Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Nieudany gambit Grillo i Verhofstadta

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Nieudany gambit Grillo i Verhofstadta

Przez chwilę wydawało się, że liberałowie mają szansę na powrót stać się trzecią siłą polityczną w Parlamencie Europejskim. Okazało się jednak, że potencjalny partner nie zrobił na nich piorunującego wrażenia…

Przez ostatnie lata deputowani z partii, tworzących Porozumienie Liberałów i Demokratów dla Europy (ALDE) cieszyli rolą języczka u wagi w Parlamencie Europejskim. W głosowaniach dotyczących kwestii ekonomicznych często wspierali chadeków, w kwestiach światopoglądowych zaś – socjalistów.

Pozycję tą łatwiej było zajmować, będąc trzecią co do wielkości siłą polityczną w Europarlamencie. Tak też było przez długie lata, jednak upór Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR) i ekspansja tej frakcji po wyborach 2014 dała jej minimalną przewagę liczebną nad liberałami.

Walka o stanowiska

ALDE mierzy jednak wysoko. Okazją do tego są zbliżające się wielkimi krokami przetasowania w instytucjach europejskich, w szczególności zaś walka o stanowisko szefa Parlamentu Europejskiego po ustąpieniu z niego niemieckiego socjaldemokraty, Martina Schulza.

Komentatorzy zwracają uwagę na fakt, że ze względu na konflikt między dwiema największymi frakcjami – chadekami (EPP) oraz socjalistami i demokratami (S&D) po raz pierwszy od lat trudno przewidzieć, kto ostatecznie obejmie fotel szefa PE.

Jedna z najważniejszych twarzy europejskich liberałów, były belgijski premier i czołowa postać nurtu federalistycznego, Guy Verhofstadt, liczy na to, że jego frakcja – i on osobiście – na tym zamieszaniu skorzystają najbardziej.

Jego założenie jest proste – jeśli centrolewica (wystawiająca na fotel przewodniczącego Europarlamentu Włocha Gianniego Pittellę) nie zdoła przekonać centroprawicy (walczącej o stanowisko dla Antoniego Tajani – również Włocha) do tego, że w ramach podziału najważniejszych unijnych funkcji (szefów PE, Komisji Europejskiej oraz Rady Europejskiej) przysługuje im co najmniej jedno stanowisko mogą spróbować inną strategię – zablokowania ich zmonopolizowania przez chadeków.

Sam Verhofstadt zadbał jednak po drodze o to, by nikt nie konkurował z nim o tę pozycję wewnątrz ALDE. Ambicje objęcia najwyższej funkcji w PE miała francuska eurodeputowana Sylvie Goulard.

Polityczne przetasowanie

Przed planowanym na 17 stycznia głosowaniem na europejską scenę polityczną wkracza kolejny gracz – włoski komik Beppe Grillo i jego Ruch 5 Gwiazd.

Po dziś dzień jego populistyczna formacja, walcząca o wyjście Włoch ze strefy euro, ochronę środowiska, przejrzystość w polityce oraz większą rolę demokracji bezpośredniej pozostaje trudna do sklasyfikowania w konwencjonalnych kategoriach. Dość wspomnieć, że w materiałach prasowych potrafi być określana zarówno jako „skrajnie lewicowa”, jak i „skrajnie prawicowa”.

W efekcie w roku 2014 ugrupowanie to na serio rozważało wejście do jednej z trzech grup europarlamentarnych – w tym liberałów. Przez chwilę wydawało się, że zasili szeregi Zielonych/Wolnego Sojuszu Europejskiego, tyle że tam jej delegacja byłaby większa nawet od tej, należącej do niemieckich Zielonych.

Ostatecznie zatem – po wewnętrznym referendum – formacja Grillo trafiła do wspólnej frakcji z Partią Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP). Nie czuła się tam jednak szczególnie komfortowo, czego dowodem fakt, że zbieżność w głosowaniach miedzy tymi dwiema partiami sięgała ledwie około 30%.

Pod koniec zeszłego tygodnia Grillo zarządził kolejne, wewnątrzpartyjne głosowanie – tym razem nad tym, czy nie opuścić frakcji, w której pierwsze skrzypce gra Nigel Farage i przejść do liberałów. Niemal 80% głosujących pomysł ten się spodobał.

Wiele hałasu o nic

Pojawiło się jednak pewne „ale”. Okazało się, że skierowana do Ruchu 5 Gwiazd propozycja aliansu była właściwie bardziej inicjatywą nie tyle ALDE, co walczącego o stołek szefa PE Verhofstadta. Część należących do liberałów delegacji wyrażała ostrożny sceptycyzm wobec tego pomysłu, inne – jak francuska – były zdecydowanie przeciw.

Ich zdaniem wzmocnienie (w tym również finansowe) frakcji nie było warte aliansu z formacją, z którą programowa zbieżność wynosiła raptem ok. 50% głosowań w europarlamencie. Zdecydowaną większość mają w niej zwolennicy federalnej wizji Europy, którym nie uśmiechała się tak ścisła współpraca ze stronnictwem sceptycznie podchodzącym m.in. do wspólnej waluty.

W efekcie sytuacja wróciła do status quo, osłabiając przy okazji zarówno polityczną pozycję belgijskiego eks-premiera, jak i włoskiego komika. Sam Gillo deklaruje, że całe zamieszanie jest kolejnym przykładem na sprzysiężenie elit przeciwko jego ugrupowaniu. Zapowiada, że w kolejnej kadencji Parlamentu Europejskiego, już po 2019, budować będzie nową frakcję.

Nie będzie się już wówczas musiał przejmować Faragem, jako że Brytyjczycy nie będą już (najprawdopodobniej) brali udziału w kolejnych wyborach europarlamentarnych.

BARTŁOMIEJ KOZEK

[fot. FB G. Verhofstad]

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

0 komentarzy i opinii

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Szymczycha: „Dobra zmiana” w mediach publicznych może oznaczać ich koniec

Odwiedź nas

twitter