Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Mała rzecz o tzw. pedagogice klęski

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Mała rzecz o tzw. pedagogice klęski

Felieton Radosława Czarneckiego.

Pedagogika klęski” to termin którym środowiska konserwatywne, narodowo-szowinistyczne, klerykalne i ultra-zachowawcze szermują u nas nagminnie. Jest to dla nich pospolita maczuga propagandowo-agitacyjna, dla okładania  realnych i wydumanych przeciwników politycznych, ludzi o odmiennej interpretacji historii naszego kraju oraz wizji kultury, argumentami żywo egzemplifikującymi myślenie a’la XIX wiek. Świadomość gdzie czcią, kultem i okadzone mirrą, winne być otoczone bezrefleksyjnie i bezkrytycznie takie pojęcia jak Ojczyzna, Bóg, honor, wiara religijna zawsze i bezwzględnie wiążąca Polaka z katolicyzmem rzymskim. Mentalność w której narodowość, tzw. „polskość”, symbole narodowe itd. podlegają dekretacji raz na zawsze i nie zmiennie. Nie ma tu dowolności interpretacji, swobody indywidualnego wyboru czy dobrowolności uznania członkostwa w danym narodzie. „Jesteś Polakiem więc masz obowiązki polskie” – krzyczą we wszystkich przestrzeniach komunikacji interpersonalnych owe środowiska. Wyznaczanie standardów w tej mierze  mających bezwzględnie obowiązywać – a więc kto jest Polakiem, jak owe obowiązki ma traktować i co pod tym pojęciem rozumieć – rezerwują i dekretują oczywiście owe środowiska wyłącznie dla siebie. Jest to tyle trudny temat nad Wisłą, Odrą i Bugiem, gdyż zaangażowany jest w niego Kościół katolicki w Polsce, opowiadając się en masse (chodzi o kler) za niezwykle zachowawczą, anty-nowoczesną, przeciwną modernizmowi i postępowi społecznemu, koncepcją narodu, państwa i wiary religijnej. To wszystko musi tworzyć niezwykle agresywną, nacjonalistyczną, ksenofobiczną, religiancką oraz hiper-tradycjonalistyczną mieszaninę narracyjną, pomieszania zacietrzewienia, nienawiści i pogardy dla wszystkiego co INNE.

Nie można być wiecznie

w rozgrzeszającym stanie namiętności

Witold  GOMBROWICZ

Ale myślę, że wreszcie w naszym kraju trzeba podjąć na ten temat zdecydowany dyskurs. I nie tyle nawet nad tymi akurat tezami (jest to bowiem problem szerszy, dotyczący przede wszystkim wolności obywatelskich w najszerszym znaczeniu: czyli pojęć obywatel, społeczeństwo – a nie naród widziany wąsko wedle XIX –go sznytu – wolność wyboru, indywidualizm itp.). Należy krytykować z lewicowych pozycji towarzyszące tej wizji fantazmaty, narzucające jednostce przez nią nieakceptowane z racji wykształcenia, kultury, świadomości i wyznawanych wartości, poglądów politycznych, doświadczeń życiowych etc.  prawicowe koncepcje, pozostające poza ramami współczesnych trendów cywilizacyjnych i społecznego rozwoju. Koncepcje z gruntu rzeczy autorytarne i niosące sobą widmo totalitaryzmu kulturowego.

Jakiegokolwiek jednorodnego, zestandaryzowanego, autorytatywnie narzuconego modelu patrzenia na te zagadnienia i terminy – jak i w innych sprawach z dziedziny tzw. nadbudowy – nie ma i być w dzisiejszym rozproszonym świecie „płynnej ponowoczesności” ([za]: Zygmunt Bauman) czy „późnej nowoczesności ([za]: Chantal Delsol) być nie może. To też jest egzemplifikacja wolności, pluralizmu i demokracji.

Atak na „pedagogikę klęski” z pozycji lewicowych to nie jest moim zdaniem krytyka polskiego folwarku mentalnego, takiej też świadomości, zacofania kulturowo-cywilizacyjnego widzianego en bloc (Polska de facto nie przeszła klasycznego Oświecenia tak charakterystycznego i wielce znaczącego dla Zachodu, wyrywającego z korzeniami, czasami brutalnie i agresywnie, pozostałości feudalizmu w jakikolwiek sposób rozumianego). Albo przynajmniej – nie tylko krytyka tego stanu. Unowocześnienie, modernizacja, postęp – jakkolwiek te pojęcia rozumieć i kojarzyć – dokonały się u nas „obcym rękoma” – bo w przeszłości polskie elity nie potrafiły go jednoznacznie wygenerować (jak wskazują na to wielu autorów, m.in.  Andrzej Leder i Jan Sowa) – co konserwatystom, tradycjonalistom, tzw. demo-liberałom, religiantom różnej maści, a przede wszystkim zwierzęcym anty-komunistom, dało asumpt do przedstawianie skoku dokonanego w pierwszych latach Polski Ludowej z pół-feudalnego społeczeństwa pozostającego w latach międzywojennych na głębokich peryferiach Europy do rzędu krajów przemysłowo-rolniczych, a następnie –przemysłowych. Z tymi procesami wiążą się również określone zmiany w mentalności, stosunku do otaczającej rzeczywistości i ludzi, poszerzenie horyzontów, zmiana systemu wartości itd. Atak na „pedagogikę klęski” winien iść głownie na przeciwstawienie racjonalności – irrealizmowi, pragmatyzmu – szkodliwym namiętnością, pozytywizmu – romantyzmowi.

Już Cyprian Kamil Norwid w XIX wieku miał napisać w kontekście podobnych jak tu rozważamy sytuacji (gdyż naszły go prawdopodobnie jak mnie analogiczne refleksje), o szkodliwości zabraniania dyskursu o „kalaniu gniazda”,  więc odsądzeniami „od czci wiary” przez prawicę i konserwatystów, wykluczeniami z tzw. „polskości”, nie należy sobie zawracać głowy.

Na takim podglebiu mentalnym, politycznym, edukacyjnym i instytucjonalnym (ważną tu rolę pełni IPN powołany do życia głosami PO, PSL-u i PiS-u co warto upowszechniać i przypominać) czci podlegają powtarzające się permanentnie w naszych dziejach powstania i insurekcje, nie mające a priori żadnych szans na sukces czy jakiekolwiek  osiągnięcia w chwili wybuchu, poza wyniszczającym zawsze społeczny potencjał ludzki Armagedonem, tak intelektualnie jak organizacyjnie, a także – duchowo, mentalnie, o substancji materialnej czy dobrach kultury nie wspominając. Na tej kanwie forsuje się m.in. kult tzw. „żołnierzy wyklętych” (ujawnione na ten temat ostatnio raporty CIA z lat 40- i 50-tych XX wieku przemilczano dyskretnie w mainstreamowych mediach). Dotyczy to także powstań XIX-wiecznych z aberracyjnym kultem „małego powstańca Warszawy” (no i oczywiście samego powstania w stolicy AD’1944). W tej samej perspektywie należy rozpatrywać  szarżę polskiego rządu w Brukseli, absolutnie pozbawioną od samego początku jakichkolwiek szans,  tak z racji „przespania” wielomiesięcznych, kuluarowych rozmów w Brukseli i stolicach europejskich w tej materii (dyplomacja), nie zrozumienia absolutnych imponderabiliów na dziś całej Unii wychodzących poza ciasny nadwiślański folwark,  jak i groteskowości wysuniętego ad hoc rywala Donalda Tuska. Szarża pod Somosierrą udała sie Polakom tylko raz i to dlatego, że Kozietulski i jego szwoleżerowie byli ……. kompletnie pijani. No ale dyplomacja i jej niuanse to nie pole do straceńczych szarż pijanych ułanów czy bezsensownie ginących (ale moralnie zwycięskich) sołdatów.

I to właśnie wspomniane środowiska i grupy nacisku uprawiają moim zdaniem „pedagogikę klęski”. Dzisiejsze fochy Prawa i Sprawiedliwości oraz jego akolitów są zwieńczeniem (choć nie ostatecznym wg mnie) procesu jaki trwa od początków transformacji ustrojowej 1989 roku.  Środowiska demo-liberalne i lewicowe nie wypracowały własnej, nowoczesnej i immanentnej ich wizjom społeczeństwa koncepcji patriotyzmu, narodu, symboliki, wartości do jakich należałoby się odwoływać. Demo-liberałowie monopolizujący de facto przez większą część III RP tzw. „rząd dusz” promowali w zasadzie także taki model patriotyzmu i kultu przegranych powstań (nie w tak nachalnej formie jak czyni to PiS, no powiedziałbym w formie light), anty-racjonalizm i irrealizm w naszych dziejach. Kult romantyzmu kosztem pozytywizmu, cześć „dla Kozietulskich”, „żołnierzy wyklętych” bądź „Bór-Komorowskich” a nie takich wartości stojących za symbolami takimi jak „Aleksander hr. Wielopolski”, „Tadeusz Manteufell” („żadnej wojny nie będzie, idziemy robić uniwersytet, a nie do żadnego lasu”) czy „Mieczysław F. Rakowski” (za POLITYKĘ).   

Pedagogika klęski” w stylu narodowo-klerykalno-cmentarnym (z jednoczesną antytezą o „moralnym zwycięstwie” Polaków jako tego Mesjasza Europy) uprawiana przez gremia demo-liberalne (co jest dodatkową aberracją charakterystyczną dla polskiego zaścianka) umocowana jest więc w paradygmacie quasi-feudalnego społeczeństwa post-agrarnego i post-sarmackiego, wyrwanego z uśpienia i gnuśności immanentnych temu systemowi obcymi rękoma zaborców, okupantów, hegemonów etc. Tak jak hiper-prawicowców, ultra-konserwatystów, klerykałów czy pospolitych fundamentalistów religijnych oddających się czołobitnie tradycjonalizmowi i zachowawczości. Przykro stwierdzić, ale duża część polskiej lewicy także tkwi mentalnie w tym zatęchłym i post-sarmackim kotle idei, tez, fantasmagorii czy wyobrażeń.

I jeszcze jedna uwaga. Sytuację pod tym (i nie tylko) względem istniejącą w naszym kraju i niesłychanie popularną w publicznej dyspucie najlepiej opisuje powiedzenie serialowego milicjanta por. Sławomir Borewicza (kultowy serial PRL pt. „07 zgłoś się”) mówiące, że: „Każdy Polak uważa, że to co myśli ze szwagrem to opinia całego narodu”.

RADOSŁAW CZARNECKI

 

 

 

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

21 komentarze/y

  1. Lech 18:15, Mar 18, 2017

    Radosławie piszesz celnie punktując nasze narodowe wady. Wszystkie one wylazły jak szydło z worka w dniu 09 marca 2017 roku w Brukseli przy wyborze RODAKA (27:1) na drugą część kadencji. To czego dokonała w Brukseli nasza delegacja rządowa jest MISTRZOSTWEM ŚWIATA w niekompetencji, infantylizmie i fanatyzmie, że zaślepienie osobistą zemstą pominę. Polska delegacja rządowa wykazała się brakiem znajomości własnej historii i zasad funkcjonowania współczesnych społeczeństw. To już nie tylko polski folwark, który piętnujesz. To jest religijny fanatyzm i zmitologizowanie wszystkich aspektów naszego życia społecznego przez kato-prawicę. Fundamentalną przyczyną takiego stanu rzeczy jest zwycięstwo kontrreformacji na naszych ziemiach i wszechmoc indoktrynacji religijnej, podczas, gdy w pozostałej części Europy dokonywało się oświecenie. To również zadecydowało o tym, że żadna lewicowa myśl nie mogła się na tych ziemiach rozwinąć. To przede wszystkim powinieneś uwypuklać! Polski folwark jest sprawą wtórną, bo nie mógł ustąpić miejsca racjonalnemu myśleniu przy takiej silnie prawicowo-klerykalnej presji, jak również apoteozie stanu szlacheckiego, co przeniosło na siebie „uszlachcając” się chłopo-robotnicze społeczeństwo. 40 lat pospiesznej edukacji, głównie wyciągania z analfabetyzmu rzeczywistego, ale już nie funkcjonalnego, bo na to nie było czasu, to za mało dla upowszechnienia się myśli krytycznej. Inne społeczeństwa w różnych okolicznościach potrzebowały na ten proces od 3 do 4-rech pokoleń, dokładnie rozliczając się przy okazji z własnej historii. My nawet takiego rozliczenia nie dokonaliśmy. Jeżeli zaś ktoś próbuje obiektywnie spojrzeć na własną przeszłość, to od razu podnosi się krzyk, że własne gniazdo kala, bo Polacy, a głównie szlachta-sarmaci, zawsze byli tak świeci, jak świętym jest kościół katolicki. Takie myślenie obowiązuje nadal.
    Pozdrawiam Cie i proszę ustosunkuj się do mojego wpisu. Wiesz, że nie jestem historykiem, socjologiem, ani intelektualistą. Ale jestem Polakiem i boli mnie nasza narodowa degrengolada.

    Odpowiedz do tego komentarza
    • hak 22:17, Mar 19, 2017

      Szanowny panie Lechu,jak się nie ma co się lubi ,to się lubi co się ma.Zgadzam się z pana analizą tacy jesteśmy.Ale problemem lewicy powinno być główkowanie jak z tego wyjść.Czy to jest możliwe ,czy musimy w tym tkwić do końca świata i jeden dzień dłużej.Pozdrawiam

      Odpowiedz do tego komentarza
  2. ratio_discessit 19:38, Mar 17, 2017

    A niczego dobrego w naszej historii poza postępem cywilizacyjnym przyniesionym przez zaborców Pan nie dostrzega? To raczej w Pana wykonaniu mamy pedagogikę klęski, a jak nie klęski to chociaż wstydu.. Poza tym zapomina Pan ze uprzemysłowienia rozpoczęło się na naszych ziemiach już za czasów Królestwa Polskiego, było kontynuowane w II RP, a socjalizm dołożył do tego wielkie, nierentowne molochy, tak że PRL ostatecznie zbankrutował. Proszę też pamiętać o regresie cywilizacyjnym jak zafundowali nam Sowieci i ich poplecznicy, siermiezny socrealizm, nowomowa PZPRu. W tym zakresie to rzeczywiście jest się czego wstydzić :)

    Odpowiedz do tego komentarza
    • Radosław S. Czarnecki 20:10, Mar 17, 2017

      Wszystko u nas ma piętno folwarku, on jest w głowach. To nikt inny a car uwolnił chlopa z niewoli gorszej niźli panowala na plantacjach w Alabamie. Brazylii czy na Haiti ! Dlatego te tak czczone „ruchawki” zwane powstaniami narodowymi (sic !) nie mialy zadnych szans na sukces. Żadnych !!!!!! PiS i okolopisowska mentalność są esencją sarmatyzmu i wszystkiego najgorszego co z tym można wiązać. Polacy – historia tak sie złożyła ale grzechem ponoć jest błądzić, głupotą trwać w błędach – nie przeszli tego co jest udzialem Zachodu: modernizacji, reformacji, rewolucji lamiacej feudalizm (jak np. we Frncji czy Anglii). Wszystko uczynili zaborcy czy okupanci (plujemy na to mimo, iż skorzystaliśmy na tym – czyli plujemy na nowoczesnośc przyniesioną obcymi -ponoć – rękami). Odsylam do Ledera czy Sowy. Pisze Pan Królestwo Polskie i uprzemyslowienie – tylko kto to robil, czyje byly pieniadze, w jakim imperium owo Krolestwo funkcjonowalo ?
      Skok ku jakiej takiej nowoczesności zrobił dopiero ten opluwany, przez Pana też, PRL. Ale widac 45 lat to za malo aby z poddanego Panu i Kosciolowi niewolnika zrobić obywatela. A może przymus byl za maly i środki za malo drastyczne ? Vide jak w czasie Rewolucji Francuskiej ! Mam doświadczenia z rodziny, osoba która w 1939 roku przyjechala do II RP jako 19 letni mlodzieniec urodzony i kształcący się do matury we Francji, do Wielkopolski (a gdzie te slynne, mityczne Kresy, Lwowy, Wolynie i Vilniusy ?) czuła się w II RP jak „w dzikim, barbarzyńskm, ciemnym kraju”. Powtarzam – w Wielkopolsce. 75-100 lat opóźnienia, w głowach, mentalności itd …Kultura ! No ale mit jest fajny, cieplusi (hak pisal Mrożek), zamulający mozg i kastrujacy z samodzielnego i krytycznego myślenia.

      Odpowiedz do tego komentarza
      • MARCIN 23:30, Mar 17, 2017

        Co do powstań.Tu się z panem nie zgodzę, problem w tym że polskie powstania w narracji panującej obecnie są okaleczone przez konserwatywną poprawność polityki historycznej.Polscy powstańcy walczyli z zaborcami,tego się można dowiedzieć z obecnej narracji o powstaniach, cały radykalno- społeczny nurt od polskich jakobinów,poprzez Czerwonego Kasztelanica,obóz Czerwonych po rewolucjonistów 1905 roku został wykreślony w obecnej polityce historycznej.A do tego niektórzy prawicowi historycy dodają antyreformatorski rokosz konfederacji barskiej do polskich powstań o antyrosyjskim podłozu ,zupełnie pomijając fakt że była to wojna domowa wywołana przez sarmackich konserwatystów,wymierzona w Familię i jej umiarkowane reformy.To że wojska koronne i litewskie i prywatne oddziały familiantów słabo sobie radziły z konfederatami i dopiero wojska rosyjskie stłumiły antykrólewski rokosz to inna sprawa.

        Odpowiedz do tego komentarza
        • Wojciech 09:59, Mar 18, 2017

          mieliście wielka Armię Krajową, której chaotyczna i pozorowana walka nie przyspieszyła końca wojny ani o jeden dzień. Przysporzyła natomiast tysiące ofiar i narodową katastrofę Powstania Warszawskiego.

          Odpowiedz do tego komentarza
          • TW Bolek 11:29, Mar 18, 2017

            No to jak widać nie ma Pan pojęcia o tym czym zajmowała się AK w czasie wojny i jakie działania podejmowała poza walką zbrojną, więc nawet ciężko z Panem dyskutować, a nie bardzo mam czas na udzielanie korepetycji.
            Proszę jednak zauważyć że wspólne wyzwalanie miast wraz z Armią Czerwoną (operacja Burza) zakończyło się pełnym sukcesem, tylko tuż po nim następowało aresztowanie dowództwa przez NKWD i właśnie z tego względu w Warszawie postanowiono powitać sowietów jako gospodarz, widząc w tym jedyną szansę na ciągłość państwa. Oczywiście łatwo to oceniać negatywnie z dzisiejszej perspektywy. Proszę też pamiętać że Moskwa apelowała o wybuch powstania, a potem perfidnie zatrzymała front.

          • PS 11:31, Mar 18, 2017

            „mieliście wielka Armię Krajową”
            Mieliście? A nie mieliśmy?
            To nie jest Pan Polakiem? :)

          • Wojciech 17:08, Mar 18, 2017

            Mieliście Armię Krajową. Tak! Bo to już nie moje państwo i nie moja armia od kiedy zostałem zaliczony do drugiego sortu i pozbawiony praw i satysfakcji z odbudowy i budowy nowego państwa po wojnie. W zamian Armii czczą jej bandycki odprysk zwanych prowokacyjnie i w celach propagandowych żołnierzami wyklętymi

          • TW Bolek 17:30, Mar 18, 2017

            No to czas na emigrację Panie Wojciechu. Wzorem Towarzyszy z KPP pozostaje Panu wyjechać do Moskwy i czekać z nadzieją aż wraz z wojskami rosyjskimi będzie kiedyś okazja wrócić do Warszawy i znowu budować lepszą Polskę pod rosyjskim zwierzchnictwem. Czasy się zmieniły to jest szansa że uniknie Pan kolejnej wielkiej czystki, a co najwyżej zrobią z Pana zielonego ludzika 😉

      • ratio_discessit 01:46, Mar 18, 2017

        A Pan Panie Radosławie dalej z tym swoim folwarkiem.. Opluwa Pan ideę powstań narodowych, a wychwala reformy przeprowadzone przez zaborców. Ładny patriotyzm… taki postępowy, tylko tak się składa że reformy rosyjskie ograniczały się często do ziem polskich, bo ich prawdziwym celem było uderzenie w szlachtę, a w rosyjskiej części imperium jeszcze długo zostawało po staremu (na podobnej zasadzie działał zresztą dobry „cysorz” z Wiednia). Kto robił uprzemysłowienie w Królestwie Polskim? No przecież nie Car! :) Car tylko łaskawie znosił cła co pozwalało polskim przedsiębiorcom eksportować do Rosji i dzięki temu przemysł mógł się rozwijać, bo sam rynek lokalny był zbyt mało chłonny. W II RP reform też było całkiem sporo: 8-godzinny dzień pracy, prawa wyborcze dla kobiet, wspieranie rozwoju przemysłu, parcelacja ziemi. Ale te fakty oczywiście woli Pan przemilczeć, bo to była Polska Panów i dopiero reformy przywiezione na sowieckich bagnetach są godne uwagi, mimo iż odbywały się ogromnym kosztem społecznym. Nie wspomina Pan też o tym, że te wielkie inwestycje PRLu już na etapie budowy były zacofane technologiczne, a ludzie dusili się w oparach socjalistycznych absurdów, szczególnie jeżeli mieli porównanie z krajami w których była prawdziwa demokracja, a nie „ludowa”. PRLu jako takiego nie „opluwam” jak Pan pisze, bo to część naszej historii, ale system władzy oceniam jak najgorzej i dziwię się że nie potrafi Pan chociaż na chwilę zdjąć tych różowych okularów kupionych za bony w Pewexie i zobaczyć ówczesnej szarej rzeczywistości.

        Odpowiedz do tego komentarza
        • Radosław S. Czarnecki 04:54, Mar 18, 2017

          W Pewexie nic nie kupowalem, więc z tymi okularami – kulą w plot. W II RP wszelkie reformy cywilizowanego wówczas świata dokonano do 1926 roku. Potem Polskę (prasa na Zachodzie i chociażby w Czechoslowacji, a także kregi intelektualno-dyplomatyczne) uważano za kraj autorytarny, nie-demokratyczny, potem – pół-faszystowski. A czy reforma rolna choćby w jakimś znaczącym stopniu zostala wtedy zrealizowana, choć Daszynski i PPS to zapowiadali ? Nie, bo ziemianstwo nie pozwolilo. Czyli system półfeudalny, zwłaszcza na Kresach, trwal nadal. A co do Krolestwa Polskiego – to byla najbardziej rozwinięta część Imperium i gdyby nie powstania, bezsensowne i utracjuszowskie, to Polska (podobnie jak Finlandia ale oni w autonomii, nie intelektualnie czy ekonomicznie) utrwaliłaby sobie potężną – w kazdym wymiarze – pozycję w Petersburgu i Rosji. A. Bochenski uważał nawet, iz mogloby dojść do przeważenia polskiego żywiołu i zdominowania Imperium przez „polskość”‚. Takze do pows.listopadowego Krolestwo Polskie cieszylo się swobodami niebywałymi, Konstanty był polonofilem. Konstytucja nadana wtedy Polakom przez cara byla bardziej nowoczesna i postępowa od …..Konstytucji 3 Maja (trzeba tylko sięgnąć do źródeł i czytać też nie tylko i wyłącznie hagiografie czy apologie tzw.polskości w wymiarze ziemianskim, bedacych oderwanymi od życia pospolitymi szmirami). Podchorazowie listopadowi de facto „uhrobili” kraj ostatecznie – od tego czasu rozpoczęła się rusyfikacja jako odpowiedź na powstanie – „polskość” i perspektywy na przyszłość koegzystencji w Imperium z niepodległościa w tle. A utrata niepodległości i zabory to tylko i wyłącznie nasza, wewnetrzna „wina”, wlaśnie z racji tej folwarcznosci o którą Pan tak sie obrusza (a która trwa w glowach tak jak kontrreformacja ciagle), gnusności elit rządzących, ciemnoty 10 % narodu który okupował resztę spoleczenstwa niewoląc je totalnie (=szlachta). Nie „zlowrogiego sprzesiezenia sasiadow”. Ono bylo skutkiem, efektem, nie zasada i zaczynem upadku I RP. Pana i Panu podobnym oscią stoi fakt- jedyny w histori – że z kolonizatora i Imperium, stalismy się kolonizowanymi i „masą upadłościowa”. Jednak powtarzam – z wlasnych chęci i peryferyjnosci myslenia elit sprawujacych rzady. Czyli – konserwatyzmu, tradycjonalizmu, pospolicie mówiąc – zacofania.

          Odpowiedz do tego komentarza
    • zinit 11:17, Mar 18, 2017

      Czy ten regres cywilizacyjny polegał na likwidacji analfabetyzmu, darmowej oświacie, masowym czytelnictwie, światowych sukcesach polskiej kultury? Coś chyba umknęło pańskiemu ratio, panie „racjonalisto”. No a nowomowa PZPR była faktycznie powszechna, chłopi na jarmarkach się nią posługiwali, studenci na imprezach, murarze na budowach, dzieciaki w przedszkolach itd. Jakoś nie razi pana ratio wszechobecny bełkot korporacyjny jaki panuje obecnie.

      Odpowiedz do tego komentarza
        • ratio_discessit 12:47, Mar 18, 2017

          Nie popadnijcie Panowie w samouwielbienie :)
          Z tymi różowymi okularami to była tylko taka skromna metafora, ale fakt jest taki że jak ktoś w tym socjalistycznym raju chciał sobie kupić jeansy to mógł je nabyć jedynie w Pewexie za równowartość całej pensji.

          Łatwo ironizować, ale fakt jest taki że prymitywna indoktrynacja była obecna na każdym kroku. Od szkoły po masówki w zakładach pracy. PZPRowska walka frakcyjna pod hasłami „syjoniści do Syjamu” itp.

          Zarzucanie II RP że była autorytarna (co oczywiście jest faktem) i jednoczesne pomijanie faktu, że PRL w początkowym okresie był państwem totalitarnym to ignorancja. Piszecie Panowie o reformach PRL, tak jak by II RP była wielką czarną dziurą, bez osiągnięć, bez szkół (w ramach tego „kolonializmu” były nawet jako jedne z pierwszych w Europie szkoły dwujęzyczne).
          Bełkot korporacyjny też mnie razi, ale bez porównania mniej niż socrealizm ze swoimi wierszykami o Słońcu Stalinie.
          Nie kwestionują całego PRLu, ale w przeciwieństwie do Panów potrafię na niego spojrzeć krytycznie, a w całej historii Polski przed rokiem 1945 dostrzec dla odmiany sporo pozytywów, a nie tylko „pedagogikę klęski”.

          PS Co do PRLu to do refleksji cytat z Pana Pietrzaka: „Kiedy się skończy to dziadostwo sakramenckie?”

          Odpowiedz do tego komentarza
          • Radosław S. Czarnecki 14:29, Mar 18, 2017

            Nie idealizuję PRL-u, ustrój upadł czyli się w tej co był formie, nie sprawdził. Upadly złe odpowiedzi, pozostaly dobre pytania (Octavio Paz o upadku sysyemu realnego socjalizmu i ZSRR podczas wręczenia mu Litetackiej Nagrody Nobla w 1991 r). PRL w odróżnieniu od II RP im bliżej było jej ku końcowi, tym było wiecej wolności i otwartości. II RP – odwrotnie, coraz bardziej byla autorytarna, z indoktrynacją endencka i palkarzami z „mieczykiem Chrobrego” w klapach marynarek. Szowinizmem i antysemityzmem – czynnym ! Czyli Qquasi-faszyzm w czystej postaci. To co piszę to próba równowagi w ocenie sytuacji, gdyż jednego PRL-u nie było. Tacy jak Pan @RD starają sie od ponad20 lat porzez totalny absmak tamtego systemu, jego absolutną deprecjację uderzyć w ludzi, którzy żyli, pracowali, utożsamiali sie z tamtą Polską. Odebrać im sens przeżytego b.czesto uczviwie i zaangażowanie, jednostkowego życia. I nie wiem co jest gorsze – stalinowskie represje fizyczne czy ciągłe, psychiczne, pokazywanie takim ludziom, że to co robili i z czym sie utożsamiali, jest g..no wartym. Czyli sa „gorszego sortu”. I o jest tez POPiS w czysyej postaci ktory statam się zwalczac i obnażać. Tortura psychiczna jest b.dolegliwa często niż fizyczna opresja. A przywoływać – właśnie z tego powodu i takiej postawy (renegaci nigdzie i nigdy nie są poważani) – tego „padalca” tak etycznego jak i intelektualnego jakim aktualnie stal się niejaki Pietrzak to po prostu aberracja. Potwierdzającą tylko to co napisałem.

    • Jan 14:05, Mar 18, 2017

      Tylko, że 73 % tego uprzemysłowienia jeszcze z czasów Królestwa Polskiego i II RP, zabrała II wojna i okupacja w l.1939-45. Tyle bowiem wyniosły straty w przemyśle. Zaś w majątku narodowym te straty, to 38 %. Straty w ludności 6 mln. Z każdego tysiąca polskich obywateli śmierć poniosło 220. Drugie miejsce w tym niechlubnym rankingu ma Jugosławia, „tylko” 110 osób na każdy tysiąc. Z takim to bagażem zysków startował PRL w 1945 r.

      Odpowiedz do tego komentarza
        • ratio_discessit 18:57, Mar 18, 2017

          Cieszę się, że w końcu wydusił Pan z siebie, że „ustrój upadł czyli się w tej co był formie, nie sprawdził”.
          Ja na pewno nie staram się „uderzyć w ludzi, którzy żyli, pracowali, utożsamiali sie z tamtą Polską”. To część naszego dziedzictwa, tak samo jak Sarmatyzm. Każdy kto uczciwie pracował i budował Polskę (taką w której żył) zasługuje na szacunek, a piętnować należy ludzi którzy tworzyli aparat opresji.
          Z tym zrównywaniem „tortur psychicznych” stosowanych przez POPiS z terrorem stalinowskim to mówiąc kolokwialnie trochę Pan „popłynął” :)
          A jeżeli chodzi o Pana Pietrzaka to cytat z zakończenia skeczu z połowy lat osiemdziesiątych, który niezależnie od osobistych sympatii do autora dobrze oddaje ówczesny stan państwa.

          Odpowiedz do tego komentarza
          • Radosław S. Czarnecki 00:19, Mar 19, 2017

            Ja Panskie memuary odbieram jako takie POPIS-owskie pastwienie się wlaśnie nad ludźmi (to return na Panskie „wyduszenie” – satysfakcja z jaką Pan triumfuesz jest znamienna, bo niczego nie muszę wydukuwac ani wyduszać). Na jakikolwiek kontr-return Pański mówię od razu: subiektywnosc -to wyraz demokracji, a wszystko to efekt „plynnej nowoczesności” o którą „solidaruchy” walczyly, a teraz weszly w buty „komuchow” tylko, że do kwadratu i w owym g….nie tkwia nie jak oni po kostki, a po szyję. POPiS wiecznie żywy i emanacja „panny S” w 126 %.

          • ratio_discessit 00:48, Mar 19, 2017

            Proszę pamiętać, że Pański odbiór również jest subiektywny :) a ja po prostu każdy medal oglądam z obu stron, natomiast w przypadku Pańskich felietonów tej drugiej strony niestety mi brakuje.
            Z tym tryumfowaniem to bez przesady; określenia „wyduszone” użyłem żartobliwie w związku z tym, że jak do tej pory na niewygodne pytanie zwykł Pan odpowiadać pytaniem. To tak gwoli wyjaśnienia, a nie jako kontr-return, a jeśli tym określeniem Pana uraziłem to przepraszam, bo nie było to moją intencją.

*/

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Przegrani globalizacji na europejskiej mapie wyborczej

Odwiedź nas

twitter