Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Mroczkowski: Dominacja konsensusu neoliberalnego odchodzi do przeszłości [Rozmowa Trybuna.eu]

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Mroczkowski: Dominacja konsensusu neoliberalnego odchodzi do przeszłości [Rozmowa Trybuna.eu]

O „repolonizacji” banku Pekao S.A., roli systemu bankowego w gospodarce oraz zaletach i wadach planu Morawieckiego z Krzysztofem Mroczkowskim – ekonomistą, historykiem, publicystą, współpracownikiem „Nowego Obywatela” – rozmawia Marek Nowak.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń i Polski Fundusz Rozwoju przejęły pakiet kontrolny akcji Banku Pekao od włoskiej grupy Unicredit. Czy uważa Pan, że „repolonizacja” banków to dobry kierunek?

Sam pomysł uważam za bardzo dobry. O tym, jak ważne jest, by centrum decyzyjne banku znajdowało się w Polsce, mieliśmy okazję przekonać się podczas ostatniego kryzysu ekonomicznego. Proszę zwrócić uwagę, że w czasie kryzysu banki komercyjne o zagranicznej strukturze właścicielskiej musiały ratować swoje bilanse aktywami ze „spółek-córek”. W wyniku tych działań drastycznie ograniczyły akcje kredytowania.

W tym miejscu chciałbym sobie pozwolić na dłuższą refleksję. Powodów, dla których Polska w 2009 roku nie wpadła w recesję, było kilka. Jednym z nich jest dobre regulowanie polskiej gospodarki, dzięki czemu niewiele kredytów w obcych walutach, narażonych na większe ryzyko, było udzielanych przez polskie banki. Innymi ważnymi czynnikami były: rozluźnienie fiskalne, czyli nie trzymanie się doktryny neoliberalnej przez ministra Rostowskiego oraz silny impuls wewnętrzny w postaci ekspansji fiskalnej Niemiec w 2009 roku.

Jednak dla mnie cichym bohaterem, którego postawa uchroniła Polskę przed wpadnięciem w recesje, był bank PKO BP. W mojej ocenie, to on, działając jako stabilizator, uratował polskie przedsiębiorstwa i polską gospodarkę. W momencie, gdy zagraniczne banki, ze względu na dekoniunkturę i ryzyko recesji, wycofywały się z kredytowania polskich przedsiębiorstw, bank PKO BP, na przekór trendom rynkowym, wszedł w pozostawioną przez nie lukę. W rezultacie nie tylko uratował polską gospodarkę, ale  wygrał na tym rynkowo.

To jest dobry przykład tego, że Spółki Skarbu Państwa, które rozumieją swoją rolę, dzięki swojemu umocowaniu i wielkości, realizując cele biznesowe, mogą nawet odwrócić losy koniunktury. Banki, których głównym właścicielem jest państwo, mogą pełnić rolę, jakiej żaden prywatny bank nigdy się nie podejmie, szczególnie taki z zagranicznym właścicielem, ze względu na krótkoterminowy horyzont działania takich instytucji.

Na czym polega krótkoterminowy horyzont działania prywatnych banków?

W sytuacji widma staczania się państwowej gospodarki w dekoniunkturę wybierają asekuracyjne działania, które pozwalają obronić swoje pozycje w krótkim horyzoncie. Jednak jest to podejście bardzo krótkowzroczne. Bankom powinno zależeć na aktywnym udziale we wspieraniu rozwoju, a w sytuacji kryzysowej na przełamywaniu dekoniunktury. Gdyby PKO BP nie zadziałał tak jak to zrobił, zaasekurowałby swoją pozycję, lecz podstawa jego działalności – polski rozwój gospodarczy – byłaby słabsza.

Z czego, Pana zdaniem, wynika powszechna w mainstreamowych mediach krytyka decyzji o „repolonizacji” Pekao?

Myślę, że tutaj mamy do czynienia z pokłosiem neoliberalnego widzenia gospodarki. W obliczu tego, co się stało w kryzysie, powinno być jasne, iż struktura właścicielska systemu bankowego ma znaczenie i jest istotna dla kraju.

Interesującym faktem, który umyka z pola widzenia komentatorów, jest to, skąd w polskim dyskursie publicznym wzięła się debata o „repolonizacji” banków. Jako pierwszy zgłosił ten postulat Jan Krzysztof Bielecki, który był wówczas doradcą ekonomicznym premiera Tuska. Ze względu na swoje bardzo negatywne doświadczenia z pracy jako prezesa Pekao SA zrozumiał dobrze, jak polska gospodarka i polski system bankowy wychodzi na tym, że centrum decyzyjne banków jest za granicą. Już w 2010 roku Bielecki zaczął forsować temat przejęcia WBK, który, podobnie jak dziś Pekao, miał „spółkę- matkę” w tarapatach. Wtedy jeszcze konsensus neoliberalny był tak silny wśród regulatorów i komentatorów, że pomysł zarzucono, zanim na dobre ruszył. Dzisiaj jesteśmy kilka lat dalej i okazuje się, że to, co kiedyś było poza debatą ekonomiczną, dziś jest możliwe.

Znamiennym jest, że zmiana, którą wiele środowisk konserwatywnych oraz lewicowych uważa za pozytywną, wychodzi od środowisk technokratycznych – wcześniej Bielecki, dziś Morawiecki

To pokazuje, jak istotnym czynnikiem w debacie transformacyjnej w Polsce, jest wiarygodność technokratyczna osób, które chcą w niej uczestniczyć. Bielecki i Morawiecki byli prezesami banków. Wprawdzie wyłamywali się z konsensusu neoliberalnego i  byli krytykowani przez środowiska reprezentujące ten konsensus, jednak, dzięki swojej przeszłości, mieli  przepustkę do uczestniczenia w debacie. Na taką „przepustkę” nie może liczyć wielu Polaków, którzy nie mieli okazji być prezesami czy członkami zarządu w banku. To pokazuje, że system, czyli liberalna debata gospodarcza, potrafi czasem skręcać, ale tylko w ramach swoich wewnętrznych uwarunkowań. To obserwacja warta odnotowania.

Sądzi Pan, że będzie skręcać dalej?

Wydaje mi się, że dominacja neoliberalnego widzenia polityki gospodarczej i samej gospodarki odchodzi do przeszłości. To co powoli ją zastępuje, to bardziej zniuansowane widzenie gospodarki, w której kluczowe jest sprawne działanie instytucji oraz jasne reguły gry. One niekoniecznie muszą być sztywne, ale muszą być zrozumiałe dla wszystkich uczestników. Myślę, że program 500 plus, który odczarował mit o tym, iż nie da się prowadzić aktywnej polityki społecznej, to cios, który powali ekonomię neoliberalną na deski.

Oczekiwałbym, by nowy konsensus ekonomiczny, który zastąpi konsensus neoliberalny, był dużo bardziej „inteligentny” i rozumiejący rolę instytucji. Liczę też na to, że wróci zjawisko rozumienia ekonomii politycznej oraz pojęcie klasy, która jest istotną rzeczywistością społeczną, nie zaś ideologicznym lewicowym sloganem, jak próbują nam wmówić niektórzy.

Mówiliśmy już o pozytywach „repolonizacji” Pekao. Widzi Pan jakieś zagrożenia?

Boje się, że ideologia, która zdaje się przyświecać nowopowstałym instytucjom i która  jest obecna w bliskim otoczeniu wicepremiera Morawieckiego, sama z siebie nie wypełni treścią zadań systemu bankowego.

Jakie to zdania?

Przede wszystkim zwiększenie inwestycji w długim terminie. Istotną przeszkodą w osiągnięciu tego i wielu innych celów są często miernej jakości kadry, którymi obecny rząd obsadza ważne instytucje. Jeżeli dalej niewykwalifikowani ludzie będą zasilać spółki Skarbu Państwa i będą mieć decydujący wpływu na ocenę przedsięwzięć inwestycyjnych, to za jakiś czas będzie można mówić o porażce planu Morawieckiego.  Plan ten miał się opierać na polskim kapitale, na tym, by zjednoczyć siły, skomasować skalę działań, ale jeżeli nie zidentyfikuje poprawnie kluczowego wyzwania programów rozwojowych, jakim jest deficyt umiejętności, to te wszystkie ambitne cele się nie powiodą.

W Polsce istotnymi barierami rozwojowymi są: brak wiedzy, brak dobrych wzorców współpracy, premiowanie swoich, brak szacunku dla umiejętności, feudalne stosunki pracy i brak skutecznej pracy zespołowej. Jest pewien obszar polityki rządu – to są tzw. programy rozwojowe, które są bardzo ciekawą inicjatywą i niezwykle interesującym eksperymentem. Moim zdaniem, w wyniku niedostatku odpowiednich umiejętności, będzie on średnio udany.

Z tego punktu widzenia uważam, że w najbliższych latach nie doczekamy się wielu nowych polskich produktów o wysokiej wartości dodanej osiągających duży komercyjny sukces dzięki planowi Morawieckiego. Jednak eksperyment ten warto wykonać, bo programy rozwojowe będą zmuszały polskie otoczenie instytucjonalno – gospodarcze do współpracy, wykorzystywania synergii i myślenia w jednym kierunku. To, co w wyniku powyższych działań, mam nadzieję, się stanie i w czym bardzo kibicuje rządowi, to nauka współpracy oraz szerszego patrzenia na siebie – nie tylko jako pojedynczy organizm, ale jako część większej całości.

Myślę, że za parę lat, pomimo, że wymiernego i oczywistego sukcesu nie będzie, to jeżeli wszyscy uczestnicy procesu się do niego dobrze przyłożą, będziemy dysponować niezwykłym kapitałem zbudowanych umiejętności, który będzie procentował. Obawiam się jednak, że największą kulą u nogi tego procesu będzie sam rząd.

Dlaczego?

Przez  jego nieufność i brak zrozumienia jak ważna jest współpraca w zbudowaniu odpowiednich relacji instytucjonalnych. To w naturalny sposób będzie spowalniać działalność gospodarczą. Od państwa i jego instytucji powinniśmy oczekiwać, by: z jednej strony nie rozkładało ciągle rąk mówiąc: „ja nic nie mogę!”, z drugiej zaś – nie było przesadnie restrykcyjne. Optymalna byłaby polityka asertywnych instytucji, które potrafią wytyczać granice (np. podmiotom prywatnym), ale jednocześnie są nastawione na współpracę z otoczeniem przy tworzeniu dobrych reguł i praktyk.

Dziękuję za rozmowę.

/fot. YouTube/

CZYTAJ TEŻ:

Operacja „Repolonizacja”. Wstajemy z kolan czy na nie upadamy?

Prof. Soroka o „repolonizacji” Pekao S.A.: Pozytywny ruch [Rozmowa Trybuna.eu]

 

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

0 komentarzy i opinii

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Przegrani globalizacji na europejskiej mapie wyborczej

Odwiedź nas

twitter