Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Gułagi w Kenii

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Gułagi w Kenii

Książka Caroline Elkins pt. „Rozliczenie z imperium” przypomina zapomnianą współcześnie historię ostatnich lat kolonialnej epoki na obszarze Afryki Wschodniej.

Czy dżentelmeni z Eaton College, absolwenci Oxfordu i Cambridge, szacowni, eleganccy i cywilizowani hiper-Europejczycy, créme de la créme zachodniej kultury liberalno-demokratycznej (za jakich uważają się od zawsze wyniośli synowie Albionu) mogli stworzyć coś na pozór stalinowskich gułagów ? Przecież to jest tylko i wyłącznie domena barbarzyńców, dzikusów, Hunów, jakichś Azjatów, a przede wszystkim – „ruskich” i „komunistów”. Co prawda Imperium Brytyjskie jako clou kolonializmu światowego i takiej też epoki, będącej prymatem Europejczyków (a de facto – białego mężczyzny, chrześcijanina i promotora nowoczesności w zachodnim wydaniu) nad resztą świata miało – o czym się mówi „półgębkiem” – też i ciemne strony, ale podziwiamy przede wszystkim dostojność bytności Brytyjczyków w Indiach, cywilizowanie Arabów w Egipcie czy Sudanie oraz czarnoskórych autochtonów we wschodniej i południowej Afryce  (vide – sienkiewiczowski mit pt. „W pustyni i w puszczy”), ich heroizm obrony na Malajach przed Japończykami itp. Polacy czują do Anglików wielką – z tytułu historycznych i kulturowo umocowanych kompleksów – admirację, by nie rzec – czołobitność. Podsycaną przez mainstream kultywujący mit anglosaskiej wyższości i przewodnictwa kulturowo-cywilizacyjnego nad resztą Zachodu. Nic bardziej mylnego.

Kiedy przybyli do nas misjonarze

Afrykanie mieli ziemię, a przybysze – Biblię.

Uczyli nas, że podczas modlitwy

powinniśmy mieć zamknięte oczy.

Kiedy je otworzyliśmy misjonarze mieli

ziemię, a my Biblię.

Jomo  KENYATTA (pierwszy prezydent Kenii)

Książka Caroline Elkins pt. „Rozliczenie z imperium” przypomina zapomnianą współcześnie historię ostatnich lat kolonialnej epoki na obszarze Afryki Wschodniej, w Kenii. Tuż po triumfie brytyjskiej liberalnej demokracji nad nazizmem i zwycięstwem w II wojnie światowej w Kenii uwięziono w obozach – zorganizowanych na kształt hitlerowskich obozów śmierci, radzieckich „gułagów” czy …… obozów filtracyjnych organizowanych przez Anglików podczas wojen burskich w początkach XX wieku na południu Afryki – dziesiątki tysięcy członków plemienia Kikuju. Kikuju to najliczniejsza i najbardziej prężna od dziesięcioleci na terenach współczesnej Kenii grupa etniczna. Ich ojczyzną są żyzne, centralne wyżyny kraju, na których prowadzili zawsze rolniczy tryb życia. Ich językiem jest język kikuju wchodzący w skład rodziny języków Bantu. Spośród nich rekrutowało się gros powstańców Mau-Mau walczących o niepodległość Kenii (1952-55). O czasach tego powstania pisze właśnie w tej książce Caroline Elkins, afrykanistka z Uniwersytetu Harvarda.

Przyczyną wybuchu rebelii była sytuacja gospodarcza na tych obszarach. Z racji posiadania przez białych, brytyjskich najczęściej, osadników ziem uprawnych należących niegdyś do Kikuju musieli oni emigrować z przeludnionych i biednych wsi do miast zasilając slumsy. Brak stałego zajęcia oraz perspektyw na przyszłość, głód ziemi, zepchnięcie ludności autochtonicznej na margines życia oraz praktykowany rasizm doprowadziły do wybuchu pogromów białej mniejszości (farmerów i kolonistów), a potem – regularnych walk.

Pierwsze oznaki rebelii pojawiły się już w latach 1950-51 kiedy to zaczęto napadać na pojedyncze farmy, mordować białych mieszkańców Kenii, niszczyć ich mienie i zasiewy, zabijać bydło. Trzon organizacji niepodległościowej stanowili – oprócz Kikuju – reprezentanci plemion Embu i Meru. Główne bazy znajdowały się w górskich rejonach Mount Kenia i grzbietu górskiego Nayandarua. Brytyjczycy, jako odwet i ochronę europejskich kolonistów postanowił przesiedlić tubylców z rozproszonych gospodarstw do większych wiosek-obozów,  co miało ułatwić ich kontrolę. Tu widać wyraźną analogie z praktykami zastosowanymi przez Londyn podczas wspomnianych wojen burskich.

Przymusowym przesiedleniom towarzyszyły represje, zastraszania, morderstwa i grabieże. Przemoc – zwłaszcza wobec kobiet i dzieci – i towarzyszące jej głód oraz pragnienie, kiepskie warunki sanitarne i brutalność sił bezpieczeństwa (złożonych z afrykańskich autochtonów rekrutujących się z mniejszych plemion kenijskich jak i białych kolonistów, wspomaganych przez brytyjski korpus ekspedycyjny) dziesiątkowały ludność transportowaną koleją czy samochodami – często gonioną pieszo w palącym, tropikalnym słońcu – do obozów filtracyjnych gdzie czekała tygodniami na decyzje odnoście skierowania do właściwych wiosek-obozów (za drutami i palisadami). Była to – wg dzisiejszej nomenklatury – klasyczna czystka etniczna, dokonywana przez Brytyjczyków. Zaledwie kilka lat po potępianej w Polsce dziś przez mainstream tzw. Akcji „Wisła”, mającej podobny charakter i cel (tylko w mniejszej skali i ofiar było zdecydowanie u nas mniej).

Geneza takiej oceny leży nie w aspektach etyczno-moralnych, ale w anty-komunizmie i anty-peerelizmie nadwiślańskich elit, tak politycznych jak i medialnych.

Wobec powstańców i bojowników zastosowano terror, tortury, zabójstwa i psychiczne znęcanie się nad nimi w miejscach absolutnego odosobnienia (przetrzymywano ich często w mikro-pomieszczeniach, ograniczając im dostęp do wody pitnej co w tamtejszym klimacie jest niebywałą torturą). W końcu 1952 roku internowano, a potem – aresztowano Jomo Kenyattę, pierwszego prezydenta niepodległej Kenii i znaczącą osobistość ruchów:  pan-afrykańskiego i państw niezaangażowanych w latach 60- i 70-tych XX stulecia. Był on członkiem ruchu na rzecz niepodległości kraju. Jego proces i skazanie na wieloletni więzienie okazały się niebywałą farsą cywilizowanej, anglosaskiej jurysprudencji, która od dziesięcioleci cieszyła się zawsze na Zachodzie swoistym uznaniem i gloryfikacją procedur oraz niezależnością. Krytyków wydania wyroku „w Londynie” na potrzeby polityki, manipulacjom i oszustwom sądowym depczącym klasyczne zasady cywilizowanej jurysprudencji uciszano administracyjnymi karami, odsuwano od uczestnictwa w przestrzeni publicznej i odsyłano do Anglii.

Jednym z torturowanych wtedy autochtonów był Husajn Onjango Obama, dziadek byłego prezydenta USA  – Baracka Obamy. Jego żona miała zeznać, że brytyjscy żołnierze wbijali w jego ciało szpilki i zmiażdżyli mu genitalia, nacinali skórę polewając je potem wodą z solą i wystawiając na długie godziny słonecznej ekspozycji aby w taki sposób zdobyć informacje na temat kenijskich organizacji konspiracyjnych.

W obozach gdzie gromadzono tak ludność cywilną jak i bojowników, obowiązywała dyscyplina i przymusowa praca – stąd porównanie wydarzeń w kenijskim interiorze w trakcie i po powstaniu Mau-Mau do stalinowskich gułagów. Nie dość, iż często ludzie musieli kilometrami maszerować na miejsce robót – najczęściej było to kopanie rowów, kanałów i utwardzanie dróg – to praca w równikowym słońcu, przy niedoborach wody pitnej (ten środek stosowano nagminnie jako swoista kara nie tylko za utożsamianie się z powstaniem ale za samą przynależność do plemienia Kikuju obarczanego en bloc bezpośrednim stygmatem powstania) była nie mniej uciążliwa niźli prace na syberyjskim mrozie czy magadańskim pustkowiu.

O bezwzględności walk w ich szczytowym okresie (1952-54) niech świadczy fakt, że wśród brytyjskich żołnierzy oraz sprzymierzonych z nimi oddziałów, tak białych jak i czarnych wolontariuszy, dokonywano swoistych zawodów (nagrodą było 5 szylingów) w strzelaniu do ujętych partyzantów Mau-Mau. Funkcjonowały nawet tabele z nazwiskami najskuteczniejszych „strzelców”, „łowców”, „killerów” itd. Demonstracjom ludności cywilnej w miastach domagającej się niepodległości towarzyszyły ze strony wojsk ekspedycyjnych i służb bezpieczeństwa salwy ognia do protestujących. Tak było np. 23.11.1952 roku w Fort Hall gdzie interweniujący Brytyjczycy otworzyli do kilkusetosobowego tłumu Kikuju ogień, strzelając seriami z broni maszynowej. Poległo ponad 100 bezbronnych osób. Tak ginęły setki ludzi, bez względu na wiek, pochodzenie plemienne, status społeczny.

Całkowity koszt stłumienia powstania obliczono na ponad 20 mln funtów (wg ówczesnego kursu). Kenia w wyniku tego powstania  najpierw uzyskała częściową autonomię w roku 1958, a następnie pełną niepodległości w roku 1963. Śmierć poniosło kilkuset Brytyjczyków. Ofiary (zabici i zmarli w wyniku walk) po stronie Afrykanów szły w tysiące (niektóre źródła mówią o ponad kilkudziesięciu tysiącach). W 2013 roku (po 60 latach od tych tragicznych wydarzeń) rząd brytyjski zdecydował, iż wypłaci weteranom powstania i żyjącym jeszcze prześladowanym uczestnikom, drobne odszkodowania. Władze Kenii uważają, że formalnie takich osób jest 50 tysięcy, a rekompensaty brytyjskie są mocno zaniżone.

Trzeba dodać na zakończenie tego materiału, który jest zachętą do sięgnięcia po tę niezwykłą pozycję (nagroda Pulitzera w 2006) opisującą prawie nieznane w Polsce wydarzenia z czasów tuż po II wojnie światowej, iż Jomo Kenyatta, pierwszy prezydent Kenii, którą opuścili koniec końcem „córy i synowie Albionu”, okazał się kenijskim Mandelą. Apelował (i wdrożył do praktyki przez co Kenia za jego rządów okazała się oazą spokoju i stabilnego rozwoju na tle innych krajów „czarnej” Afryki) o spokój, wybaczenie, spowodował pozostanie na kenijskiej ziemi kilkuset „białych”  specjalistów od gospodarki, zagadnień społecznych, a także – farmerów, którzy przyuczali wolnych już Kenijczyków do zarządzania krajem, do prowadzenia wysoko-towarowych farm, do polityki, dyplomacji etc. Ale teraz już na zasadzie partnerstwa (nie jak do tej pory kolonialnego paternalizmu połączonego z rasizmem i wyższością kulturową „białego człowieka”).

Książka C.Elkins pokazuje też nam, Polakom, iż gloryfikowana i mitologizowana rola „białego człowieka” w tzw. „cywilizowaniu” III świata, jeszcze w latach 50- i 60-tych XX wieku niewiele różniła się od stalinowskich metod terroru i zarządzania „zasobami ludzkimi”. Czy był to heglowski „Zeitgeist” czy immanencja kultury i cywilizacji europejskiej – trudno rozstrzygnąć. Wypada tylko stwierdzić, że imperializm jedno ma imię i formy funkcjonowania. Różnice polegają zawsze wyłącznie na skali zjawiska.

RADOSŁAW CZARNECKI

Caroline Elkins, Rozliczenie z imperium (przemilczana historia brytyjskich obozów w Kenii), Świat Książki, Warszawa 2013, ss. 608

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

4 komentarze/y

  1. szenio 00:29, Mar 25, 2017

    Biały człowiek wiele ma na sumieniu…..

    Odpowiedz do tego komentarza
    • Wesoły Romek 17:17, Mar 25, 2017

      Co za rasizm! A inne rasy nie mają?

      Odpowiedz do tego komentarza
      • Radosław S. Czarnecki 18:27, Mar 25, 2017

        Tylko, że tylko biała rasa kolonizowala inne…..I m.in. stąd jest jej dobrobyt. W wielu enkawach, stanowiących faktorie (exterytorialne w obrebire Chin 19/20 wiecznych) państw zachodnich, dp I wojny swiatowej, nagminne byly anonse na wieku „przybytkach”: kawiarniach, sklepach, butikach itd – psom i Chinczykom wstep wzbroniony ! Co to jedt p.Romku Wrsoly ? Kultura, cywilizacja, spolegliwość, himanizm ?

        Odpowiedz do tego komentarza
        • Wesoły Romek 23:30, Mar 25, 2017

          Historycznie rzecz biorąc kolonizowały praktycznie wszystkie imperia jakie znamy, więc przykładanie do tego współczesnych norm i patrzenie w kategoriach narodowych mija się z celem.

          Natomiast sama dyskryminacja, segregacja rasowa itp. są po prostu obrzydliwe. Myślę, że Europejczycy wyciągnęli wnioski z historii, ale zaczynają popadać ze skrajności w skrajność. Wahadło się obróciło i teraz to Europa jest kolonizowana, natomiast jeżeli chodzi o rasizm to współcześnie największymi rasistami są osoby czarnoskóre i to zarówno na Czarnym Lądzie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Więc rasizmowi mówię zdecydowane nie, ale również rasizmowi względem białego człowieka.

          Odpowiedz do tego komentarza
*/

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Dr hab. Jarosław Flis: Ograniczenie kadencji prezydentów miast to nie jest dobry pomysł

Odwiedź nas

twitter