Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Ikonowicz (1997): Marian Krzaklewski wszedł do Sejmu uzbrojony w Pana Boga

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Ikonowicz (1997): Marian Krzaklewski wszedł do Sejmu uzbrojony w Pana Boga

Polska konstytucja ma 20 lat. Jej przyjęciu towarzyszyły ostre spory z pozaparlamentarną prawicą reprezentowaną przez ówczesnego lidera „Solidarności” Mariana Krzaklewskiego. Aby oddać klimat tamtych sporów, przypominamy sejmowe wystąpienie Piotra Ikonowicza.  

Panie Marszałku! Panie Przewodniczący Zgromadzenia Narodowego! Wysokie Zgromadzenie Narodowe! Do zabrania głosu w tej fazie debaty sprowokowała mnie niewątpliwie bardzo znamienna wypowiedź przewodniczącego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego ˝Solidarność˝, lidera Akcji Wyborczej ˝Solidarność˝ – bo chyba głównie w tym charakterze Marian Krzaklewski tu przemawiał. Chciałbym zauważyć, że przemówieniem przewodniczącego Krzaklewskiego rozpoczęliśmy już chyba kampanię wyborczą. Wielokrotnie widzieliśmy Mariana Krzaklewskiego przed tym gmachem i myślę, że to, iż wszedł wreszcie do środka i przemówił, jest znacznym postępem. (Oklaski)

Myślę, że jesteśmy już wszyscy świadomi tego, iż Marian Krzaklewski w przyszłej kadencji będzie często przemawiał z tego miejsca i w miarę, jak będzie wchodził w rolę reprezentanta narodu, posła, być może nabierze większego szacunku i pokory wobec reguł demokracji. (Oklaski) Marian Krzaklewski przyszedł bowiem zaoferować nam kompromis, przyszedł uzbrojony w samego Pana Boga, którego niemalże prowadził pod rękę, w cały autorytet Kościoła katolickiego, przyszedł wymachując nam przed oczami sondażami, które jego ugrupowaniu dają zwycięstwo w wyborach. (Oklaski) I Marian Krzaklewski powiada – zawrzyjmy kompromis, kompromis, który będzie polegać na tym, że będziecie nam musieli ustąpić. Tu pierwsza lekcja dla Mariana Krzaklewskiego. Otóż, panie Marianie, kompromis nie polega na tym, że ktoś przychodzi, długo mówi, a potem drudzy ustępują. Kompromis polega na tym, że obie strony ustępują po części.

(Kilku senatorów i posłów wraz z Marianem Krzaklewskim opuszcza salę)

Marian Krzaklewski i Akcja Wyborcza ˝Solidarność˝ oraz duża część prawicy zupełnie błędnie zrozumieli zaproszenie do konsultacji w sprawie projektu konstytucji. Otóż Zgromadzenie Narodowe, marszałek Sejmu, marszałek Senatu zaprosili przedstawicieli obywatelskiego projektu konstytucji, ponieważ zadaniem Zgromadzenia Narodowego jest przygotowanie jak najlepszej konstytucji. Chodziło o to, by do ostatniej chwili prowadzić dialog, który tę konstytucję ulepszy. Niestety, poproszeni o konsultację partnerzy potraktowali to jako słabość. Stwierdzili, że jest to danie im – prawem kaduka, nie na mocy demokracji, a na mocy ich obecnej siły – prawa do współdecydowania o kształcie konstytucji. Otóż w demokracji tak być nie może. W demokracji konstytucję uchwala Zgromadzenie Narodowe. W demokracji trzeba mieć demokratyczny mandat, a nie poparcie kościoła i wysokie oceny w sondażach. (Oklaski) Dopiero wtedy można przyjmować projekt konstytucji. Jakimiż bylibyśmy posłami i senatorami, gdybyśmy ulegli temu dyktatowi i co powiedzielibyśmy naszym wyborcom, gdybyśmy równo potraktowali wypracowany przez Zgromadzenie Narodowe projekt konstytucji i projekt obywatelski, który nie ma mocy i miarodajności demokratycznej procedury, jakiej wymaga demokracja przedstawicielska.

Myślę, że tak postąpić nie możemy, jeżeli zachowujemy nasz elementarny szacunek dla demokracji. Jednocześnie z pewną nadzieją przyjmowałem fakt, iż w Zgromadzeniu Narodowym wystąpi przywódca związkowy, miałem bowiem nadzieję, że przywódca związku zawodowego będzie tutaj płomiennie bronił praw socjalnych, że przywoła choćby bardzo ciekawy i oryginalny argument (Oklaski), mówiący o podniesieniu do rangi konstytucyjnej bardzo w naszym życiu społecznym nowatorskiej i sprawdzonej instytucji, jaką jest Komisja Trójstronna. Niestety, zawiodłem się. Marian Krzaklewski, który od początku mówił, że to on jest narodem i dla narodu tworzy konstytucję, zdawał się zupełnie nie pamiętać o narodzie, a nadmiernie pamiętać o interesach wyborczych Akcji Wyborczej ˝Solidarność˝. (Oklaski)

Marian Krzaklewski powiedział: wyrzuciliście Boga z konstytucji. Chcę powiedzieć, że w konstytucji stalinowskiej Boga nie było, natomiast w preambule do tego projektu konstytucji Bóg jest powoływany, nad czym osobiście boleję, ale jest to wynik pewnego kompromisu. Nie chciałbym oczywiście przypuszczać, iż Marian Krzaklewski żyje nadal w przekonaniu, że w Polsce obowiązuje konstytucja kwietniowa.

Wreszcie, Marian Krzaklewski wzywa do kompromisu narodowego, polegającego na naszych ustępstwach, i przyjęcia wielu zapisów z projektu obywatelskiego. Ale ilekroć Zgromadzenie Narodowe godzi się na te zapisy, Marian Krzaklewski powiada – w waszych komuszych ustach te nasze słowa brzmią obco. (Poruszenie na sali, oklaski) Dlaczego tak się dzieje? Dzieje się tak dlatego, że nie chodzi o prawo naturalne, nie chodzi o preambułę, dzieje się tak na pewno dlatego, że Marianowi Krzaklewskiemu – a dowiódł tego swoim wystąpieniem – nie chodzi o prawa socjalne ani o Komisję Trójstronną, tylko o przepisy przejściowe. Marian Krzaklewski czuje, że łapie Pana Boga za nogi. On ma wysokie wyniki w sondażach, on musi mieć co chwila wybory. Marian Krzaklewski ma apetyt na wybory parlamentarne, ale tego mu nie starcza. Powiada: robimy jeszcze odrębne wybory do Senatu, którego kadencja ma trwać 5 lat. Sprawa Senatu nie jest przecież przesądzona. Padły w tej Izbie wnioski, aby Senat znieść. Marian Krzaklewski, być może, ma na to poparcie społeczne, chce, aby Senat rozbudować, rozwinąć. Rozwinąć Izbę, która jest przeżytkiem z czasów, kiedy mieliśmy wybory cenzusowe.

Marian Krzaklewski chciałby szybszych wyborów prezydenckich. Nie wiem, o jakim kandydacie do najwyższego urzędu w państwie myślał wtedy Marian Krzaklewski i nie śmiem się domyślać. Ale to, że pragnie jak najszybszych wyborów prezydenckich, wynika z tych samych przepisów przejściowych projektu obywatelskiego, których przezornie Marian Krzaklewski tutaj w ogóle nie wymienił, jakby o nie wcale nie chodziło, a sądzę, że przede wszystkim o nie chodzi.

Wreszcie czy mamy przyjąć w referendum barierę 50% obecności? Myślę, że ten postulat jest bardzo nieszczery. ˝Solidarności˝ nie udało się namówić takiej liczby ludzi do udziału w referendum konstytucyjnym i ˝Solidarność˝ wie, że ludzie do referendum w Polsce na razie nie chodzą, że mało ich chodzi. Czy ci wszyscy, którzy chcą pójść, ci wszyscy, którzy już mają świadomość, że obecność w demokracji jest warunkiem zagwarantowania własnych interesów, mają nie mieć na to wpływu? Marian Krzaklewski tak naprawdę nie chce, żeby naród decydował o kształcie przyszłej konstytucji, bo postawienie bariery 50% jest de facto pozostawieniem sprawy konstytucji w rękach elit politycznych. Mam nadzieję, że jeżeli takiej tamy nie postawimy, jeżeli instytucja referendum, która jest bardzo wysoko usytuowana w projekcie konstytucji przygotowanym przez Zgromadzenie Narodowe, zacznie działać, to ludzie coraz liczniej, bardziej masowo będą brać udział w referendum. Zwracam się do pana Mariana Krzaklewskiego i do ˝Solidarności˝ z apelem, aby poprzez stawianie sztucznych i niepotrzebnych barier nie odbierać społeczeństwu należnego prawa zatwierdzenia konstytucji.

Chciałbym powiedzieć na zakończenie, że bardzo mi jest przykro, że Marian Krzaklewski nie umiał włączyć się do debaty konstytucyjnej i że przyszedł nas tutaj straszyć. Myślę, że bać się możemy tylko wyroku wyborców. Dziękuję bardzo. (Oklaski)

PIOTR IKONOWICZ

Zgromadzenie Narodowe, 25.02.1997

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

1 komentarz

  1. qaduq 08:14, Kwi 06, 2017

    Niezwykle trafna i nadal aktualna diagnoza. Kolejni dobroczyńcy idą do władzy uzbrojeni w Boga, To ci, którzy nie znaleźli widać dla Niego miejsca w sercu. Jak ci, którzy na miesięcznice przchodzą bez medalika, czy krzyżyka na piersi. Tyle, że do nich prędzej i silniej przemowi glos wołającego na puszczy, bo akcesoria włożyli tylko na czas walki o dojście do władzy. Ale przypominać warto.Kto chce negować, niech wspomni prezydencką kaplicę pierwszego ponoc demokratycznie wybranego kandydata Solidarności i brak miejsca na miejsce modlitwy w skromnej willi na Wybrzeżu. A ów wspomniany, Ileż to niedziel w kościele spędził po odejściu z Sejmu? Można tak dużo, ale kto chce, ten widzi. Ważne, że nad Wisłą i Odrą wielkie jest pragnienie cudu. Dziś te oczekiwanie w cudowny sposób spełniają zagraniczne banki, finansujące repolonizację wszystkiego co się da, pod zastaw. Oto cud myślenia ekonomicznego, wypracowany po licytacjach polskich bynajmniej komorników. Jak widać, liczymy, że zagraniczni będą przystępniejsi!!!

    Odpowiedz do tego komentarza
*/

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Dr hab. Jarosław Flis: Ograniczenie kadencji prezydentów miast to nie jest dobry pomysł

Odwiedź nas

twitter