Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Prof. Szarfenberg: Przed 500+ wydatki na politykę rodzinną w Polsce należały do najniższych w Europie

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Prof. Szarfenberg: Przed 500+ wydatki na politykę rodzinną w Polsce należały do najniższych w Europie

O programie „Rodzina 500 plus” z dr hab., prof. UW Ryszardem  Szarfenbergiem rozmawia Marek Nowak.

Od uruchomienia w kwietniu 2016 roku flagowego programu rządu Beaty Szydło „Rodzina 500 plus” minęło już 9 ponad miesięcy. Jak ocenia Pan funkcjonowanie programu?

Wdrożenie przebiegało inaczej niż zwykle, gdy wprowadzano nowe świadczenia pieniężne. Pierwszy raz rząd zadbał o to, aby wszystkie rodziny dowiedziały się o świadczeniu. Uruchomiono prawdziwą kampanię promocyjną. Ułatwiano też składanie wniosków w nowatorski sposób przez e-bankowość. Głośniejsze problemy z wdrażaniem, np. komornicy zajmujący konta z 500+, sądy rodzinne niepodwyższające alimentów ze względu na 500+, szybko rozwiązywano.

Ocena 500+ po krótkim okresie realizacji napotyka na liczne problemy. Po pierwsze, program nie ma jednego celu, ale co najmniej dwa: zwiększanie dzietności, ograniczanie ubóstwa dzieci. Mówi się też o celu politycznym. Po drugie, nie ma jeszcze danych z badań budżetów gospodarstw domowych, dochodów i warunków życia GUS oraz danych dotyczących dzietności za 2016 r. Nawet jeżeli wszystkie potrzebne dane za 2016 będziemy mieli, to i tak pierwszym rokiem pełnego funkcjonowania będzie rok bieżący. Po trzecie, jest to tylko część większej całości, poprzedni rząd wprowadził również kilka nowych rozwiązań do świadczeń rodzinnych, np. świadczenie rodzicielskie tzw. kosiniakowe, zasada złotówka za złotówkę, zwrotna ulga na dzieci. Reformy upowszechniające dostępność opieki nad dziećmi do lat trzech i opieki przedszkolnej również były podejmowane w ostatnich kilku latach.

Ogólnie mówiąc wydatki Polski na politykę rodzinną były jednymi z niższych w Europie. Ponadto skuteczność świadczeń rodzinnych w ograniczaniu ubóstwa dzieci i rekompensowaniu kosztów ich wychowania była niska. Możemy więc przewidywać, że Polska przesunie się bliżej średniej UE w wydatkach na tę politykę oraz w osiąganiu podstawowych celów świadczeń rodzinnych.

W programie główny nacisk został położony na kryterium demograficzne i faktycznie pierwsze efekty w postaci wzrostu liczby urodzeń w 2016 roku (jak podaje Narodowy Fundusz Zdrowia w okresie od kwietnia do październik 2016 roku wzrost urodzeń wyniósł 9,5 tys.) mogą dostarczać argumentów jego zwolennikom. Czy jednak sądzi Pan, że program „Rodzina 500 plus” w długim okresie będzie ratunkiem dla polskiej demografii?

Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że dzietność spada na całym świecie przy ogólnym wzroście poziomu edukacji i zamożności. Zjawisko to może być różnice oceniane. Globalnie rzecz ujmując bardzo obawiano się problemów związanych z tzw. eksplozją demograficzną, np. wyczerpywanie się zasobów naturalnych przy ciągle zwiększających się potrzebach rosnącej ludności. Spadek dzietności w krajach zamożnych, ale też w biedniejszych, oddalił te obawy, chociaż ludność świata nadal rośnie.

Typowa dyskusja koncentruje się na ludności w jednym państwie. Hasła takie jak „katastrofa demograficzna”, czy „Polska wymiera” są popularne w mediach. Pojawiały się one do tej pory głównie jako uzasadnienie dla reformy ubezpieczenia emerytalnego. Dostosowanie go do starzenia się społeczeństwa to jednak nie oddziaływanie na przyczyny, wśród których jest spadająca dzietność.

Z badań w niektórych krajach z bardzo niskim wskaźnikiem dzietności (Singapur) wynika, że przyczynami niskiej dzietności mogą być przede wszystkim wiek zawierania małżeństwa przez kobietę (im później tym mniejsza dzietność), dochód rodziny (wraz ze wzrostem dochodu dzietność najpierw maleje, a później rośnie), dzietność rodzeństwa małżonków (jeżeli rodzeństwo ma więcej dzieci, to małżonkowie również). 500+ wpływa na dochody rodzin, ale w przywołanym badaniu dochód, od którego zaczynała rosnąć dzietność był cztery razy wyższy niż mediana, a więc bardzo wysoki.

Gdy badany jest wpływ świadczeń pieniężnych na dzietność w różnych krajach, wyniki wskazują, że jest on pozytywny. Szczególnie gdy wsparcie dochodowe jest obecne w kolejnych latach po urodzeniu dziecka i połączone z dostępną opieką żłobkową dla dzieci poniżej lat 3. Mniejsze znaczenie mają urlopy i świadczenia wypłacane z tytułu urodzenia.

W Polsce badano opinie kobiet i mężczyzn, którzy rezygnowali z posiadania dzieci (zarówno bezdzietnych, jak i z dziećmi). Wśród powodów najczęściej wskazywano trudne warunki bytowe, niepewną przyszłość, wysokie koszty wychowania, trudne warunki mieszkaniowe, trudność godzenia pracy z rodzicielstwem, brak partnera lub partnerki. Gdyby te deklaracje uznać za główne przyczyny niskiej dzietności, to 500+ odpowiada na niektóre z nich, w szczególności dotyczy to trudnych warunków bytowych i wysokich kosztów wychowania. Pytanie tylko, czy jest to świadczenie wystarczająco wysokie i trwałe, aby rodziny doszły do wniosku, że ich warunki bytowe są już dobre, a koszty wychowania zasadniczo zmniejszone.

Ocenianie wyników demograficznych 500+ po tym, że wzrosła liczba urodzeń jest przedwczesne. Najważniejszym wskaźnikiem jest współczynnik dzietności, czyli w uproszczeniu przeciętna liczba dzieci na kobietę w wieku rozrodczym. Zanim w roczniku demograficznym pojawi się ta liczba za 2016 r. musi upłynąć trochę czasu. Wpływ 500+ na dzietność może być też odłożony w czasie, czyli dopiero w 2017 lub 2018 może się ujawnić w pełni. Później może być już mniejszy, gdy ludzie przyzwyczają się do tego świadczenia. Z badań w Kanadzie wiadomo, że nowe świadczenie może wpłynąć przyspieszająco na decyzje prokreacyjne, które i tak by zapadły. Trzeba to brać pod uwagę przy ocenie wpływu 500+. Tylko te decyzje, które by nie zostały podjęte, gdyby nie 500+ powinny być uwzględnione do oceny jego demograficznej skuteczności.

W niewielkich badaniach opinii rodzin otrzymujących 500+ na Śląsku pytano, czy świadczenie przełoży się na ich plany zwiększenia dzietności. Większość ankietowanych odpowiedziała, że zdecydowanie nie (54%) lub raczej nie (34%). Tylko 6% stwierdziło, że raczej tak.

Wielu ekspertów zwraca uwagę, że największym osiągnięciem programu będzie wyciągnięcie ludzi z skrajnej nędzy. W jednym z wywiadów wspominał Pan, że program może wyciągnąć z biedy 1,5 mln Polaków. Jak z perspektywy czasu ocenia Pan „500 plus” w tym kontekście?

Na razie mamy wyłącznie szacunki oparte na kilku modelach mikrosymulacyjnych. Wynika z nich, że ubóstwo statystyczne ogółem i ubóstwo dzieci (relatywne i skrajne) może się zmniejszyć o kilkadziesiąt procent (od 50% do nawet ponad 90%). Polska należała do niedawna do krajów, w których najbardziej zagrożone ubóstwem były rodziny wielodzietne. Po wprowadzeniu 500+ są duże szanse na zmianę tej sytuacji.

Próby podważenia powyższego wniosku opierają się na kilku argumentach. Skoro nie ma jeszcze wyników badań budżetów rodzin GUS za 2016, to nic nie można powiedzieć o wpływie 500+ na ubóstwo. Twierdzenie to wynika z niezrozumienia na czym polegają modele mikrosymulacyjne. Niektórzy twierdzą, że nowe świadczenie pieniężne albo nic nie zmieni w sytuacji ubóstwa, w szczególności dzieci, albo będzie je nawet utrwalało. W badaniach statystycznych zakłada się, że zwiększony dochód dzielony jest równo w rodzinie, więc nie da się bezpośrednio uchwycić wpływu na poszczególne osoby. Trwałość ubóstwa można badać, ale wymaga to danych z kilku lat.

Kolejny argument nie kwestionuje wpływu na ubóstwo, ale wskazuje, że jego zmniejszenie mogłoby być jeszcze większe, gdyby inaczej zaprojektować świadczenie. Skoncentrowanie świadczeń w dolnej części rozkładu dochodów zapewne bardziej zmniejszyłoby ubóstwo i wyrównało dochody między rodzinami. Wymagałoby to jednak stosowania kryteriów dochodowych nie tylko na pierwsze dziecko.

Jakie są Pana zdaniem największe plusy „500 plus”?

Program kończy okres ogólnego niedofinansowania części polityki rodzinnej w Polsce, a mianowicie tej, która opiera się na świadczeniach pieniężnych

Spodziewane zmniejszenie ubóstwa ogółem, ubóstwa dzieci oraz zmniejszenie nierówności dochodowych.

Aktywna promocja 500+, która przeciwdziała problemowi niekorzystania ze świadczeń przez uprawnione rodziny.

Wykorzystanie rozwiązań bankowości elektronicznej do aplikowania o świadczenie.

Powszechność świadczenia dla drugiego i kolejnych dzieci.

A największe minusy? Czy w jakiś swoich aspektach program wymaga poprawy?

Wykluczenie części niezamożnych rodzin z jednym dzieckiem, co przy wypłacaniu świadczeń dla rodzin zamożnych z wieloma dziećmi wydaje się być niesprawiedliwe. Kryterium odpowiada też za jeden z potencjalnych skutków ubocznych, a mianowicie rezygnację z pracy, głównie wśród kobiet. Rozwiązaniem jest usunięcie kryterium dla pierwszego dziecka.

Dochód z 500+ nie wlicza się do dochodu, który uprawnia do zasiłków z pomocy społecznej. Gdyby się wliczał, wówczas problemy socjalne dzieci w Polsce byłyby rozwiązywane wyłącznie przez świadczenia rodzinne i 500+.

Brak koordynacji ze świadczeniami rodzinnymi. Możliwym rozwiązaniem jest przekierowanie środków ze świadczeń rodzinnych na 500+, co też umożliwiłoby zniesienie kryterium dochodowego na pierwsze dziecko.

Uwikłanie w polityczny konflikt między rządem i opozycją sprawia, że trudno jest prowadzić merytoryczną dyskusję o mocnych i słabych stronach 500+ i zastanawiać się nad ewentualnymi dalszymi reformami.

Niewątpliwą zaletą 500 plus jest fakt, że program ten zasadniczo zmienia postrzeganie gospodarki i ekonomii. Czy wobec tego nie warto na poważnie rozpocząć w Polsce dyskusje o Powszechnym Dochodzie Gwarantowanym? 500 plus można traktować jako jego cząstkowy pilotaż.

Wątpię, aby świadczenie 500+ zasadniczo coś zmieniało w postrzeganiu gospodarki i ekonomii. To, że świadczenia pieniężne ograniczają ubóstwo ekonomiczne jest oczywistością. Definiuje się je bowiem jako niezaspokojenie potrzeb z powodu niedostatecznego dochodu. Odpowiedni wzrost dochodu powoduje więc zmniejszenie ubóstwa.

Czy 500+ wnosi coś nowego? Przede wszystkim zaskakująca była skala w stosunku do dotychczasowych wydatków na świadczenia rodzinne i z pomocy społecznej. W 2015 r. wydatki na te świadczenia wynosiły ponad 45 miliardów, a wydatki na samo 500+ w 2017 to będzie ponad 23 miliardy, czyli mamy wzrost o 51%. Mniejszą nowością jest zastosowanie zasady powszechności, którą znamy już z becikowego (poprzedni rząd wprowadził jednak kryterium zamożności). W odróżnieniu od becikowego i kosiniakowego jest to świadczenie długoterminowe. Nowością jest też hybrydowość – kryterium ubóstwa na pierwsze dziecko to oznaka selektywności, ale wszystkie pozostałe dzieci otrzymują 500+ bez kryterium. W praktyce oznacza to jednak, że ponad 3 miliony dzieci nie ma dostępu do tego świadczenia.

Głównym adresatem dochodu podstawowego będą osoby dorosłe, na dzieci przewiduje się zwykle połowę, np. 1000 zł dochodu podstawowego dla dorosłych i 500 zł dla dzieci. To co łączy 500+ z tą ideą, to powszechność od drugiego dziecka, a więc świadczenie nie zależy od dochodu. Nie ma też żadnych wymogów związanych z pracą rodziców.

Dziękuję za rozmowę.

Dr hab. Ryszard Szarfenberg jest profesorem nadzwyczajnym w Instytucie Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Polecamy jego stronę internetową, która dostępna jest TUTAJ 

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

4 komentarze/y

  1. Dominik Haska 12:33, Sty 23, 2017

    Każdy kto wysyła dzieci na zajęcia dodatkowe widzi jak się zwiększyło na nich obłożenie – ludzie na dzieciach nie oszczędzają i daje to dużo zarówno tym dzieciom, jak i gospodarce bo bardzo często są to wydatki na dobra/usługi wytwarzane w kraju.

    Odpowiedz do tego komentarza
  2. TadeuszK. 10:47, Sty 20, 2017

    Problemem nie jest kupowanie słodyczy zabawek, chipsów, lodów. To jest proste spełnienie niedostępnych do niedawna dóbr. To z czasem minie, problemem jest redystrybucja środków na drugie dziecko wszystkim. Dla wielu rodzin zamożny 500+ przeznaczane jest na przysłowiowe waciki dla zony lub pewnie nie tak często inwestowanie w dziecko w naukę języka czy też poszerzanie innych zdolności. Matki samotnie wychowujące jedno dziecko 500+ omija. Przykładowo przedsiębiorca mający 4 dzieci ,bo go na to stać. Co miesiąc zgarnia 1500 zł . W tym przedsiębiorstwie zatrudniona jest samotna matka na najniższej krajowej dla której 500+ byłoby znaczącym wzmocnieniem domowego budżetu. Ale nie dostanie. za to przedsiębiorca ma nieomal za darmo pracownika. To są patologie tego systemu,produkujące nierówności między dziećmi. To trzeba zmienić, bo wiara w zwiększenie dzietności z tytułu 500 + trzeba między bajki włożyć. To jest program socjalny i dane statystyczne potwierdzają, że ubóstwo wielodzietnych rodzin zdecydowanie się zmniejszyło.

    Odpowiedz do tego komentarza
    • klakson 22:55, Sty 25, 2017

      Przedsiębiorca „zgarnia”. Nie no super. A może trochę szacunku do przedsiębiorcy, który wali podatki w ten system? I zatrudnia tę samotną matkę?

      Odpowiedz do tego komentarza
  3. szenio 00:53, Sty 20, 2017

    500+ to dla mnie bezsensowne rozdawnictwo kasy. Łatwo przyszło, łatwo poszło.Więcej kupuje się słodyczy, zabawek, chipsów, lodów- Paranoja.Nie inwestuje się w dzieci, w naukę, tylko w żarcie, ciuchy i w inne duperele.Rodzice winni pracować na swoje dzieci, a nie czekac na darmochę.

    Odpowiedz do tego komentarza
*/

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Dr hab. Jarosław Flis: Ograniczenie kadencji prezydentów miast to nie jest dobry pomysł

Odwiedź nas

twitter