Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Globalni Zieloni: Między protekcjonizmem a sprawiedliwym handlem [Korespondencja z Liverpoolu]

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Globalni Zieloni: Między protekcjonizmem a sprawiedliwym handlem [Korespondencja z Liverpoolu]

Jak odpowiadać na niepokoje globalizacji w świecie Donalda Trumpa? Czy podzielanie diagnoz prawicowych populistów oznacza akceptację ich recept? Na te pytania odpowiedzi szukano na niedawnym kongresie Globalnych Zielonych w Liverpoolu.

Gromadzące niemal 2.000 osób wydarzenie polityczne, jeśli ma ambicje odpowiadać na wyzwania współczesności, nie może zlekceważyć tematu globalnej polityki handlowej.

Szczególnie tyczy się to tego ruchu politycznego, który już od lat 90. XX wieku – wraz z alterglobalistami – sceptycznie podchodził do kolejnych porozumień w tym zakresie, widząc w nich zagrożenie dla standardów społecznych i ekologicznych.

Porozumień, które były istotnym elementem dyskusji wokół referendum dotyczącego wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej – a jeszcze bardziej kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych, która okazała się żółtą (jeśli nie czerwoną) kartką dla orędowników kolejnych tego typu umów.

Dla progresywnych sił politycznych zeszły rok był pod tym względem twardym orzechem do zgryzienia. W jaki bowiem sposób opowiadać o mniej przyjemnych skutkach globalizacji, nie dając się jednocześnie spychać w odmęty ksenofobii i ekonomicznego nacjonalizmu?

Jak z drugiej strony nie dać się zepchnąć do obozu liberalnego, w którym – jak np. w tygodniku The Economist – łatwiej wyobrazić sobie ograniczenie swobodnego przepływu osób jako koncesji dla populistów niż restrykcji dotyczących przepływu towarów czy usług?

Komu służy wolny handel?

Pytania te unosiły się w powietrzu debaty na temat globalnego handlu, która była elementem połączonego kongresu Globalnych Zielonych, Globalnych Młodych Zielonych, Europejskiej Partii Zielonych oraz Partii Zielonych Anglii i Walii.

Z wypowiedzi wszystkich uczestniczących w panelu wyłaniała się spójna charakterystyka obecnych prób jego liberalizacji jako podejmowanych za zamkniętymi drzwiami nieprzejrzystych umów, ograniczających możliwości demokratycznie wybranych instytucji do podejmowania samodzielnych decyzji politycznych.

Przykładem tego typu porozumienia była zdaniem liderki Partii Zielonych Kanady, Elizabeth May, NAFTA. Północnoamerykańskie Porozumienie o Wolnym Handlu miało być niekorzystne z powodu zapisów o arbitrażu handlowo-inwestycyjnym, oddającym decydowanie o sporach między państwem a zagranicznymi podmiotami prywatnymi w ręce arbitralnie powoływanych ciał.

– W latach 40. i 50. XX wieku porozumienia takie jak GATT (Układ Ogólny w sprawie Taryf i Handlu) służył ochronie słabszych gospodarek przed protekcjonizmem silniejszych. Porozumienia handlowe powinny znów dotyczyć handlu produktami, a nie być furtką dla liberalizacji usług, podmywania regulacji czy tworzenia trybunałów arbitrażowych – argumentowała.

Inną ich wadą pozostaje daleko posunięta nieprzejrzystość, która zdaniem szefa Australijskich Zielonych, Richarda di Natale, w praktyce uniemożliwia prowadzenie racjonalnej, demokratycznej debaty nad pozycją negocjacyjną poszczególnych rządów.

Demokratycznie wybrana władza ustawodawcza może jego zdaniem co najwyżej przyjąć bądź odrzucić ostateczny kształt układów takich jak budzące wiele emocji w rejonie Pacyfiku TPP (Partnerstwo Transpacyficzne), mające być przeciwwagą dla ekonomicznych ambicji Chin.

Rezultatami dotychczasowej polityki miało być skarżenie Kanady do sądów arbitrażowych o wprowadzane w niej regulacje ekologiczne czy długi – i na szczęście wygrany – bój Australii z tytoniowym koncernem Philip Morris, niezadowolonym z wprowadzenia przepisów o jednolitym wyglądzie paczek papierosów.

Odwrót od globalizacji?

Wyraźnie zaznaczyły się w jej trakcie dwa zróżnicowane stanowiska.

Opcję pierwszą, bliższą liberalnemu podejściu do handlu reprezentował współprzewodniczący Europejskiej Partii Zielonych (EPZ), Reinhard Butikofer.

Przekonywał on zgromadzonych do tego, że wolny handel przez długie dziesięciolecia bywał hasłem postępowych ruchów politycznych i dopiero w ostatnich latach został przejęty przez wielkie korporacje, dążące do wykorzystania go do własnych interesów, np. demontażu regulacji socjalnych i ekologicznych.

Eurodeputowany wyraził przekonanie, że porozumienia handlowe mogą być dobrym narzędziem do osiągania ponadregionalnych porozumień dotyczących np. wycofywania się z dotowania sektora paliw kopalnych czy wymagania realizacji przyjętych przez Organizację Narodów Zjednoczonych Celów Zrównoważonego Rozwoju.

Odmienne zdanie na ten temat miała współprzewodnicząca Partii Zielonych Anglii i Walii.

Caroline Lucas zauważyła, że z ekopolitycznej perspektywy układy handlowe stymulują generujący dodatkowe emisje gazów cieplarnianych transport dóbr. Umożliwiają import tanich dóbr, zawdzięczających swą przewagę łamaniu praw pracowniczych oraz niszczeniu środowiska.

W kontekście wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej mają one stanowić dodatkowe zagrożenie – chcący udowodnić zdolność do ich zawierania konserwatywny rząd Theresy May może zdecydować się na porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi, w którym kwestie praw socjalnych czy ochrony konsumenckiej zostaną odsunięte na boczny tor.

Jej zdaniem politycznym priorytetem powinno być pobudzanie lokalnej produkcji dóbr i usług. Jako preferowane narzędzie do tego celu zaproponowała oclenie towarów płynących z krajów stosujących dumping socjalny i ekologiczny.

W przeciwieństwie do rozważanych przez administracje Donalda Trumpa pomysłów w jej propozycji zyski z wprowadzonych barier trafiałyby do państw oskarżanych o zaniżanie standardów, umożliwiając im inwestycje w usługi publiczne, poprawę warunków pracy czy stanu środowiska.

Dyskusja potrzebna od zaraz         

Oba te stanowiska zachęcają do stawiania szeregu pytań.

W wypadku bardziej otwartego na globalny handel scenariusza Butikofera kluczowym problemem wydaje się fakt, iż jak do tej pory państwa i bloki miały niejedną okazję do tego, by wykorzystać traktaty handlowe np. do promowania globalnej minimalnej ceny emisji gazów cieplarnianych. Jak do tej pory z możliwości tej raczej nie korzystały.

Jeśli chodzi o pozycję Lucas niejasny wydaje się z kolei mechanizm, który gwarantowałby inwestowanie pieniędzy zdobytych w wyniku wprowadzenia dodatkowych barier celnych na inwestycje związane z podnoszeniem poziomu życia oraz walką ze zmianami klimatu.

Pytania te nie powinny jednak oznaczać zgody na podtrzymywanie status quo – tym bardziej, że sprzeciw wobec „polityki takiej jak zawsze” napędza prawicowy populizm w najróżniejszych częściach globu.

Status quo zdołał zresztą okopać się w polityce handlowej na tyle mocno, że kwestionowane bywają nawet zdawałoby się zdroworozsądkowe z punktu widzenia możliwości uprawiania demokratycznej polityki postulaty, jak zaproponowany przez Richarda di Natale wymóg pełnej przejrzystości i dostępu do informacji na każdym etapie negocjacji umów handlowych.

Ich zwolennicy deklarują, że tajemnica negocjacyjna potrzebna jest do osiągania korzystniejszych dla poszczególnych państw zapisów. Zdaniem di Natale’a odpowiedź postępowych sił politycznych na taką argumentację powinna być prosta – albo jawność, albo nici z negocjacji.

Postulat ten wydaje się minimalnym punktem wyjściowym – niezależnie od tego, czy w tej czy innej partii dominując bardziej protekcjonistyczne (Caroline Lucas wezwała w Liverpoolu do odzyskania tego terminu dla sił progresywnych) czy otwarte na globalny handel podejście.

Z Liverpoolu dla Trybuna.eu

BARTŁOMIEJ KOZEK

 

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

0 komentarzy i opinii

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Dr hab. Jarosław Flis: Ograniczenie kadencji prezydentów miast to nie jest dobry pomysł

Odwiedź nas

twitter