Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

„Klątwa” jako symbol – repetytorium

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
„Klątwa” jako symbol – repetytorium

Opublikowany w Trybuna.eu tekst Radosława Czarneckiego pt. „>>Klątwa<< jako symbol” o emocjach wokół sztuki w warszawskim Teatrze Powszechnym wywołał dyskusję wśród internautów. Oto odpowiedź autora.

Temat spektaklu „Klątwa” (Teatr Powszechny w Warszawie) wg koncepcji chorwackiego reżysera Olivera Frljića wzbudza namiętności i kontrowersje nawet na naszym Portalu (czy w innych, lewicowych mediach). Niech o tym świadczy wpis jednego z komentatorów jaki figuruje pod moim felietonem prezentującym ów spór. Polemista ów podważając sens postulowanej przeze mnie likwidacji w Kk par. 196O obrazie uczuć religijnych” konkluduje: „Tylko co to zmieni? Co najwyżej będzie więcej takich spektakli i więcej ludzi poczuje się urażonych. Mam dla Pana Radosława inne pytanie: po co obrażać ? Sam jestem agnostykiem i profanowanie symboli religijnych na scenie nie robi na mnie wrażenia, ale też i specjalnej >sztuki< w tym nie dostrzegam, raczej jest to tania sensacja. Takim >odważnym< artystom sugeruję wystawienie jakiejś sztuki gdzie wieszana jest kukła Żyda, albo palony portrecik Mahometa. To dopiero było by >postępowe<, a reklama wręcz ogólnoświatowa”.

Mamy w tym krótkim spiczu kilka wątków, które w jednoznaczny sposób oddają esencję dyskursu toczącego się w naszym kraju na kanwie nie tylko tej sztuki i jej przekazu w stołecznym teatrze, ale przede wszystkim dotykającej  granic w sztuce (czy one w ogóle istnieją ?), ewolucji estetyki i norm z nią związanych, a nade wszystko – czym jest pojęcie sacrum. Sacrum jako  spojrzenia na religię nie w sposób manifestacyjno-zbiorowo-ludowy (jak to ma miejsce w Polsce), ale z perspektywy indywidualnego, subiektywnego przeżycia czegoś co dla każdej jednostki ma inną barwę, inne znaczenie, kryje się za różnymi symbolami, artefaktami czy wizjami.

 

Prawdziwym wyzwoleniem jest

spojrzenie na sztukę z perspektywy

która nie jest własną.

Leonard  COHEN

 

Zacznijmy od ostatniej sekwencji cytowanego na początku wpisu. Podnosi ona to, co jest w Polsce nie tylko na kanwie tego spektaklu i atmosfery go otaczającej powszechne, a mianowicie prowokację wobec INNEGO. Owa argumentacja jest moim zdaniem wyłącznie kotarą zakrywającą  podskórne i ukryte w polskim id uprzedzenia, immanentne głębokiemu, tradycyjnemu, ludowemu, związanemu z  agraryzmem, konserwatyzmowi. Dlatego pojawiają się powszechnie przy tego typu okazjach od razu  uzasadnienia o Żydach, wyznawcach Mahometa, „Ruskich”, Szwabach itd. To jest echo polskiej sielskości, przaśności (nie tylko estetyczno-kulturowej, ale przede wszystkim symbolicznej), głębokiej admiracji „naszości” i powiązanej z nim „wyjątkowości”. Gros polskiej mentalności – i dotyczy to nie tylko ludzi religijnych – zajmują fantazmaty o Polakach jako „narodzie wybranym”, wyjątkowości i misji jaką posiadamy tu, w Europie Środkowej i Wschodniej (to koślawa i szkodliwa tradycja kontrreformacji i sarmatyzmu). Te fantazmaty i formy kultywowania wiary utwierdzone specyficzną formą religijności od lat petryfikowanej przez miejscowe duchowieństwo – manifestacyjność, pielgrzymowanie (czyli zbiorowe uczestnictwo w obrzędowości), wspólnota liturgii kosztem indywidualnego przetrawienia zasad wiary, bezrefleksyjność i mizerna znajomość Pisma Świętego itd. pogłębione irracjonalnym i barokowym kultem Jana Pawła II (oraz świętych Kościoła i Matki Boskiej)  – rzucają cienie na niemalże każdą dziedzinę naszego życia.

Prowokacja w sztuce, która jest od wieków jej esencją (bo tylko ona wyzwala w odbiorcy emocje, namiętności, afekty, zmuszając do zajęcia stanowiska czyli refleksji), musi się odnosić do  zbiorowości stanowiącej większość. A jaki odsetek w naszym jednorodnym społeczeństwie, tak rasowo, tak religijnie, tak kulturowo stanowią współcześnie wyznawcy Jahwe czy Allaha ? Prowokować należy tych co stanowią konwenanse i kanony, uważając się przy okazji za absolutnych cenzorów moralności, etyki, estetyki, wysublimowania etc. Za dyktatorów  porządku moralno-estetyczno-kulturowego. I dlatego – aby wymusić ewolucję (bo bezruch jest stagnacją i regresem) – należy w ten sposób doprowadzać do krytycznego zastanowienia, sceptycyzmu wobec zaistniałej sytuacji co w efekcie może spowodować, że na ławeczce zwanej Polską zrobi się więcej miejsca dla tego INNEGO. W mono-religijnej Polsce, z rosnącą opresją ze strony miejscowych fundamentalistów (zwanych przeze mnie  eufeministycznie kato-talibami) i nad-reprezentacją hierarchii kościelnej we  wszelkich  sferach  życia  publicznego, takie procesy utożsamiane z  modernizacją są jak najbardziej uzasadnione.

Pada w cytowanym wpisie pytanie: „Po co obrażać ?”. To tak subiektywne pojęcie, iż trudno się doń odnieść. Bo co dla jednego jest obrazoburcze i paskudne, dla innego człowieka jest dopuszczalne, nawet – piękne, wzniosłe, interesujące. Podniosą moi adherenci zaraz argument o godności, wolności, estetycznym odczuwaniu sztuki, kultury etc. Nie wspominam o świętości – o niej na końcu. Ale to drodzy krytycy działa w dwie strony. Czy kiedy patrzę na krucyfiks – wasz przedmiot kultu i adoracji, który to symbol uwzniośla was i jest drogą (ponoć) do waszego zbawienia –  widząc człowieka (podkreślam i jest to moje subiektywne, równoznaczne z waszymi odczuciami, mniemanie – CZŁOWIEKA) rozpostartego w nieludzkiej, zdehumanizowanej do cna torturze na narzędziu jego okrutnej śmierci, budzi się we mnie sprzeciw przeciwko gloryfikacji w przestrzeni publicznej takiej męki oraz takiej formy upodlenia jednostki. Przeciwko tej sadystyczno-masochistycznej fascynacji męką. I czy oznacza to, iż mam domagać się usunięcia – przynajmniej  ze  sfery publicznej – tego typu inscenizacji ? Moja estetyka i pojęcie człowieczeństwa są za każdym razem gdy na to patrzę narażane są na „obrazę moich uczuć humanistycznych”. To ta sama sytuacja jak z wami, atakującymi reżysera i aktorów biorących udział w tym spektaklu.

Opowiadam się absolutnie za usunięciem z Kk par. 196O obrazie uczuć religijnych” z racji jego skrajnej subiektywizacji, nie uwzględniania innych niźli religijne uczuć (czyżby niewierzący lub agnostycy nie posiadali takowych, a to z konstrukcji tego paragrafu jednoznacznie wynika), podejścia do estetyki i moralności w sposób statyczny, nie-ewolucyjny, uwzględniający wyłącznie tradycjonalistyczno-zachowawczą formę spojrzenia na świat i człowieka. W sztuce daje to jak widać opłakane i szkodliwe rezultaty.

Prowokacja celem wywołania zamętu bądź refleksji w sztuce istniała od zawsze. Purytanizm, wrogość wobec nagości i seksu (w Antyku były to normy i kanony – kalos kagathos –  powszechnie stosowane), kultu ciała i perwersji wniosło do sztuki właśnie chrześcijaństwo opierając się w tej mierze na manichejskiej wizji świata. Te pierwiastki manichejskie trwają w Kościele katolickim, a zwłaszcza jak widać wśród polskiego bogobojnego „ludu”, nadal mając się całkiem dobrze. Ortodoksi katoliccy – było tak wielokrotnie w dziejach Europy – gdy tylko poszerzali swe wpływy od razu atakowali dzieła sztuki, które wg nich propagowały obscenę, nagość, seks, zadowolenie z życia (bez umartwiania się i cierpiętnictwa immanentnego purytańskiej wizji religii) itd. Tak było m.in. z nagością postaci z fresków Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, które zostały z tytułu obrazy moralności i siania zgorszenia, przez purytańskich, w duchu kontrreformacyjnym,  następców papieża Juliusza II (to on odsłonił oficjalnie owe dzieło w 1552 roku) zakryte dla oczu pielgrzymów.

Widać na tym choćby przykładzie jak nawet w samym Kościele ewoluują pod wpływem zmian zachodzących w świecie takie niezmienne – jak twierdzi Kościół – pojęcia. Panhta rhei – jak rzekł 500 lat przed Jezusem z Nazaretu Heraklit z Efezu.

A jak „zielona coca-cola”, „banan” czy „puszka po zupie Cambell’s” Andy Warhola zmieniły spojrzenie w latach 60-tych Amerykanów (a potem – Zachodnich Europejczyków) na sztukę, na jej rolę w życiu współczesnego człowieka i na najszerzej pojętą estetykę ? Warto jest aby to zrozumieć pojechać kilkanaście kilometrów za naszą południową granicę, na Słowację, do miejscowości Medzilaborce, gdzie znajduje się Muzeum Art. poświęcone w całości twórczości Andreja Warholaka (to „rusińska” wersja jego imienia i nazwiska), gdyż stąd wywodzą się jego rodzinne korzenie.

Krytykującym Frljića, twórcy jak każdego innego który może mieć własną wizję tak obsceny, profanacji, prowokacji (jako środków artystycznego wyrazu), zarzucającym mu poszukiwanie taniej popularności zacytuję – zgodnie z obowiązującą sentencją  o „subiektywnym odczuciu obiektywnej rzeczywistości” i admiracją indywidualizmu w dzisiejszym świecie – powiedzenie Pabla Picassa: „Maluję co widzę”. Każdy twórca pisze, maluje, rzeźbi, rysuje itd. tak jak widzi rzeczywistość. I to jest wolność, subiektywizm, swoboda ekspresji artystycznej.

Czy ci którzy tak rzucili się po raz kolejny na następne dzieło sztuki w naszym kraju (taka sytuacja powtarza się coraz częściej i permanentnie od jakiegoś czasu w III RP) są za ponownym ogłoszeniem swoistego Indexu Librorum Prohibitorum ?

Z wolnością wyboru jest tak jak z oglądaniem telewizji: pilot telewizyjny ma możliwości zarówno wyłączenia aparatu jak i przełączenia kanałów jeśli mi coś w danym programie nie odpowiada (ja osobiście od lat nie oglądam, nie słucham telewizji publicznej – dziś tym bardziej, ale owo spsienie TVP następowało już od dość dawna). Tak samo jest z teatrem, kinem itd. Istnieje wolność oglądania jak i  nieoglądania. I to wszystko w tym temacie.

I na koniec o świętości. Tu też jest Drodzy Adherenci wolność pojmowania tego terminu. Nawet Mała Encyklopedia Teologiczna objaśnianie tego pojęcia zaczyna od słów: „……to (…)   termin i pojęcie mające różną treść w dawnych i współczesnych różnych wierzeniach religijnych i religiach”. Czyli jest mu przypisana zmienność, ewolucja, różnorodność perspektywy. Co dla jednych jest świętością nienaruszalną, dla innego, w innych warunkach już taką wartością nie jest. Więc szermowanie takimi argumentami, podpierając się na dodatek nieostrym i subiektywnym pojęciem „uczucie religijne” jest cokolwiek nie logiczne, irracjonalne, śmieszne.

Na koniec tych rozważań warto zacytować Georga Bernarda Shaw, którego myśl oddaje istotę kontrowersji, refleksji i dyskursu w omawianym przedmiocie sporu: „…Je­dyny sposób, żeby uwol­nić się od po­kusy to jej ulec.

RADOSŁAW S. CZARNECKI

CZYTAJ TEŻ:

„Klątwa” jako symbol

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

14 komentarze/y

  1. Jerzy Cieślański 18:47, Lut 26, 2017

    Uczucia religijne, jak każde uczucia, to zlepek myśli kreowanych jako fałszywe wytłumaczenia lęków i podniet generowanych przez prymitywne odruchy emocjonalne z tej części starego mózgu które odziedziczyliśmy po gadach w procesie ewolucji gatunków. Człowiek stał się człowiekiem niezależnym, bo potrafił racjonalnym myśleniem młodej kory mózgowej częściowo zapanować nad automatyzmami mózgu gadziego. Religia w celu zachowania władzy nad umysłami wyzyskiwanych łatwowiernych wiernych straszy i otumania w celu wywoływania sztucznych emocji mających upośledzić racjonalne myślenie. W tym sensie wszelkie złe czyny dokonywane pod wpływem emocji, w tym tzw. „relignijnych” nie mogą być traktowane pobłażliwie ani też usprawiedliwiane tymi emocjami. Religijny totalitaryzm jest niezmiernie poręczny w sprawowaniu władzy i dla tego wszystkie rządy mniej lub bardziej kolaborują z nim. Ludzie, którzy potrafią kierować emocjami tłumów i te emocje podburzać stoją w awangardzie wyzyskiwaczy i zbrodniarzy spółkujących z szamanami wszelkich religii. Tak było z inkwizycją, wojnami religijnymi i katolickim zakazem stosowania prezerwatyw w Afryce gdzie miliony ludzi umierają z tego powodu na AIDS. Rozwój nowoczesnych krajów zawdzięczamy uwolnieniu sfery władzy i nauki spod wpływu religijnej ciemnoty i zabobonów i zapewnienie skutecznej izolacji pomiędzy sferą tronu i ołtarza… Tam gdzie władza na potęgę wykorzystuje religię do swych celów toczą się rzezie i bratobójcze wojny podsycane tzw. „uczuciami religijnymi”. W przypadku łamania prawa, uczucia religijne powinny być czynnikiem obciążającym a nie traktowane jako usprawiedliwienie bycia niepoczytalnym w chwili popełnienia przestępstwa.

    Odpowiedz do tego komentarza
    • TW Bolek 23:46, Lut 26, 2017

      Religia może być co najwyżej usprawiedliwieniem takich działań, a ludzie tak czy inaczej są dobrzy albo źli. Z większością przykładów mogę się zgodzić, tylko w Pana rozumowaniu jest podstawowy błąd logiczny. Te przykłady niczego nie dowodzą. Świat bez religii bywa bowiem jeszcze gorszy, przykładowo terror po Rewolucji Październikowej, wywołanie Wielkiego Głodu na Ukrainie, Czystki narodowościowe, zbrodnie wojenne… To tylko kilka przykładów jakie są skutki zastąpienia religii ideologią komunistyczną. Jeżeli chodzi o chrześcijaństwo to wbrew temu co Pan pisze obowiązuje jednak dekalog i ktoś kto go nie przestrzega nie może usprawiedliwiać swoich działań religią, a każdy chrześcijanin powinien wręcz „nastawić drugi policzek”. Co innego Islam, Mahomet dawał swoim fanom zupełnie inny przykład niż Jezus, ale z tego co widzę to przysłowiowym chłopcem do bicia jest tylko Kościół Katolicki, a zagrażający cywilizowanemu światu fundamentalizm islamski się przemilcza przez poprawność polityczną.

      Odpowiedz do tego komentarza
      • Radosław S. Czarnecki 07:52, Lut 27, 2017

        Tylko co do dekalogu: obowiązywał on „swoich”. W Starożytności – Zydow, wyznawcow mozaizmu / judaizmu, potem (proszę poczytać Pawła z Tarsu i Ojców Kościoła, poczytać ze zrozumieniem i refleksją intelektualną) tylko chrześcijan. Inni nań nie zaslugiwali. To stąd wyprawy krzyżowe, konkwista, wojny religijne w Europie etc. Co do innych tzw.zarzutów nie będę się ustosunkowywal bo to temat na oddzielny tekst.

        Odpowiedz do tego komentarza
        • TW Bolek 09:54, Lut 27, 2017

          Tylko co z tego? Rzeczy o których Pan pisze miały miejsce przynajmniej 1500 lat temu. We współczesnym Kościele nikt Panu nie powie że przykazanie „nie zabijaj” nie obowiązuje w stosunku do niewiernych, tymczasem w islamie za zabicie niewiernego dostaje się „72 dziewice”, a kobieta terrorystka (wdowa) w nagrodę za zamach samobójczy połączy się ze swoim mężem. Może więc warto skupić się na realnych problemach?

          Odpowiedz do tego komentarza
          • Miś 10:45, Lut 27, 2017

            A toś pan napisał prawdę objawioną. Sam pan chyba w to nie wierzy. Przecież to najbardziej zakłamana i dwulicowa religia, która mówi jedno a praktykuje coś wręcz przeciwnego.
            Jak walczyć z religijną pedofilią, kiedy zapłodnienie nieletniej przez boga jest podstawowym mitem dominującej religii?

            Jak uznawać cudzołóstwo za grzech jeśli dopuścił się go bóg z narzeczoną żydowskiego cieśli?

            Jak walczyć z alkoholizmem jeśli picie alkocholu uznajemy za święty sakrament ułatwiający, wierzącym w takie bajki, wejście do nieba.

            Toż to totalna obłuda.

            Jak tu walczyć z zakłamaniem i dwulicowością jeśli autorytety religijne nauczają, że robiąc to samo: ludzie grzeszą a bóg natomiast tym samym czyni chwalebne cuda?

            Jak można krytykować homoseksualizm jeśli Jezus kochał uczniów swoich?

            Jak nie zamienić się w kanibali i wampirów, kiedy co niedziela dowartościowujemy własnym groszem zajadających ciało i krew własnego przywódcy, religijnych świrów?

            Tymczasem fanatycy relignijni, widzą obrazę w obrazach, choć na oczy ich nie widzieli, nie widzą jawnego zakłamania kultu, który ich otumania.

            Jak budować podstawy nowoczesnego światłego społeczeństwa, kiedy dominujący trend programowania umysłów nosi wszelkie znamiona szaleństwa?

            Nie da się zaprzeczyć , że zamiast walczyć z obrazą, to wszystkich obrażalskich fanatyków powinno się psychiatrycznie. leczyć.

  2. ratio_discessit 12:27, Lut 26, 2017

    Przeczytałem, przeczytałem… i jestem pełen uznania ile wysiłku intelektualnego Pan włożył w to żeby uzasadnić, że masturbowanie się krzyżem na scenie jest uzasadnione. Przykłady, cytaty… tylko wszystko to nasuwa mi na myśl określenie „pożyteczny idiota”. Nie żebym Pana uważał za idiotę, wręcz przeciwnie, ale wkłada Pan bardzo dużo trudu w zaprzeczanie czemuś co jest oczywiste. Co do krzyża to oczywiście, że Panu odpowiem, w przeciwieństwie do Pana, bo po raz kolejny stosuje Pan unik, odpowiadając pytaniem na pytanie. Nikt nie używa krzyża w takim celu aby Pana obrazić, natomiast w przypadku omawianej „sztuki” intencje są jednoznaczne i to jest zasadnicza różnica. Czy naprawdę jej Pan nie widzi?

    Odpowiedz do tego komentarza
  3. Bezpartyjny 05:45, Lut 26, 2017

    Co dla jednych jest świętością dla drugich być nie musi!

    Odpowiedz do tego komentarza
    • TW Bolek 23:30, Lut 26, 2017

      Ale jak wiemy że coś jest świętością dla innych to celowa profanacja to zwykłe chamstwo obliczone na szum medialny. Jak ktoś ma niewiele do wyrażenia (intelektualnie/artystycznie) to jedyną drogą do sławy jest szokowanie, tylko granice przesuwają się coraz bardziej, a dorabianie do tego ideologii jest coraz bardziej naciągane.

      Odpowiedz do tego komentarza
  4. ratio_discessit 18:15, Lut 25, 2017

    Szanowny Panie,
    dziękuję że w odpowiedzi na mój komentarz napisał Pan cały tekst, szkoda tylko że brakuje z nim odpowiedzi na postawione pytanie „po co obrażać”.

    Rozumiem, że jest to trudne pytanie, ale czy aby na pewno „subiektywne”? To tak jak by Pan zakładał, że reżyser jest idiotą, który nie zdaje sobie sprawy w jakim celu stosuje pewne środki wyrazu i jaką reakcję one wywołają. Pisze Pan o nadreprezentacji „katotalibanów”, tylko że Ci nasi rdzenni talibowie, co najwyżej tego typu „sztuką”, poczują się dotknięci i będą protestować, a prawdziwi talibowie chyba nieco inaczej by zareagowali, więc w tym określeniu jest jednak sporo przesady. W ciągu ostatnich 10 lat były dosłownie dwie takie sprawy w Europie, które dotyczyły proroka Mahometa (Dania i Francja). Z jaką reakcję się spotkały to wszyscy wiemy. Dla mnie największą ironią w tym wszystkim jest to że środowiska antyklerykalne są jednocześnie największymi zwolennikami przyjmowania muzułmańskich imigrantów, którzy w zdecydowanej większości nie uznają naszych wartości (ani tych kato-talibańskich, ani tych lewicowych).

    PS A poruszać ważne tematy i prowokować można i bez obrażania.

    Odpowiedz do tego komentarza
    • Wojciech 18:57, Lut 25, 2017

      To co w sztuce jednych obraża drugich wzrusza, podnieca i ekscytuje. Na tym polega jej rola. Kościół w s sumie więcej obraża: chciwością, znieczulicą, bizantyńskim przepychem, kłamstwem, hipokryzją, nietolerancją, obłudą, zbrodnią /inkwizycja/, pedofilią i terrorem.

      Odpowiedz do tego komentarza
      • Truth_hurts 20:38, Lut 25, 2017

        A co z etyką? Jak ktoś „robi sztukę” to mu wszystko wolno? Poza tym taka moralność Kalego -jednych można wręcz poniżać, ale jak się urazi innych to jest się jakimś „…fobem”

        Odpowiedz do tego komentarza
    • Radosław S. Czarnecki 08:16, Lut 26, 2017

      Pan nie przeczytał dokladnie albo przeczytał bez zrozumienia. Co dla jednego jest obraza dla innego źródlem estetycznych wzruszen. Sztuka jest wlasnie polem dla takich relacji i zachowan.A ten krucyfiks o którym pisze, mnie obrażający, to co ? Odpowie mi Pan ?

      Odpowiedz do tego komentarza
      • TW Bolek 23:58, Lut 26, 2017

        Czyli sam symbol religijny Pana obraża, ale jak zrobię z kolegami teatr uliczny i przerobimy w Photoshopie Pana zdjęcie żeby był Pan na nim nagi i je ukrzyżujemy to już będzie sztuka i wtedy nam wolno; a Pan nie poczuje się urażony, bo w końcu jest to „wolność, subiektywizm, swoboda ekspresji artystycznej”.
        A jak zacznie Pan protestować to odpowiemy, że Pana obiekcje to „echo polskiej sielskości, przaśności (nie tylko estetyczno-kulturowej, ale przede wszystkim symbolicznej), głębokiej admiracji „naszości” i powiązanej z nim „wyjątkowości”.”. Rzeczywiście bardzo logiczne…

        Odpowiedz do tego komentarza
*/

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Dr hab. Jarosław Flis: Ograniczenie kadencji prezydentów miast to nie jest dobry pomysł

Odwiedź nas

twitter