Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Ojczyzna i Karol Marks

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Ojczyzna i Karol Marks

Dziś pracobiorca bez względu na pochodzenie, rasę, kolor skóry, język, wyznanie, przekonania polityczne itd. nie ma ojczyzny – pisze Radosław Czarnecki.

Krytycy koncepcji filozofa z Trewiru zarzucali i zarzucają mu także dziś, passus o braku ojczyzny przez robotników (czyli współcześnie powiedzielibyśmy – przez ludzi pracy najemnej). Stąd bowiem wyprowadza się pojęcie internacjonalizmu, który jest jawnym zaprzeczeniem starego porządku, opartego na konserwatywnych i tradycjonalistycznych koncepcjach państwa, narodu, społeczeństwa. Chodzi tu również, a może przede wszystkim o człowieka i jego wytwory (zwłaszcza  kulturę). Owi krytycy nie zauważali (bo nie chcieli i nie mogli tego dostrzec i nadal nie potrafią na to zwrócić uwagi z racji określonych paradygmatów poznawczo-aksjologicznych) znaczenia i okoliczności powstania tej myśli. Internacjonalizm utożsamiono i cały czas to się stronniczo czyni, wąsko, jako oręż hegemonii Związku Radzieckiego, koniec końców kraju gdzie rewolucja proletariacka osiągnęła zwycięstwo. Tak pojmowany internacjonalizm (i tak tłumaczony przez dyżurnych egzegetów marksizmu przez dekady jak również tak atakowany przez jego zaciekłych przeciwników politycznych) nie ma jednak nic wspólnego z zasadniczym pojęciem określonym przez Karola Marksa w Manifeście Komunistycznym.

Robotnicy nie mają ojczyzny.

Karol MARKS (Manifest komunistyczny)

Bo gdy dziś patrzymy na rzesze imigrantów zarobkowych włóczących się po świecie za pracą jak ćmy za światłem to, co brodacz z Trewiru napisał w Manifeście Komunistycznym (a co użyto jako motto do niniejszego tekstu) nabiera realnego – ponownie jak w XIX stuleciu  – i rzeczywistego wymiaru. No, chyba że za ojczyznę człowieka uznamy cały świat. Ale to i tak jawnie przeczy wszelkiej maści konserwatystom, miłośnikom tradycji przaśnej i ustabilizowanej, niezmiennej od wieków, hierarchii wartości i ułożonego od wieków porządku sprawowania władzy (klas i elit uświęconych przez niebiosa, bogów oraz z racji posiadanego kapitału). Konserwującym  taki stan rzeczy jest wszelaki kler – różnych wyznań i denominacji – który jest zawsze elementem establishmentu każdej władzy, w każdym ustroju. Bo jest on po prostu jej nieodłączną ostoją (z przyczyn przede wszystkim ekonomicznych, kulturowych i społecznych).

Religia oraz jej instytucje służyły i służą – zwłaszcza w krajach gdzie rozdział instytucji religijnych i państwa nie został z różnych przyczyn dokonany, a tradycja i historia wiążą władzę świecką bezpośrednio z władzą państwową (jak np. w prawosławiu rosyjskim czy polskim katolicyzmie kontrreformacyjnej proweniencji) – zazwyczaj interesom grup ekonomicznie uprzywilejowanych, gdyż zwłaszcza wyższe duchowieństwo jest elementem sprawowania władzy, a co za tym idzie ekonomicznych przywilejów bądź zysków.

Ojczyzna, patriotyzm, nacjonalizm – a dalej: szowinizm podparty religijnym fundamentalizmem i misjonizmem (z czym dziś mamy wielu miejscach na świecie do czynienia w sposób spektakularny) to doskonałe pola kanalizacji wszelkich niezadowoleń społecznych z racji mizerii położenia ekonomicznego czy niskiej jakość życia. Ten aspekt polityki w dziejach Zachodu uchwycili nawet zdeklarowani ateiści i personalnie „wrogowie Pana Boga”, którzy jednak w praktyce kierowania państwem, zarządzania masami ludzi, administrowania społeczeństwami pochwalali znaczenie wierzeń religijnych celem utrzymywania „ludu w porządku”, posłuszeństwie, uznawanej hierarchii społecznej itd. (Paul d’Holbach).

W końcu XX wieku politolog i ekonomista amerykański Jeremy Rifkin napisał kontrowersyjne wówczas dzieło (a dziś można uznać je za prorocze) pt. „Koniec pracy”. Pracy traktowanej jako stałe źródło utrzymania, pracy – jako czegoś co oprócz owego źródła jest także utożsamiana z miejscem zamieszkania, rodziną, tradycją, zakorzenieniem kulturowym, przyzwyczajeniami, obyczajami – będzie ubywało. Z tymi elementami  wiązać należy też – bo to tradycja niedawna, XIX-wieczna – pojęcia takie jak naród, państwo (narodowe oczywiście), granice, narodowa armia (i wszelkie atrybuty „naszości”) etc. To w takiej przestrzeni narodziła się koncepcja Henry’ego Forda i „przywiązania robotnika”, zatrudnionego w jego fabrykach, wytwarzającego jego samochody i pomnażającego jego zyski, niczym pańszczyźnianego chłopa do ziemi w Średniowieczu –  choć odbyło się to na innych zasadach i w innej sferze świadomości – do „małych ojczyzn”, które tworzyła fabryka, zakładowe domki mieszkalne bądź lokale, szkoła i przedszkole sponsorowane przez Forda, wyjazdy na wspólne wczasy etc. Czyli związek na całe życie. To też jest pewna forma ojczyzny – w Polsce absolutnie niezrozumiała. I tu Karol Marks trafia kolejny raz w samo sedno.

Powszechna płynność, chaos i brak pracy dla 80 % populacji sprzyjają (ba, wręcz wymuszają) podążaniu ludzi za pracą, tam gdzie ona aktualnie jest, gdzie ją dają fetyszyzowani przez mainstream tzw. pracodawcy. Nie bez kozery norweski uczony Johan Galtung ukuł w XX jeszcze wieku teorię nazywającą globalną zbiorowość przyszłości społeczeństwem 20:80 – czyli: 20 % ma pracę, twórczą, rozwijającą osobowość, zapewniającą komfort życia i rozwój jednostki oraz postęp (i wszystko co z tym się wiąże), reszta czyli ponad ¾ ludzkości, kłębi się w oparach nędznych dorywczych robót sezonowych, bez jakichkolwiek zabezpieczeń i przyszłości, żyjąc w chaosie, targana niepewnością i frustracjami. Rządzenie polegać ma wtedy na zapewnieniu tej części społeczeństwa rozrywki i bez-refleksji, bezmyślności, zabawy i jakiej-takiej egzystencji (na poziomie niezbędnego minimum) czyli promowaniu infantylizacji, zdziecinnienia, rozrywki, pospolitego trwania (dojutrkowość).

Czy to nie koniec pojęć takich jak ojczyzna, tradycja, kultura (oczywiście w dotychczasowej wersji i interpretacji), zasiedzenie ? Bo jakim Hindusem jest obywatel brytyjski, mieszkający na Wyspach od dwóch czy trzech pokoleń, wyznający islam, dobrze sytuowany, nie mówiący ani słowa w hindi czy urdu, mogący w każdej chwili przenieść się np. do Brazylii czy RPA (z tytułu kapitału jaki posiada) a którego rodzice wraz z Brytyjczykami opuszczającymi w 1947 roku płw. Indyjski wyjechali do stolicy Imperium ? A kim jest robotnik z Kamerunu podążający za pracą wzdłuż Zat. Gwinejskiej – w delcie Nigru jest robotnikiem w przemyśle naftowym,  potem pracuje na plantacjach w interiorze (Benin, Ghana czy Burkina Faso), w międzyczasie przystępujący do grup przemytniczych jakich w Sahelu i zachodniej Afryce są setki (przemyt ludzi, papierosów, broni, narkotyków, współpraca z rosnącymi w siłę po upadku reżimu Kaddafiego w Libii – w wyniku „kolorowej rewolucji” i celem zaprowadzenia w tym kraju demokracji w stylu zachodnim – islamistami-dżihadystami) , lądujący w końcu na plaży w Lampedusie ? O Polakach na Wyspach Brytyjskich, w Norwegii czy Holandii nie wspominając (tam się żenią, wychodzą za mąż, rodzą się im dzieci itd.).

Tak, dziś pracobiorca bez względu na pochodzenie, rasę, kolor skóry, język, wyznanie, przekonania polityczne itd. nie ma ojczyzny. I proces ten się będzie pogłębiał gdyż jak przewidywał już  w końcu XX wieku wspominany Jeremy Rifkin zatrudnienia dla ludzi wykonujących proste, nieskomplikowane profesje, będzie coraz mniej. Dotyczy to zresztą też stanowisk pracy przynależnych do tej pory tzw. „białym kołnierzykom” (robotyzacja, automatyzacja, miniaturyzacja etc.) Skojarzenia terminu ojczyzna w dotychczasowym mniemaniu również będzie tym samym mniej w życiu coraz większej liczby osób na świecie. Ibi patria ubi bene * – mówi łacińskie przysłowie (przypisywane Cyceronowi).

Ale taki pogląd w Polsce nie może być popularny z wielu względów: zauroczenia kapitalizmem w formie XIX-wiecznej, niskiej świadomości ogółu społeczeństwa, mizerii intelektualnej elit (zwłaszcza lewicy) oraz talmudycznego przywiązania do tradycji: tu rola Kościoła katolickiego i powszechność katolicyzmu jest nie do przecenienia, wiążąca wyznanie, narodowość oraz swoisty mit „antemurale  christianitatis”  w jedną bogoojczyźnianą całość.

RADOSŁAW CZARNECKI

*-tam gdzie dobrze tam ojczyzna – [tu]:  ojczyzna gdzie się ma pracę i zapłatę za nią

 

 

 

 

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

6 komentarze/y

  1. qaduq 20:03, Kwi 17, 2017

    Artykuł autora, podobnie jak inne, trafia od razu do przekonania. I zda się, że można na tym poprzestać. A jednak. „Dziś pracobiorca bez względu na pochodzenie, rasę, kolor skóry, język, wyznanie, przekonania polityczne itd. nie ma ojczyzny”. Czyżby. Wystarczy przekroczyć jakąkolwiek granicę i zalapać się na pracę w myjni samochodowej, na zmywak, albo na dyrektora banku z odpowiednimi kwalifikacjami, pokazując dumnie w języku pracodawvy przepiękne i ponoć nośne haslo. Podobnie owe „Ibi patria, ubi bene”, przypisywane Cyceronowi sprzed 2 tysiecy lat z hakiem. Przecież nie po to pisal Cyceron o ojczyźnie, że miał zamiar wyjechać do Egiptu, z którego do Rzymu sprzedawano zboże. Wręcz odwrotnie. Wskazywal, że to w Rzymie ma być dobrze, aby była dobrą ojczyzną. Dziś podobnie. To nie Amerykanie jadą szukać pracy w Czadzie, Jemenie, Syrii. Tam jadą jako pracownicy zwani żołnierzami, albo dyplomatami, ale nie na własna ręke i na podobne, albo podrzędne stanowiska. Dlatego, że to u nich jest realizowana wykladnia Cycerona. A jaką to ojczyznę zapewnia Polska, z tą swoja sciemą podwyżek o siedem, a nawet i kilkanaście złotych dla emeryta, ale postulatem 25% dla pracujących? Tyle, ze żaden marksizm tego nie zmieni. Ta ideologia równy podział zakładala dopiero przy zrównoważeniu podaży i popytu dóbr w socjalizmie, za taka płace, jaka praca, a komunizm przy nadmiarze. Dziś świat nigdzie nie spełnia żadnego z tych zalożen. A mówienie o braku ojczyzny pezez najbliższe 200 lat, w warunkach zalewu spoza Europy to albo mistyfikacja, oderwanie od realnego świata albo po prostu odrzucenie podstawy marksizmu, jaką jest :”byt ksztaltuje świadomość” Byt dzisiejszego pracownika związany jest przede wszystkim z ojczyzna, poza nią jest jedynie imigrantem, zdanym na dobrą wole kraju, do którego trafił.

    Odpowiedz do tego komentarza
    • Truth_hurts 01:26, Kwi 18, 2017

      „poza nią jest jedynie imigrantem, zdanym na dobrą wole kraju, do którego trafił”
      Trafna uwaga, ale jedynie względem imigrantów zarobkowych, natomiast w przypadku mniejszości islamskiej, nastawionej na socjal, już niekoniecznie. Przykładowo we Francji muzułmanie stanowią jedynie kilkanaście procent społeczeństwa, ale w przypadku młodzieży jest to już blisko połowa! Za 200 lat może więc się okazać że będą w Polsce składać wnioski o Azyl niewierni z Państw muzułmańskich położonych na zachód i na północ od Polski :)

      Odpowiedz do tego komentarza
  2. ratio_discessit 00:28, Kwi 16, 2017

    Nie tyle „zauroczenie kapitalizmem” co po prostu jego największa zgodność z naturą człowieka, która skłania nas ku własności prywatnej, na której to właśnie opiera się kapitalizm. Wszystkie utopie antykapitalistyczne zbankrutowały, a w zasadzie jedynym wyjątkiem są Kibuce, chociaż i one przeżywają współcześnie kryzys.

    PS A co złego jest w Państwach narodowych? Z historycznego punktu widzenia jest to najlepsze rozwiązanie. Tam gdzie granice państwowe i etniczne się pokrywają jest zazwyczaj pokój i względny dobrobyt, a przy mieszankach wybuchowych, jak np. na Bałkanach, co jakiś czas dochodzi do rzeczy po prostu strasznych. Zresztą przesilenie zaczyna być współcześnie widoczne na zachodzie Europy. Strefy „no go” i inne tego typu zjawiska.

    Odpowiedz do tego komentarza
    • Radosław S. Czarnecki 11:57, Kwi 16, 2017

      Zbankrutowaly na razie co nie oznacza że na zawsze. „Destrukcja obozu komunistycznego to upadek zlych odpowiedzi. Dobre pytania pozostaly aktualne” (Meksakanin, Octavio Paz, literacki Nobel w 1990 roku)

      Odpowiedz do tego komentarza
      • ekonomista 16:23, Kwi 17, 2017

        Upadły złe odpowiedzi, bo oparte były na złych założeniach. W XIX w. pewnie sam bym został marksistą, ale przy współczesnej wiedzy to ideologia ta jest po prostu skompromitowana.

        Odpowiedz do tego komentarza
  3. TadeuszK. 11:32, Kwi 15, 2017

    Uniwersalizm brodacza z Trewiru nadal aktualny, tylko trzeba małego niewielkiego wysiłku umysłowego aby interpretować Jego dzisiaj. A to niestety (wysiłek) dzisiaj w głębokim deficycie.

    Odpowiedz do tego komentarza
*/

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Dr hab. Jarosław Flis: Ograniczenie kadencji prezydentów miast to nie jest dobry pomysł

Odwiedź nas

twitter