlikwidować, bo o tym mówi autor i św. Emil Skoczek, a także dał wiarę i przyjął za uzasadnione rzekome wypowiedzi osób, które od wielu lat nie żyją i przyjął, że zeznania tych świadków w sprawie napaści i rabunku domu rodzinnego autora, stanowią środek dowodowy, który podlega swobodnej ocenie sądu, a do uznania ich za wiarygodne nie jest konieczne, aby znajdowały potwierdzenie w dokumentach.

Nigdy nie ingerowałam w poglądy autora Bolesława Chmielowca, domagałam się natomiast, by autor przedstawił dowody na współpracę Jana Rybaka z Urzędem Bezpieczeństwa oraz dowody na fakt napaści i rabunku przez Jana Rybaka na dom autora. Od początku procesu twierdziłam, że autor dopuścił się zwykłego oszustwa.

Panie Prezydencie,

Publicznie został zlustrowany, oczerniony i oszkalowany Jan Rybak przez autora, Bolesława Chmielowca oraz przez Wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu. Publicznej lustracji Jana Rybaka i mnie, jako jego następcy prawnego, również dokonał wymiar sprawiedliwości, który ustalił mnie i mojej rodzinie nową rzeczywistość historyczną, polityczną, rodzinną i osobistą. Wymiar sprawiedliwości naruszył moje prawa wynikające z systemu prawnego, i osądził wg praw, i kryteriów znanych tylko sądowi, bez wyjaśnienia, co ma na myśli. Ten wyrok jest wyrokiem dla pozoru, jest wyrokiem politycznym, co jest w nim uwidocznione, jest wyrokiem intencjonalnym, albowiem sąd intencje przyjął za fakty rzeczywiste.

Panie Prezydencie,

Jak mam wierzyć w bezstronność, niezawisłość i rzetelność wymiaru sprawiedliwości;

– jeżeli autor książki pisze, że Jan Rybak brał udział w napaści i rabunku jego domu rodzinnego w dniu 29 lipca 1945 r. wraz z oddziałem Wojska Polskiego pod dowództwem Edwarda Gronczewskiego, jeżeli z dokumentów wynika, które są w aktach sprawy, że Jan Rybak został zamordowany 18 lipca 1945 r., a ciało wyłowiono pod Zawichostem 25 lipca 1945 r., a pogrzeb odbywa się 28 lipca 1945 r. Autor doskonale znał datę śmierci, albowiem go zabił wraz ze swoimi kolegami, natomiast tym opisem o napaści i rabunku odsuwa od siebie podejrzenie o morderstwo, bo sądzi, że ludzie o tym zapomnieli,

– jeżeli autor książki podaje, że Jan Rybak był agentem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Tarnobrzegu i przedstawia przed Sądem Apelacyjnym dokumenty, że Jan Rybak był radnym Powiatowej Rady Narodowej w Tarnobrzegu i członkiem Polskiej Partii Robotniczej, a sąd przyjmując te dowody, uznaje je za dowody świadczące o tym, że Jan Rybak był agentem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i członkiem Komunistycznej Partii Polski, zarówno przed wojną jak i po wojnie. Jak to się ma do dokumentów IPN w Rzeszowie i Lublinie o tym, że Jan Rybak agentem nie był?, oraz, co wynika z dokumentów z Archiwum Państwowego w Rzeszowie, że Jan Rybak przed wojną należał do Stronnictwa Ludowego. Te fakty też były pozwanemu autorowi znane, albowiem mieszkał w tej samej miejscowości, co Jan Rybak,

– jeżeli sąd albo milcząco pomija i nie wypowiada się na temat złożonych dowodów, jak publikacje innych autorów, aktu zgonu Jana Rybaka, itp., lub też oddala dowody z zeznań świadków, którzy mówili o tym, kto zamordował Jana Rybaka z uzasadnieniem, że nie dotyczą przedmiotu żądania,

– jeżeli sąd oddala wniosek o wystąpienie do IPN w Rzeszowie o sprawdzenie oddziału „Orła”, komendanta Rejonu Nadsania Alfonsa Chmielowca oraz oddala wniosek o przesłuchania dalszych świadków, jeszcze żyjących, żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, kolegów autora, z uzasadnieniem, że nie dotyczy to przedmiotu sprawy. Jako osoba fizyczna nie mam prawa dostępu do tych dokumentów, a być może zawierają one jakiekolwiek wskazówki na temat Jana Rybaka.

Panie Prezydencie,

Jak mam wierzyć w dobre intencje państwa polskiego, jeżeli wymiar sprawiedliwości, orzekając w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, formułuje tezę, że „aczkolwiek pozwany działał bezprawnie ale z jego punktu widzenia działał w dobrej wierze”. Ta zasada nie powinna tylko mnie dotyczyć. Winna być powszechnie obowiązująca, bo zwalnia z odpowiedzialności tych, którzy naruszają prawo. Ta zasada winna być sztandarem III, IV lub V Rzeczypospolitej, jako myśl nowatorska i odkrywcza, a wdzięczność naruszających prawo będzie ogromna, bo gwarantuje bezkarność. Dlaczego ta zasada jest zastosowana tylko w mojej sprawie, i tylko po to, by obronić autora książki?

Jak mam wierzyć w dobrą wolę państwa polskiego, jeżeli wymiar sprawiedliwości przyjmuje za fakt udział Jana Rybaka w napaści i rabunku domu rodzinnego autora, ponieważ „o tym mówiła gospodyni księdza matce autora, a matka autora swojej córce, a córka, siostra autora jemu (…), autor miał prawo wierzyć osobom bliskim, które mu o tym mówiły”. Warto również tę zasadę rozpowszechnić, szczególnie, ze „nie jest konieczne potwierdzenie tego faktu w dokumentach, bo podlega to swobodnej ocenie sądu”. Nie sądziłam, że potoczna zasada plotki „jedna pani drugiej pani”, powszechna w średniowieczu, w procesach inkwizycyjnych o czary przeciwko kobietom, stanie się wykładnią prawa wymiaru sprawiedliwości w 21. wieku. Aż żal, że wymiar sprawiedliwości nie zarządził seansu spirytystycznego i nie wywołał ducha księżej gospodyni, i nie przesłuchał go (ducha) na okoliczność, co lub, kogo widziała gospodyni księdza. To dopiero byłby wielki wkład Sadu w Tarnobrzegu i Rzeszowie w rozwój myśli prawniczej.

Jak mam wierzyć w państwo prawa, jeżeli Sąd Najwyższy widząc wszystkie dokumenty, dwa różne wyroki z dwuznacznym i kontrowersyjnym uzasadnieniem, o wyraźnych znamionach zemsty politycznej, oddala kasację po to, by sprawa nie toczyła się dalej, i uznaje, że prawo nie zostało naruszone.

Jak mam wierzyć w społeczeństwo obywatelskie, skoro funkcjonariusze państwa, powołani do ochrony systemu prawnego, wykorzystują zajmowane funkcje i instytucje państwa w celu zrealizowania własnej, lub też politycznych mocodawców polityki historycznej, i ustalają obywatelom nową rzeczywistość osobistą, rodzinną, historyczną, bez żadnych dowodów i wbrew prawu? Dzisiaj wiem, że sędziowie, którzy naruszyli system prawny mieli ochronę najwyższych organów państwa. Żaden sędzia nie odważyłby się na naruszenie prawa, gdyby tej ochrony nie udzieliły sędziom, naczelne organy państwa polskiego. Te organy powołane do strzeżenia Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, zaniechały tej obrony.

Wymienione wyroki, wydane w imieniu państwa polskiego, zawierają wiele dziwnych i zdumiewających teorii. Uzasadnienia wyroków budzą grozę i starach, i nie budują zaufania do państwa polskiego. I nikt w Polsce, żaden organ konstytucyjny, nie jest tym zainteresowany.

Pierwszy raz spotkałam się z sytuacją, w której wymiar sprawiedliwości sam zrezygnował z zasady bezstronności, prawdy, kontradyktoryjności, swobodnej oceny dowodów i jawności a także, w której wymiar sprawiedliwości stał się wyraźnym obrońcą jednej ze stron. Również pierwszy raz zetknęłam się z jawną manipulacją wymiaru sprawiedliwości prawem i procesem, oraz stosowaniem przemocy instytucjonalnej, i dyskryminacji w stosunku do jednej ze stron. Pierwszy raz spotkałam się z cwaniactwem ze strony organu działającego w imieniu państwa.

A wszystko to w imię prawdy objawionej i polityki historycznej. Ta polityka wymaga, by bandytów i łajdaków za wszelką cenę uznać za bohaterów i zwolnić ich z odpowiedzialności. Łajdactwo, podłość i oszczerstwo zostało podniesione do rangi cnoty i bohaterstwa kosztem krzywd ludzi przyzwoitych, uczciwych i lojalnych wobec państwa.

Żadna idea, oprócz faszyzmu, nie gloryfikowała zabijania drugiego człowieka. Polska po skończonych działaniach wojennych, łaskawie obeszła się z żołnierzami Narodowych Sił Zbrojnych, obejmując ich amnestią. Zarówno Bolesław Chmielowiec, Emil Skoczek i inni, którzy brali udział w tym ohydnym morderstwie, i których nazwiska znam, skorzystali z tej amnestii, kończyli studia i niejednokrotnie zrobili karierę. A w 60 lat po wojnie musieli publicznie oszkalować i fałszywie oskarżyć Jana Rybaka o czyny, które sami popełniali, by zdjąć z siebie odium morderców i zwykłych bandytów, bo przecież w tej miejscowości żyją jeszcze ludzie, i ich koledzy z oddziału, którzy o tym, kim byli i co robili tuż po wojnie, pamiętają. Dlatego np. Eugeniusz Hawryleńko „Sęp”, po wojnie przyjął nazwisko swojego teścia Geneja, wyjechał podobno na Pomorze, i nigdy nie pojawił się w Radomyślu n/Sanem. Kto zmieniał nazwisko? Człowiek, który nie chce by otoczenie, w którym mieszka, dowiedziało się, kim był i co robił. To nazwisko jako jednego z morderców mojego dziadka znam od zawsze.

Moja sprawa była wręcz banalnie prosta dla prawników, ale stała się skomplikowana na skutek działania wymiaru sprawiedliwości, który ją upolitycznił i dał temu wyraz w pisemnym uzasadnieniu wyroków. I stała się wręcz groteską. Sąd sprzeniewierzył się wszelkim zasadom po to, by obronić jednego bandytę, którego Pan tak bardzo łaskawie honoruje. Wymiar sprawiedliwości wprawdzie nie bezpośrednio, ale pośrednio dał do zrozumienia, że komunistę można zabić. Sąd swoimi decyzjami, pozwolił na to, że każdy może publicznie napisać i wypowiedzieć się w sposób oszczerczy o innej osobie, natomiast osoba publicznie oszkalowana lub fałszywie oskarżona, czy jej prawni następcy, nie mają prawa do obrony. Ta sprawa to jedna wielka mistyfikacja, i w tej mistyfikacji świadomie wziął udział wymiar sprawiedliwości. Ośmieszył się nie tylko wymiar sprawiedliwości, ośmieszyły się najwyższe organy państwa, które dla obrony zwykłych bandytów i oszustów, sprzeniewierzyły się Konstytucji, a które winny stać na straży Konstytucji. Nikt w Polsce nie chce bronić państwa, które nosi wyraźne znamiona kryptofaszystowskie. Rozumiem, że dzieje się to za wiedzą i przyzwoleniem najwyższych organów państwa.

Panie Prezydencie, czy mam uważać, że fałszywi bohaterowie, i sędziowie ferujący fałszywe wyroki, w imieniu fałszywego państwa, to fałszywa demokracja? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.

Ewa Gąsowska

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

1 komentarz

  1. Wesoły Romek 00:53, Kwi 21, 2017

    Przykra sprawa, szczególnie że nie udało się jej do końca wyjaśnić. Oprócz wspomnianej teorii że zabójstwo zlecił Syn, która wydaje się faktycznie kłamliwa spotkałem się też z teorią że zabójstwo było prowokacją UB i NKWD. W tej konkretnej sytuacji wydaje mi się to również mało prawdopodobne, bowiem członkowie PPR byli przez podziemie antykomunistyczne traktowani jak kolaboranci pomagający okupantowi. Natomiast przedstawione tu okrucieństwo i próba przerzucenia odpowiedzialności na kogoś innego są w tej sytuacji hańbiące dla NSZ i IPN powinien wszystkie takie przypadki dokładnie wyjaśniać.

    Jeżeli natomiast chodzi o fragment:
    „Żadna idea, oprócz faszyzmu, nie gloryfikowała zabijania drugiego człowieka. Polska po skończonych działaniach wojennych, łaskawie obeszła się z żołnierzami Narodowych Sił Zbrojnych, obejmując ich amnestią”
    to wolne żarty. Tak się składa że dosłownie tydzień po amnestii praktycznie wszyscy ujawnieni byli aresztowani i skazywani na śmierć lub długoletnie więzienie. Władza dotrzymała słowa dopiero po odwilży w 1956 roku, ale wtedy w ukryciu pozostawały już naprawdę pojedyncze osoby. Akurat komunizm ma porównywalne zasługi z faszyzmem: miliony pomordowanych, torturowanych i prześladowanych, wywołanie wielkiego głodu na Ukrainie, przyzwolenie nie gwałty i zabójstwa szlachty, burżuazji, walka z kułakami, zbrodnie wojenne…
    Każdy totalitaryzm zabija!

    Odpowiedz do tego komentarza
*/

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Dr hab. Jarosław Flis: Ograniczenie kadencji prezydentów miast to nie jest dobry pomysł

Odwiedź nas

twitter