Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Sosnowiec: Zbrodnie „Łupaszki” – czyli historyczne korepetycje dla prezydenta miasta

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Sosnowiec: Zbrodnie „Łupaszki” – czyli historyczne korepetycje dla prezydenta miasta

Partia Razem pod sosnowieckim magistratem przypomniała zbrodnie Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” i zażądała, aby prezydent i urząd zaprzestali upamiętniania osób, które dopuściły się zbrodni wojennych.

Akcja odnosiła się do udziału prezydenta Sosnowca Arkadiusza Chęcińskiego w biegu „Tropem Wilczym” w koszulce z wizerunkiem „Łupaszki”.

Partia Razem:

Odczytałyśmy i odczytaliśmy fragmenty publikacji Glinciszki i Dubinki autorstwa Pawła Rokickiego, historyka Instytutu Pamięci Narodowej oraz Białej Księgi w obronie Armii Krajowej na Wileńszczyźnie Romana Korab-Żebryka. Usłyszeć można było opisy zbrodni na cywilach, głównie kobietach i dzieciach, dokonywanych przez 5. brygadę AK z rozkazu Zygmunta Szendzielarza.

Przytaczane przez Razem ustalenia Instytutu Pamięci Narodowej mówią między innymi o tym, że „Łupaszka” swoich zbrodni dokonał „łamiąc wyraźny rozkaz Komendanta Okręgu Wileńskiego AK”, nie pozostawiały także wątpliwości co do tego, że „śmierć policjantów była jedynie pobocznym epizodem, a głównym celem akcji odwetowej stały się masowe egzekucje cywilów”.

Głos zabrał Maciej Konieczny z Zarządu Krajowego partii Razem: „W najnowszej historii Polski nie brakuje niezłomnych, walczących konsekwentnie z hitlerowskim i stalinowskim złem, ludzi takich jak Kazimierz Pużak, Antoni Pajdak czy rotmistrz Pilecki. Tymczasem w ostatnich latach pamięć o tych bohaterach wyblakła. Zamiast nich czci się watażków odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne. Koszmarna manipulacja związana z kultem tzw. wyklętych polega na tym, że skrajna prawica, zasłaniając się prawdziwymi bohaterami, przemyca kult najgorszych szumowin. Udają, że chodzi im o wolną Polskę, a w praktyce chwalą nienawiść do mniejszości narodowych, czystki etniczne i mordy na dzieciach. Niestety ten manewr doskonale działa. W uroczystościach upamiętniających postaci pokroju Burego, Łupaszki czy Ognia oczestniczą przedstawiciele najwyższych władz i samorządów”.

Łukasz Wolny z sosnowieckiego Razem oskarżył prezydenta o promowanie kultu zbrodniarzy kosztem prawdziwych bohaterów: „Dziś prezydent Chęciński biega po ulicach Sosnowca w koszulce z Łupaszką, kto wie czy jutro nie zdecyduje, aby także same ulice, ronda i place nosiły miano zbrodniarzy pokroju Łupaszki, Burego czy podhalańskiego ubeka Ognia. Szkoda, że prawdziwi bohaterowie tacy jak Kazimierz Pużak, Wanda Krahelska czy Irena Sendler nie mogą doczekać się w Sosnowcu godnego upamiętnienia”.

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

18 komentarze/y

  1. Józef 23:44, Mar 11, 2017

    Z pewnością to, co piszę może być dla wielu nie zrozumiałe- z tej prostej przyczyny, że od 25 lat historia – zwłaszcza lansowana przez IPN obsadzony Ukraińcami – jest fałszowana i w mediach i w szkołach. Ustanawianie święta 1 marca dla tzw. „Wyklętych”, było głupotą polityczną, albo świadomym działaniem nienawiści do PRL. Bandytów, którzy walczyli w Polsce po wojnie, na rozkazy CIA cy emigracyjnego rządu, nie można zaliczać do bohaterów. Proszę popatrzeć: po ludobójstwie, dokonanym przez UPA na Wołyniu, ci przeklęci, a nie wyklęci, potrafili dogadać się z UPA i zabijać tych, którzy po wojnie stanęli do odbudowy kraju. http://www.historycy.org/index.php?showtopic=33151

    Odpowiedz do tego komentarza
    • ratio_discessit 20:55, Mar 12, 2017

      Chyba coś się Panu pomieszało. Żołnierze wyklęci raczej nie walczyli z murarzami, tylko z UB i NKWD, które zdecydowanie nie zajmowały się odbudową kraju, tylko jego zniewoleniem. Współpraca z UPA była ograniczona i sprowadzała się co najwyżej do lokalnych rozejmów. Kontrowersje może budzić w zasadzie tylko akcja w Chrubieszowie, ale jak by miał Pan brata, albo kolegę z oddziału w katowni UB, to może jednak miał by Pan inne zdanie na ten temat.

      Odpowiedz do tego komentarza
  2. Józef 23:24, Mar 11, 2017

    Proponuję Państwu poczytać cenny wywiad dziennikarza z Synem Pana rtm Witolda Pileckiego – Andrzejem. To jest kultura skrzywdzonego człowieka, że nie kieruje się nienawiścią: ma zimną głowę, gorące serce i czyste ręce. Jest takim samym patriotą Polski jak jego ojciec – ofiara polityki polskiego emigracyjnego rządu w Londynie, tchórzy, którzy tam schronili się, a naród opuścili na pastwę losu. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/andrzej-pilecki-moj-ojciec-byl-calkowicie-apolityczny-dla-niego-najwazniejsza-byla-wywiad/e1tmhdr

    Odpowiedz do tego komentarza
  3. Józef 23:07, Mar 11, 2017

    KOCHANI DYSKUTANCI Dzisiaj w Warszawie, na Żoliborzu postawiono pomnik ku czci rtm Witolda Pileckiego. http://warszawa.onet.pl/pomnik-rotmistrza-pileckiego-juz-stoi-w-warszawie/n0clwmb Przy tej okazji i Dnia „Wyklętych” – kilka słów. .W zapisywaniu i utrwalaniu najnowszej historii Polski, jest dużo niezrozumienia. Spraw przeszłości nie można rozpatrywać tylko dzisiejszymi sytuacjami i racjami. Dzisiaj bowiem potępia się wszystko, co było w PRL, a z ludzi, którzy ją budowali, robi się potwory zjadające żywcem innych. Różne osoby, które dla Polski niczego nie zrobiły, posługuję się rtm. Witoldem Pileckim, jak powrozem do wieszania innych, przede wszystkim tzw. „komunę”, której w Polsce nigdy nie było. Pan rtm Witold Pilecki był patriotą i tego nikt nie kwestionuje. Błąd polegał na tym, iż robił to, co mu kazał rząd emigracyjny w Londynie. Ten rząd, był jednak haniebnym i zbrodniczym, bo nie dość, że po tchórzowsku uciekł z kraju, to działał wbrew narodowi i Aliantom. Wywołał – wbrew logice – powstanie warszawskie, którego tragiczne skutki są znane. Dlatego też Alianci nie uznali go i cofnęli mu akredytacje, a uznali Rząd Jedności Narodowej, powołany w kraju.
    Rząd emigracyjny – nie licząc się ze skutkami – utworzył w kraju nielegalne organizacje: NIE, W i N , NSZ, NOW i kazał rtm Witoldowi Pileckiemu walczyć z Nową Polską, uznaną przez ONZ i mocarstwa zachodnie. I za to właśnie został aresztowany i skazany, że działał wbrew obowiązującemu wówczas prawu w Polsce, a nie za to, że był w AK czy W i N. Nie wmawiajcie więc ludziom na siłę, że rtm Witolda Pileckiego zastrzelił UB, bo wyrok wydał Sąd, podległy Ministerstwu Sprawiedliwości. W więzieniu, gdzie siedział, wyrok wykonywali strażnicy, którzy też podlegali nie pod MBP, a pod Ministerstwo Sprawiedliwości. Przy wykonywaniu wyroku był obecny Prokurator, który oskarżał i odczytywał wyrok, był obecny przedstawiciel więzienia, klawisz, który wykonywał wyrok i lekarz więzienny, który stwierdzał zgon. Z wykonania wyroku sporządzony był Protokół, który podpisywał Prokurator, Lekarz więzienny i przedstawiciel kierownictwa więzienia. Protokół był włożony do koperty, którą zamknięto, zalakowano i dołączono do akt sądowych skazanego. Takie były procedury, z którymi UB nie miał nic wspólnego – po przekazaniu sprawy i podejrzanego do dyspozycji Prokuratury Wojskowej.
    Kto zna prawo, to wie, co czeka człowieka działającego w brew prawu. A jakie prawo w Polsce po wojnie miało obowiązywać? Emigracyjnego rządu, któremu cofnięto akredytacje, czy rządowi Jedności Narodowej, uznanemu przez Aliantów II wojny światowej i ONZ? Rozdmuchiwanie cały czas sprawy rtm. Witolda Pileckiego i IV Komendy W i N, to niegodziwe nadużycie. Dla mnie bohaterami są wszyscy, którzy w czasie okupacji walczyli z hitleryzmem. Ci natomiast, którzy w wyzwolonym kraju, czy to zbrojnie działali przeciwko Nowej Polsce czy w podziemiu, to są ofiary emigracyjnego rządu polskiego w Londynie, który – dla swoich interesów – wywołał w kraju wojnę domową i przyczynił się do śmierć takich patriotów, jak rtm. Witold Pilecki i inni. TO SĄ OFIARY NIE UB I PRL – JAK SIĘ PISZE – A OFIARY RZĄDU EMIGRACYJNEGO W LONDYNIE, KTÓRY NAWOŁYWAŁ DO WALKI.
    WŚRÓD „WYKLĘTYCH” BYLI MORDERCY, KTÓRZY BEZLITOŚNIE MORDOWALI NIEWINNYCH LUDZI I TRZEBA ICH ODDZIELIĆ OD NAIWNYCH, KTÓRZY CZEKALI NA III WOJNĘ ŚWIATOWĄ.

    Odpowiedz do tego komentarza
    • ratio_discessit 20:45, Mar 12, 2017

      „Nie wmawiajcie więc ludziom na siłę, że rtm Witolda Pileckiego zastrzelił UB, bo wyrok wydał Sąd, podległy Ministerstwu Sprawiedliwości. W więzieniu, gdzie siedział, wyrok wykonywali strażnicy, którzy też podlegali nie pod MBP, a pod Ministerstwo Sprawiedliwości. Przy wykonywaniu wyroku był obecny Prokurator, który oskarżał i odczytywał wyrok, był obecny przedstawiciel więzienia, klawisz, który wykonywał wyrok i lekarz więzienny, który stwierdzał zgon. Z wykonania wyroku sporządzony był Protokół, który podpisywał Prokurator, Lekarz więzienny i przedstawiciel kierownictwa więzienia. Protokół był włożony do koperty, którą zamknięto, zalakowano i dołączono do akt sądowych skazanego. Takie były procedury, z którymi UB nie miał nic wspólnego – po przekazaniu sprawy i podejrzanego do dyspozycji Prokuratury Wojskowej.”
      -czy Pan naprawdę wierzy w to co pisze? Aż się wierzyć nie chce? Co za różnica czy była to zbrodnia jakiegoś UBeka, czy morderstwo sądowe? Cała bezpieka i wymiar „sprawiedliwości” były mocno zsowietyzowane i działały jak okupant i jego kolaboranci, a nie urzędy Państwowe. Jakoś o torturach i fałszerstwach wyborczych to już Pan nie raczył wspomnieć.

      Odpowiedz do tego komentarza
  4. MARCIN 11:41, Mar 09, 2017

    Co zaś do rtm.Pileckiego to jego słowa świadczą o tym że przeszedł ciężkie chwile,nikt tego nie neguje.
    Ale to że UB stosowało brutalne metody,nie świadczy że Gestapo było „łagodniejsze”.To była by uogólniająca nadinterpretacja słów rotmistrza.

    Odpowiedz do tego komentarza
  5. MARCIN 11:25, Mar 09, 2017

    Twierdzenie że UB było brutalniejsze od Gestapo jest nadużyciem,Czy naprawdę Więzienie mokotowskie było gorsze od KZ Auschwitz, od Bloku Śmierci.Czy SS-untersturmfuhrer Max Grabner, sadystyczny szef obozowego Gestapo który szczuł torturowanych psem,wyrywał paznokcie,przypalał palnikiem, przepuszczał przez tzw. szlauch,jednego dnia potrafił skazać na śmierć 200 osób.

    sadyści z SS- KZ AUSCHWITZ
    Gerhard Palitzsch
    Dopuszczał się bestialstw, z gwałtami na więźniarkach włącznie.
    Oswald Kaduk
    Zyskał ponurą sławę za sprawą wymyślnych tortur.
    Stefan Baretzkiprzechadzał się po obozie z kijem, którym okładał kogo chciał, bez względu na wiek czy płeć, nawet matki i ich małe dzieci,. Potrafił zakatować tym kawałkiem drewna na śmierć.

    A sadystyczny szef zmiany na Pawiaku SS-scharfuhrer Franz Burkl, który topił i wieszał swoje ofiary, szczuł owczarkiem niemieckim nagich wieźniów,organizował biegi po rozżarzonym żużlu
    Aleksander Weissberg-Cybulski trafnie analizuje różnice między funkcjonariuszami SS,Gestapo a tymi z NKWD.

    Odpowiedz do tego komentarza
    • Truth_hurts 17:13, Mar 10, 2017

      „Chodzimy po trupach – mówi 78-letnia Dorota Boreczek, była więźniarka Zgody. Idziemy wzdłuż ul. Wojska Polskiego w Świętochłowicach. W tym miejscu w czasie wojny znajdował się nazistowski obóz koncentracyjny Eintrachthütte, filia KL Auschwitz, a potem, w 1945 r., powstał komunistyczny obóz pracy, filia łagru w Jaworznie. Pani Boreczek nazywa go polskim obozem koncentracyjnym. – Naziści w ciągu dwóch lat wojny wymordowali tu około 400 osób. Komunistom wystarczyło 10 miesięcy na zabicie ponad 2 tysięcy więźniów – mówi Dorota Boreczek. reklama Jesteśmy na dawnym miejscu kaźni. Po zbrodniach sprzed 64 lat ani śladu. Po jednej stronie jezdni niewielkie zakłady produkcyjne, po drugiej ogródki działkowe i placyk zabaw. Dorota Boreczek prawie wykrzykuje swoją bolesną opowieść, bo w okolicy gwar, głównie ze względu na znaczny ruch samochodów. Tuż przed wyzwoleniem przez Sowietów Górnego Śląska spod okupacji hitlerowskiej Niemcy zlikwidowali obóz. Za okupacji nazistowskiej rządzili nim SS-Hauptscharführer Josef Remme-le, a potem SS-Hauptscharführer Wilhelm Gehring. Obóz składał się z drewnianych baraków dla więźniów. Tylko barak administracyjny był murowany. Teren ogrodzony był podwójnym drutem kolczastym pod napięciem, a przestrzeń między drutami wynosiła 1,5 metra i była wysypana piaskiem. Obóz oświetlało 10 reflektorów, a w rogach stały wieże wartownicze. Gotową infrastrukturę już w lutym 1945 r. wykorzystali komuniści, urządzając w tym miejscu obóz pracy przymusowej, podległy Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Pod komendanturą Salomona Morela, okrutnego strażnika więziennego (oskarżonego w 1996 r. o ludobójstwo) obóz pracy szybko przekształcił się w obóz zagłady. Działał on do listopada 1945 r. Po wojnie więzionych w nim było od 6 do 10 tys. osób. Oficjalnie mówi się o 1855, które zginęły w Zgodzie z głodu, chorób lub przez rozstrzelanie. Nieoficjalnie liczbę ofiar szacuje się na 2,5 tys. Urząd Bezpieczeństwa, milicja i NKWD więziły w nim przedstawicieli 13 narodowości. Najwięcej Niemców i Ślązaków podejrzanych o kolaborację, za podpisanie volkslisty, nie umiejących mówić po polsku, sprzeciwiających się nowemu ustrojowi.
      – Nigdy nie dowiedziałam się, za co zostałam aresztowana. Nie donosiłam, nie współpracowałam z nazistami. Kiedy w 1991 roku w sądzie w Bytomiu zapytałam: „Za co?”, nazwano mnie wariatką – mówi Dorota Boreczek. – W wieku 14 lat zostałam w obozie opiekunką mojej zgwałconej i skatowanej matki. Wyszłam stamtąd jako staruszka – opowiada. – To było piekło. Wszy, szczury, pluskwy, tyfus, czerwonka, głód. reklama Ludzie z wycieńczenia padali na ziemię i marli, byli katowani i głodzeni. W Zgodzie nie było bohaterów. Pamiętam kobietę, która umierała przed barakiem. Rzucili się na nią, zdzierali z niej ubrania, a ona żyła i błagała: „Pozwólcie mi umrzeć”. To było zezwierzęcenie. Kiedy zachorowałam, jakaś kobieta przygarnęła mnie pod swój koc. Gdy odzyskałam przytomność, ona nie żyła, a ja byłam szczęśliwa, że mam coś do przykrycia. Dorota Boreczek przetrwała. Z konającą matką dotarła do domu babki w Katowicach. Obóz był dla niej początkiem późniejszej gehenny. Była wzywana i wielokrotnie przesłuchiwana przez ubeków. W latach 70. wyjechała do Niemiec. Dostała zakaz powrotu do kraju…”
      Dziennik Zachodni

      Odpowiedz do tego komentarza
  6. MARCIN 16:34, Mar 08, 2017

    z raportu Delegatury Rządu na Kraj
    Metody Gestapo

    „Aby wymusić zeznania osadzonych poddawano przesłuchiwaniom z zastosowaniem wymyślnych tortur – bicia (pałką, pejczem, gumą, żelaznymi drągami, kolbami pistoletów), kopania, szczucia psami, przypalania papierosami lub żelaznym prętem (szczególnie twarzy, pięt i jamy brzusznej), miażdżenia palców i genitaliów, wieszania na skutych z tyłu rękach (tzw. słupek), łamania kości, wybijania przednich zębów, uszkadzania gałek ocznych, duszenia maską przeciwgazową z uszkodzonym pochłaniaczem, drażnienia prądem elektrycznym, wlewania wody do nosa przy zakneblowanych ustach, zanurzania głowy więźnia w wiadrze z wodą i trzymanie jej tam aż do wystąpienia objawów uduszenia, wyrywania paznokci oraz wbijania pod nie stalowych igieł.

    W celu psychicznego złamania więźniów i skłonienia ich do zeznań torturowano na ich oczach ich najbliższych”

    za wikipedią
    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/7e/Report_of_the_Polish_Underground_State_about_German_atrocities_in_occupied_Poland_03.jpg

    Odpowiedz do tego komentarza
    • ratio_discessit 10:20, Mar 09, 2017

      No proszę, widać na kim wzorowało się UB. Metody zwalczania polskich patriotów jak widać te same, chociaż żołnierze AK represjonowani po wojnie przyznawali funkcjonariuszom UB większą „skuteczność”. Cytując Rotmistrza Pileckiego „Oświęcim to była igraszka” Te słowa wypowiedział do żony w trakcie widzenia rotmistrz Witold Pilecki n/t przesłuchań w śledztwie w ubeckiej katowni na Mokotowie.

      PS Ale w sumie co się dziwić, wielu UBeków działało wcześniej w GL i mieli na koncie współpracę z Gestapo w walce z AK :(

      Odpowiedz do tego komentarza
  7. Truth_hurts 11:34, Mar 08, 2017

    Szanowne OSOBNO,
    czemu mijacie się z prawdą?

    Major Łupaszko nie brał udziału w akcji odwetowej na ufortyfikowaną wieś Dubinki, gdzie znajdowały się osoby odpowiedzialne za masakrę polskiej wsi Glinciszki, a oskarżanie go o to że kazał zabijać cywilów jest po prostu niegodne, bo takiego rozkazu po prostu nie było.

    Jeżeli natomiast chodzi o porucznika Kurasia to nie objął on funkcji komendanta UB w Nowym Targu, bowiem dowiedział się że lokalne władze komunistyczne go zdradziły i kazały aresztować, natomiast wcześnie współpracował z Armią Czerwoną, organizował MO, więc jak by nie fałsz działaczy PPR to mógłby być dzisiaj bohaterem partii Razem, która mogła by wtedy walczyć przeciwko dekomunizacji ulic jego imienia. Co za fałsz. Poza tym słusznie potępiając zbrodnie niektórych żołnierzy wyklętych RAZEM jednocześnie gloryfikuje Dąbrowszczaków, którzy również mają na sumieniu zbrodnie wojenne w Hiszpanii, a dowództwo dodatkowo będące agenturą sowiecką ma potem na sumieniu liczne zbrodnie komunistyczne, m.in. w UB, co przyczyniło się do stworzenia owych „żołnierzy wyklętych” przez terror stalinowski, więc zamiast dawać innym korepetycje historyczne politycy Razem sami powinni się dokształcić.

    „Do ulubionych argumentów obrońców Brygad Międzynarodowych należy twierdzenie, że ich członkowie ochotniczo stanęli do walki z zagrażającym Europie faszystowskim totalizmem. Ale problemem chyba nie jest to z kim, tylko o co walczyli i co sobą reprezentowali
    23 czerwca 1937 roku batalion im. gen. Jarosława Dąbrowskiego został przeformowany w międzynarodową 150 brygadę, w której skład wszedł m.in. batalion „polski” im. Palafoxa, złożony z Polaków, Hiszpanów, Ukraińców (oddzielna kompania im. T. Szewczenki) i Żydów (oddzielna kompania im. N. Botwina). Tekst z archiwum tygodnika Plus Minus Wiek XX był bowiem epoką dwóch zbrodniczych ideologii, które pochłonęły miliony ofiar. W latach 30. komunistów różniła od ich brunatnych pobratymców przede wszystkim zwartość szeregów w skali międzynarodowej i sprytniejsze metody działania, których pomysłodawcą był Józef Stalin. Z jego polecenia na VII Kongresie Kominternu (1935 r.) zakazano otwartego głoszenia hasła „zniszczenia burżuazyjnego świata” i zastosowano taktykę frontu ludowego. Tworzony wspólnie z innymi partiami i organizacjami klasycznej lewicy pod hasłami walki z faszyzmem i obrony demokracji miał radykalizować nastroje społeczne i krok za krokiem przybliżać komunistyczną rewolucję. Hasła obrony wolności i demokracji wysuwane przez komunistów były więc tylko oszustwem: ani swobody obywatelskie, ani demokracja nie miały dla nich żadnego znaczenia. Rezolucja Kominternu z 21 lipca 1935 r. nazywała rzeczy po imieniu: „Walka przeciwko faszyzmowi tylko w obronie demokracji nie wyrywa zła z korzeniami, nie zagradza drogi do nowego rozwinięcia w kierunku faszyzmu. (…) Tylko władza sowiecka jest dla ludzkości gwarancją zabezpieczającą od kolejnego powrotu barbarzyństwa, jakim jest reżim faszystowskiej przemocy. Tylko władza Sowietów usunie z drogi zgniłą burżuazję, otwierając przed ludzkością wrota do królestwa wolności”. Podobnie swoją walkę z faszyzmem pojmowali członkowie Brygad Międzynarodowych w Hiszpanii. Byli wiernymi żołnierzami Stalina gotowymi wykonać wszystkie jego rozkazy. W lutym 1939 r. Inicjatywna Grupa do spraw Polskich przy Kominternie kierowana przez byłego dowódcę XIII Brygady Międzynarodowej Bolesława Mołojca wydała „Biuletyn Informacyjny”, w którym powielała wszystkie frazesy sowieckiej propagandy. Nawet rozwiązanie KPP i masowe wyniszczenie jej przywódców określali jako cios zadany faszyzmowi. W kwestii swego światopoglądu jasno deklarowali: „Nie mamy partii w kraju, ale jesteśmy żołnierzami Wszechświatowej Komunistycznej Partii, na czele której stoi nasz wielki, nieugięty Dymitrow i z nami Stalin – epokowa postać, najwierniejszy nauczyciel marksizmu-leninizmu, mistrzowski budowniczy socjalizmu ZSRR, ostoja komunistycznego ruchu całego świata”. Żołnierze Brygad Międzynarodowych nie byli obrońcami hiszpańskiego republikanizmu. Został on bowiem zniszczony przez lewicowy radykalizm gwałtami, mordami i bezprecedensowymi w tej części Europy prześladowaniami religijnymi, przeciwko którym wybuchł bunt prawicy. Dąbrowszczacy nie bronili też niczyjej wolności. Byli jeźdźcami komunistycznej apokalipsy.
    Z perspektywy doświadczeń XX w. wydaje się, że powinniśmy w równy sposób traktować oba zbrodnicze totalitaryzmy – i komunizm, i faszyzm. Zwolennicy sowieckich łagrów nie zasługują na wiele więcej szacunku niż miłośnicy hitlerowskich obozów koncentracyjnych.
    „Patrioci”
    Jeden z opublikowanych apeli w obronie dąbrowszczaków wprost odwołuje się do polskiego patriotyzmu i hasła „Za wolność waszą i naszą”. Kłopot w tym, że komunistów w żaden sposób nie daje się powiązać z polskimi tradycjami niepodległościowymi. Wręcz przeciwnie: niemal przez całe 20-lecie nie ukrywali zdecydowanie wrogiego stosunku do II Rzeczypospolitej. Była ona dla nich kontrrewolucyjnym, sztucznym tworem traktatu wersalskiego, który należy zniszczyć wszelkimi dostępnymi metodami. Komunistyczna Partia Polski żądała oddania Kresów Wschodnich Rosji Sowieckiej, a Śląska, Pomorza i Wielkopolski – Niemcom. W 1933 r. KPP-owski „Nowy Przegląd” pisał: „Komunistyczna Partia Polski oświadcza obecnie po 11 latach okupacji polskiej na Górnym Śląsku wobec ludu górnośląskiego, wobec narodu całej Polski i Niemiec, wobec narodów całego świata? zwycięski proletariat polski po obaleniu panowania klasowego imperialistycznej burżuazji polskiej przekreśli wszystkie orzeczenia traktatu wersalskiego w stosunku do Górnego Śląska i do korytarza pomorskiego i zapewni ludności tych ziem prawo do samookreślenia aż do oderwania się od Polski”. Dokumenty zachowane w archiwach polskich i rosyjskich wskazują, że w latach hiszpańskiej wojny domowej znaczna część środowiska komunistycznego pałała nienawiścią do Polski. W sprawozdaniu dla Kominternu z wiosny 1940 r. Romana Szykier-Toruńczyk pisała o komitecie, który zajmował się przerzutem ochotników z Francjido Hiszpanii: „Uderzającą rzeczą w pracach komitetu hiszpańskiego było antymarksistowskie, szkodliwe, niemal szowinistyczne ujęcie spraw narodowych. (…) Zwłaszcza na odcinku żydowskim szowinizm narodowościowy przeszedł wszelkie granice. Wprowadzono jakieś rasistowskie normy w podejściu do ludzi. Na przykład ja nie miałam prawa pracować w polskim komitecie, ponieważ moi rodzice figurują w księgach wyznania mojżeszowego. (…) Kierownictwo żydowskiego komitetu hiszpańskiego, które w dużej części rekrutowało się z kierownictwa żydowskiej roboty [komunistycznej] w ogóle, krzewiło jakąś fizyczną wprost nienawiść do wszystkiego, co polskie. Język polski był znienawidzony i tępiony”. Nie inaczej pisał do Moskwy Bolesław Mołojec: „U żydowskich towarzyszy jest bałagan, który niechybnie wyjdzie na korzyść naszym wrogom (…) był na przykład prowadzony ordynarny bojkot tych żydowskich komunistów, którzy zupełnie nie znali języka żydowskiego i musieli zwracać się to towarzyszy po polsku”.
    Jeden z najbardziej znanych „hiszpanów” – Wacław Komar „Kucyk” – był w KPP specjalistą od wyroków partyjnych. O swej niezbyt skomplikowanej działalności politycznej pisał we wspomnieniach dla KC PZPR: „27 lipca 1926 wspólnie z Felkiem Dziobatym i Pikusiem zabiłem prowokatora Bednarza (…) 18 października 1926 zabiłem prowokatora Kostka. (…) W listopadzie 1926 r. tow. [Alfred] Lampe wysłał mnie z ramienia partii dla organizacji zabójstwa prowokatora w Zagłębiu Dąbrowskim (…) 10 maja zabiłem prowokatora Niewiarowskiego”. Po dokonaniu wspomnianych zabójstw „Kucyk” został przerzucony do ZSRR. Tu przeszedł stosowne przeszkolenie w Armii Czerwonej i OGPU/NKWD. Na początku lat 30. został przerzucony na robotę wojskową – czyli szpiegowską – do Niemiec i Polski. Dopiero potem trafił do Hiszpanii, a następnie do komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, w którym należał do grona najbardziej wpływowych i wyjątkowo nieciekawych postaci. Dziś „Gazeta Wyborcza” przedstawia „Kucyka” i jego współtowarzyszy jako godnych naśladowania bohaterów. Natomiast „Tygodnik Powszechny” staje w obronie przywilejów dla dąbrowszczaków, choć socjaliści i komuniści dokonali totalnego zniszczenia hiszpańskiego Kościoła, dewastując świątynie i eksterminując duchowieństwo.
    Idealiści i maruderzy
    Wielu spośród dąbrowszczaków z pewnością było zdyscyplinowanymi, ideowymi żołnierzami komunistycznej rewolucji. Ale byli i tacy, którzy do Hiszpanii trafili raczej przypadkiem, nie mogąc znaleźć miejsca w normalnym społeczeństwie, jak słynny po latach Stefan Kilanowicz vel Grzegorz Korczyński, który, popadając w ciągłe konflikty, nie mógł zagrzać miejsca w żadnej pracy. Kominternowcy brali do brygad kogo się dało i wszelkimi dostępnymi metodami. W 1940 r. wspomniana już Romana Szykier-Toruńczyk pisała: „Cały system werbunku Polaków do Hiszpanii polegał na ilościowym i efekciarskim mnożeniu liczby ochotników. Brano każdego, kto podszedł? podstępem i okłamywaniem, czczą obietnicą i argumentem pieniężnym usiłowano ściągać do Hiszpanii kandydatów na dąbrowszczaków. Werbowano przypadkowych ludzi pod polskim konsulatem. (…) w naszym wydawnictwie polskim „Dzienniku Ludowym” było ogłoszenie, że jest praca rolna dla Polaków. W lokalu dowiadywali się dopiero o tym, że tu nie o pracę, a o wyjazd do Hiszpanii chodzi. Sama byłam świadkiem tego jak Beger – aktywista w komitecie hiszpańskim, chwalił się jak to w genialny sposób namówił na wyjazd dwóch nierozłącznych przyjaciół. Oto w ostatniej chwili przed odjazdem pociągu poszedł do każdego z nich z wiadomością o tym, że drugi jedzie do Hiszpanii. „Jak ci nie wstyd, on jedzie, a ty nie? Nie wierzysz? Chodź na dworzec, a zobaczysz go”. No i za pomocą takich argumentów udało mu się zmobilizować nowych ochotników (…) niemal wyłączną zasługą polskiego komitetu hiszpańskiego było przedostawanie się do brygady elementów nieświadomych, lumpowskich, często wrogich, co jak wiadomo przysłużyło niemało szkód w Hiszpanii”. Andre Marty, jeden z twórców Brygad Międzynarodowych, także zgłaszał rozmaite zastrzeżenia: „do Hiszpanii obok wspaniałych bojowników – komunistów, socjalistów, antyfaszystów (…) zgłosiło się też wiele setek międzynarodowych kryminalistów. Niektórzy zajęli się tylko używaniem życia, nic nie robiąc ani nie walcząc, inni natomiast rozpoczęli od pierwszych dni okropną serię przestępstw? zniewoleń, gwałtów, zabójstw z czystego upodobania do perwersji, kradzieży, porwań itp.”.
    Były dąbrowszczak Artur Kowalski też nie wystawił Brygadom Międzynarodowym przesadnie budującego świadectwa: „Można tam było nabyć maszynki do golenia, mydło, słoiki z powidłami, lampki elektryczne, bieliznę pościelową, butelki wina, obrączki ślubne i bieliznę damską. (…) Skąd się wzięły wszystkie te cuda w okopach ochotników Brygady im. Jarosława Dąbrowskiego? Odpowiedź jestprosta? były to rzeczy wyszabrowane z ewakuowanych domów przyfrontowych miejscowości”. Brygady znane były z ekscesów, pełnego buty i pogardy stosunku do żołnierzy hiszpańskiej armii republikańskiej i ludności cywilnej. Pod tym względem znacznie lepszą opinię mieli ochotnicy z faszystowskich Włoch walczący po stronie gen. Franco.
    W obliczu wojny
    Po podpisaniu paktu z Hitlerem w 1939 r. Stalin nakazał odrzucenie niepotrzebnej już antyfaszystowskiej i demokratycznej propagandowej linii Kominternu. Nim jednak to nastąpiło, na wieść o ataku Niemiec na Polskę komuniści chcieli, jak wcześniej w Hiszpanii, powołać do walki z faszyzmem Brygady Międzynarodowe. Ale kilka dni późniejMoskwa ogłosiła, że wojna „jest obustronnie niesprawiedliwa” i o tworzeniu w Polsce oddziałów ochotników mowy być nie może. Środowisko pozostających w Paryżu dąbrowszczaków w pełni popierało agresje dokonywane przez Związek Sowiecki w latach 1939 – 1940, w tym także inwazję na Polskę. Były dowódca XIII Brygady Międzynarodowej Bolesław Mołojec pisał: „Widzieliśmy już jasno (…), że nowa powinna być taktyka Kominternu i nowa pojawia się dzisiaj rola ZSRR, a szczególnie Armii Czerwonej jako broni międzynarodowej rewolucji. (…) Szczęście, że ponad jedna trzecia ludności państwa polskiego zrzuciła władzę kapitalistów i obszarników; szczęście, że wspólnie z Ukraińcami i Białorusinami wyzwolono półtora lub dwa miliony Polaków. Dlaczego, psiakrew, tylko dwa miliony?”. Żałowano w tym środowisku, że w chwili ataku Niemiec na Polskę w 1939 r. komuniści wysunęli hasło obrony kraju, zamiast rozpętać proletariacką rewolucję. Mołojec pisał: „Należało od samego początku stać nie na stanowisku obrony Polski, tylko na stanowisku obalenia rządu (…) To była milcząca i niewypowiedziana wiara w piłsudczyznę w chwili, kiedy mały poryw oburzenia mógł ją obalić. To była wiara w anglo-francuską demokrację, której znaczenie dla obrony Polski widzieliśmy w fantastycznych barwach, jednocześnie bojąc się słowa Sowiety, żeby nikogo nie odepchnąć”.
    Zgodnie z nową linią polityczną Moskwy w 1940 r. grupa Mołojca wydała w imieniu dąbrowszczaków odezwę atakującą władze polskie na uchodźstwie. Dokument ten „ostro występował przeciwko polskiemu „rządowi” i armii, demaskując ich prawdziwe oblicze i zadania, jako broni w rękach anglo-francuskiego imperializmu, jako antysowieckiej broni w rękach tych państw”.
    Ku nowej Polsce
    Dąbrowszczacy: Bolesław Mołojec, Grzegorz Korczyński, Jakub Aleksandrowicz, Antoni Grabowski należeli do czołowych organizatorów Gwardii Ludowej, zbrojnego ramienia PPR działającej w interesie Moskwy oraz na szkodę Polski i bardziej przypominającej grupę przestępczą niż organizację typowo polityczną. Na Lubelszczyźnie działania GL zainicjowali latem 1942 r. dwaj byli dąbrowszczacy, Stefan Kilanowicz vel Grzegorz Korczyński „Grzegorz” oraz brat Bolesława Mołojca, Zygmunt ps. Anton, atakiem na polski majątek ziemski pod Gościeradowem. Dokonano tam brutalnego rabunku i zgwałcono właścicielkę. Potem Korczyński stworzył oddział, opierając się na okolicznych grupach rabunkowych. Kiedy jego ekscesy, morderstwa i grabieże wywołały sprzeciw części ludności i członków GL pochodzenia żydowskiego, Korczyński wydał rozkaz wymordowania ich, a także wszystkich ukrywających się w okolicy Żydów. Uczestnik tych wydarzeń Jan Wojtaszek opowiadał: „Z bunkrów wyszło dziewięć względnie dziesięć osób. Krótko z nimi rozmawiał „Grzegorz”, następnie polecił im rozebrać się do bielizny. (…) Do rozebranych kazał „Grzegorz” strzelać. (…) chciałbym zaznaczyć, że rozebranym kazaliśmy stawać przed wejściem do bunkru tak, że po strzale ciała wpadały do środka, tam też je zostawiliśmy, nie grzebiąc ich. Garderobę zabitych z polecenia „Grzegorza” zabrał oddział. Ja wówczas dostałem płaszcz wojskowy, „Iwan” zaś otrzymał buty z cholewami”. W taki sposób GL-owcy dowodzeni przez Korczyńskiego wymordowali ponad 100 ukrywających się Żydów. Korczyński jak wielu innych dąbrowszczaków stał się po wojnie jednym z filarów komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. Został szefem MO na Lubelszczyźnie, potem przeniesiono go do Gdańska. Tam zasłynął pomysłem rozprawienia się z resztkami ludności niemieckiej za pomocą pieców krematoryjnych. Latem 1945 r. powrócił na Lubelszczyznę, gdzie prowadził brutalne pacyfikacje tamtejszych wiosek. W 1946 r. „Grzegorz” został wiceministrem bezpieczeństwa publicznego, potem pełnił wiele kluczowych stanowisk partyjno-państwowych. Polityczną karierę zakończył rzezią robotników na Wybrzeżu w 1970 r.
    Inny dąbrowszczak Franciszek Księżarczyk kierował Wojewódzkim Urzędem Bezpieczeństwa w Krakowie, a Roman Grossem vel Orłowski utrwalał władzę ludową jako komendant wojewódzki MO w Rzeszowie. Bezpiekę organizował tam Mieczysław Broniatowski, czynny w resorcie spraw wewnętrznych do 1964 r. Juliusz Hibner stał na czele Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czyli polskich wojsk wewnętrznych wzorowanych na NKWD. Wacław Komar stał na czele Zarządu II Sztabu Generalnego WP, który zajmował się niszczeniem polskich środowisk politycznych na wychodźstwie. Także inni znani dąbrowszczacy byli filarami zbrodniczego systemu. Dziś obrońcy komunistycznych Brygad Międzynarodowych przedstawiają dąbrowszczaków jako ludzi godnych szacunku i niemal bohaterów. Nie ukrywają powiązań rodzinnych z nimi i faktu wywodzenia się z tego samego środowiska politycznego. W jednym z apeli opublikowanym kilka lat temu w ” Gazecie Wyborczej” byłych dąbrowszczaków przedstawiono nawet jako… ofiary totalitaryzmu: „Międzynarodowi ochotnicy na frontach wojny domowej pierwsi doświadczyli okrutnej lekcji XX wieku w całej jej olbrzymiej skali”. W ten sposób do ciężko doświadczonych totalitaryzmem można zaliczyć Ławrientija Berię. Ale podobne głosy z pewnością nie będą miały wpływu na wyniki badań naukowych. Tu przy ocenie miejsca i roli dąbrowszczaków w historii Polski liczyć się będą fakty, a nie mity polityczne.”
    P. Gontarczyk

    Odpowiedz do tego komentarza
  8. MARCIN 11:10, Mar 08, 2017

    Prawda boli, ale prawicowcy zaraz będą to usprawiedliwiać, tak jakby jedne zbrodnie, ubeckie,szaulisowskie,gestapowskie,banderowskie,hlinkowskie były złe, a te popełnione przez „naszych” można relatywizować

    Odpowiedz do tego komentarza
    • Truth_hurts 11:45, Mar 08, 2017

      Właśnie rzecz w tym żeby nie relatywizować, ale też i nie powielać bezpodstawnych oskarżeń UBeckiej propagandy, dla której całe podziemie antykomunistyczne to były „bandy”, a jednocześnie gloryfikowano GL, która powstała na bazie band rabunkowych, natomiast samowoli Armii Czerwonej w „wyzwolonej” Polsce bali się nawet funkcjonariusze UB.

      Odpowiedz do tego komentarza
  9. donde 10:20, Mar 08, 2017

    Wspaniale RAZEM-ki!!! Na kłamliwą propagandę – fakty.
    P.S. SLD głosowało za świętem wyklętych. Teraz milczą. Ze wstydu albo (co bardziej prawdopodobne) z lenistwa.

    Odpowiedz do tego komentarza
  10. rod 07:09, Mar 08, 2017

    lewica powinna być Razem ale BRAWO

    Odpowiedz do tego komentarza
  11. edward Skrzypczak poznań (80 + ) 01:26, Mar 08, 2017

    Brawo Koledzy z Partii Razem, dziekuję Wam za demaskowanie podłej hipokryzji Pisu ( i PO…) dotyczacej „przekletych wyklętych z lat tragicznych 1944-47 ….

    Odpowiedz do tego komentarza
    • Truth_hurts 10:50, Mar 08, 2017

      A zastanawiał się Pan z kim walczyła honorowo zdecydowana większość wyklętych i o co?

      Przykład okrucieństwa PRLowskiej bezpieki (dla wszystkich klaszczących obowiązkowy)
      Kazimierz Moczarski był szefem Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, a od kwietnia 1945 r. szefem BiP Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj. Został aresztowany w sierpniu 1945 r. i skazany za działalność w AK na 10 lat więzienia. Po wznowieniu procesu w 1948 roku i śledztwie trwającym do 1952 roku skazany został na karę śmierci. Od 2 marca do 11 listopada 1949r. był przetrzymywany w jednej celi z hitlerowskim zbrodniarzem, Jürgenem Stroopem. Na wolność wyszedł w kwietniu 1956 roku na „fali odwilży”. Zmarł po ciężkiej chorobie 27 września 1975 r.

      Opis tortur jakim był poddawany:
      W czasie śledztwa prowadzonego przeciwko mnie na okoliczności mej rzekomej współpracy z Niemcami (inkryminowane mi rozpracowywanie lewicowców) zostałem – w okresie od 30 XI 1948 do 22 IX 1952 – poddany przez oficerów i podoficerów b. MBP: ppłk. Duszę Józefa, mjr. Kaskiewicza Jerzego, kpt. Chimczaka Eugeniusza, kpt. Adamuszka Adama, ppor. Szymańskiego Tadeusza, st. sierżanta Mazurkiewicza i sierżanta Stanisława Wardyńskiego (lub Wardeńskiego, Wardęskiego) czterdziestu dziewięciu następującym rodzajom maltretacji i tortur:
      bicie całego ciała („gdzie popadnie”):
      1) ręką (Dusza, Kaskiewicz, Chimczak),
      2) policyjną pałką gumową (Dusza, Kaskiewicz),

      3) drążkiem mosiężnym (Dusza),

      4) drutem (Dusza oraz oddziałowy Stanisław Wardyński lub Wardeński, Wardęski),

      5) drewnianą linijką okutą metalem (Dusza, Kaskiewicz, Chimczak),

      6) kijem (Dusza),

      7) batem (Kaskiewicz),

      8) suszką i podstawą do kałamarza (Chimczak, Adamuszek);

      bicie szczególnie uczulonych miejsc ciała:

      9) nasady nosa – pałką gumową (Dusza),

      10) wystających części łopatek – pałką gumową (Dusza),

      11) podbródka w okolicy gruczołów, które obrzękają przy tym do rozmiarów „świnki” – pałką gumową (Dusza), linijką (Dusza, Kaskiewicz),

      12) stawów barkowych – pałką gumową,

      13) wierzchniej części nagich stóp w okolicach palców – batem obciągniętym w tzw. lepką gumę (Kaskiewicz),

      14) czubków palców rąk – suszką i podstawą kałamarza (Chimczak i Adamuszek),

      15) czubków palców nagich stóp – pałką gumową (Dusza),

      16) obnażonych pięt (seria po 10 uderzeń na piętę pałką gumową, kilka razy na dzień) – (Dusza);

      wyrywanie włosów:

      17) z wierzchniej części czaszki (Dusza, Kaskiewicz, Chimczak),

      18) ze skroni, znad uszu i z karku – tzw. podskubywanie gęsi (Dusza, Kaskiewicz, Chimczak),

      19) z brody i wąsów (Dusza, Chimczak),

      20) z piersi (Chimczak),

      21) z krocza i z moszny (Chimczak);

      przypalanie:

      22) rozżarzonym papierosem okolic ust i oczu (Chimczak),

      23) płomieniem – palców obu dłoni (Dusza, Kaskiewicz i Chimczak);

      24) miażdżenie palców obu rąk między ołówkami (Dusza, Kaskiewicz);

      25) miażdżenie palców stóp (wskakiwanie butami na stopy) – (Dusza, Kaskiewicz, Chimczak);

      26) kopanie nóg i korpusu ciała (Dusza, Kaskiewicz oraz oddziałowy Stanisław Wardyński lub Wardeński, Wardęski);

      27) kopanie specjalnie w kości goleniowe (Dusza, Kaskiewicz, Chimczak);

      28) kłucie szpilką, stalówką itp. (Dusza, Chimczak);

      29) szczypanie twarzy i uszu ręką przy pomocy klucza (Chimczak);

      30) siedzenie na kancie stołka (Dusza, Chimczak);

      31) siedzenie na śrubie, która rani odbytnicę (Dusza);

      32) skuwanie rąk do tyłu automatycznymi kajdankami, tzw. amerykankami oraz zrywanie siłą z przegubów tych kajdanek, które rzekomo nie chciały się otworzyć (Dusza przy pomocy ówczesnego starszego oddziałowego, plut. Tadeusza Szymańskiego);

      33) „gimnastyka” – przysiady aż do omdlenia (Dusza);

      34) bieganie po schodach (20 – 30 minut) – (dozorował oddziałowy z rozkazu ppłk. Duszy);

      35) wielogodzinny karcer (m.in. nago) – (Dusza);

      36) zmuszanie do niespania przez okres 7-9 dni drogą „budzenia” mnie (stojącego w mroźnej celi) uderzeniami w twarz, zadawanymi przez dozorującego urzędnika b. MBP; metoda ta, nazywana przez oficerów śledczych plażą lub Zakopanem, wywołała u mnie stan półobłąkańczy i spowodowała zaburzenia psychiczne (m.in. widzenia barwne i dźwiękowe), zbliżone do odczuwanych po użyciu peyotlu lub meskaliny (Dusza przy pomocy oddziałowych);

      37) wielogodzinna „stójka” w celi na baczność (Dusza przy pomocy oficerów inspekcyjnych i oddziałowych Oddziału XI Mokotowa oraz później (po 11 XI 1950 r.) Pawilonu A Mokotowa);

      38) wielogodzinna „stójka” w celi i w pokoju śledczym z rękami podniesionymi w górę (Dusza przy pomocy oddziałowych oraz oficerów inspekcyjnych Oddziału XI i X Mokotowa);

      39) pozbawianie paczek od rodziny (Siostra moja stale przysyłała mi paczki żywnościowe, co tydzień, w myśl obowiązującego wówczas regulaminu; z około 70 przysłanych mi paczek dopuszczono do moich rąk około 10-15 – reszty paczek nie zwrócono mej Siostrze) – zarządzenie ppłk. Duszy;

      40) zmniejszona porcja jedzenia (w czasie największego nasilenia śledztwa otrzymywałem tylko 1/2 litra kawy, ok. 350 g chleba oraz litr wodnistej zupki dziennie), a ponadto w pewnym okresie – tortura pragnienia (przez kilka dni nie dawano mi absolutnie nic do picia) – ppłk Dusza przy współudziale oddziałowych;

      41) rewizje nocne w celi, przy czym musiałem (rozgrzany snem) stawać nago na „stójce” w mroźnym przeciągu, spowodowanym równoczesnym otwarciem okna i drzwi celi; taka naga „stójka” w zimowym przeciągu trwała do 1 godz. (z rozkazu ppłk. Duszy zabiegu powyższego dokonywał oficer inspekcyjny XI Oddziału nazwany przez więźniów Hiszpanem lub Grubym, wraz z oddziałowymi);

      42) wyjmowanie okien w celi w październiku 1949 r. na 24 godziny, przy spaniu pod 1 kocem, częściowo bezpośrednio na betonie (1 siennik na 3 więźniów) – z rozkazu ppłk. Duszy przypilnowywał wykonania Inspekcyjny XI Oddziału oraz oddziałowy Mazurkiewicz;

      43) wielokrotne wlewanie do celi kubłów wody (z rozkazu ppłk. Duszy – Inspekcyjny XI Oddziału oraz oddziałowi, m.in. Mazurkiewicz i Stanisław Wardęski czy Wardeński);

      44) pozbawienie pomocy lekarskiej mimo choroby (przez ok. 1 i pół miesiąca oddawałem mocz z krwią itp.); stan ten trwał z rozkazu ppłk. Duszy do czasu objęcia przez dr Kamińską opieki lekarskiej (b. troskliwej opieki) nad więźniami Pawilonu A;

      45) pozbawienie spaceru – z rozkazu ppłk. Duszy; w czasie mego pobytu w więzieniu nie wypuszczano mnie na spacer przez sześć lat i trzy miesiące; po raz pierwszy poszedłem na spacer w dn. 22 września 1952 w celi nr 22 Pawilonu A Mokotowa; dodaję, że w czasie mego pobytu w więzieniu nie byłem kąpany przez 2 lata i 10 miesięcy;

      46) maltretacje moralne – wymyślne i chuligańskie obrzucanie mnie i mojej rodziny stekiem obelg, znieważeń, wymyślań przez ppłk. Duszę, mjr. Kaskiewicza, kpt. Chimczaka oraz oddziałowych XI Oddziału Mokotowa (m.in. Mazurkiewicza, Wardyńskiego i wielu innych) oraz ciągłe, codzienne szykanowanie na XI Oddziale przez oficerów inspekcyjnych i oddziałowych – z rozkazu ppłk. Duszy;

      47) pozbawienie absolutne kontaktu z rodziną (przez około 4 i pół roku żadnej wieści, żadnego listu od Matki, Żony, Siostry) oraz ze światem zewnętrznym (żadnych gazet itp.), jak również pozbawienie książek (od 30 XI 1948 do 6 XI 1952 nie przeczytałem nawet skrawka drukowanego papieru) – z rozkazu ppłk. Duszy;

      48) zadawanie mi tortur moralnych przez: a) oficjalne (choć kłamliwe) oświadczenie mi przez płk. Różańskiego w obecności ówczesnego kapitana Duszy, iż Żona moja Zofia Moczarska, którą bardzo kocham, zmarła na płuca (żona jest gruźliczką) oraz przez b) insynuacyjne oświadczenie kpt. Chimczaka, przystrojone w brudne epitety, na temat nieetycznego rzekomo zachowania się mojej Żony;

      49) zadawanie mi tortur moralnych: a) przez mjr. Kaskiewicza, który nazywając mnie – analogicznie do innych oficerów śledczych – gestapowcem, wymalował mi anilinowym ołówkiem na czole duży napis „GESTAPO” i, nie pozwalając mi się myć, kazał mi go nosić w celi i na śledztwie oraz b) przez ppłk. Duszę, który dla zhańbienia mnie zarządził osadzenie mnie w celi tylko z gestapowcami, m.in. z katem Getta Warszawskiego, gen. SS J. Stroopem.”

      Odpowiedz do tego komentarza
*/

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Przegrani globalizacji na europejskiej mapie wyborczej

Odwiedź nas

twitter