Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Wolność liberałów [OPINIA]

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Wolność liberałów [OPINIA]

„Ogłoszony przez posłów PO i .N tzw. dekalog wolności jest graficznym dowodem absolutnego braku refleksji tej części opozycji” – pisze Marek Nowak. 

Trudno się nie zgodzić z Andrzejem Stankiewiczem, który komentując dla Onet.pl aktualne kłopoty Ryszarda Petru i Mateusza Kijowskiego (oraz słabnącą pozycję Grzegorza Schetyny wewnątrz PO) napisał, że mamy do czynienia z „epitafium dla opozycji w jej obecnej formie”. Dziś jak na dłoni widać również, że rację miał Adam Ostolski, który na łamach „Krytyki Politycznej” napisał, że kryzys parlamentarny, jaki wybuchł w połowie grudnia zeszłego roku „umocni i skonsoliduje władzę Kaczyńskiego”. W cieniu kompromitacji liderów liberalnej opozycji niknie pewne wydarzenie, które mogło być punktem zwrotnym, nie tylko dla sejmowego protestu części opozycji parlamentarnej, ale również dla całego ruchu społecznego, którego jest ona polityczną manifestacją. Mowa o przygotowanym przez protestujących w sejmie posłów PO i Nowoczesnej, a ogłoszonym 25 grudnia 2016 na Twitterze przez Rafała Trzaskowskiego, Arkadiusza Myrchę oraz Andrzeja Halickiego tzw. „dekalogu wolności”, który jest graficznym dowodem absolutnego braku refleksji tej części opozycji.

Dekalog miał stanowić wyjaśnienie protestu opozycji w Sejmie. Zdaniem jego autorów PiS „podważa większość wolności”, m.in. wolność mediów, sumienia, czy wolność zgromadzeń. Sam pomysł przedstawienia „dekalogu” uważam za bardzo sensowny. Po pierwsze dlatego, że przy tak długim proteście zawsze istnieje ryzyko rozmycia jego genezy i z czasem opinia publiczna może zapomnieć, czemu posłowie opozycji okupują Salę Plenarną. Po drugie – polityka to spór o to, jak najlepiej urządzić świat społeczny, a każdy spór polityczny dotyczy tego, w jaki sposób to zrobić. W tym sensie każdy spór polityczny jest sporem aksjologicznym. Postulaty, jakie mają na swoich sztandarach organizacje uczestniczące w polityce (związki zawodowe, ruchy społeczne, partie polityczne), zawsze manifestują świat wartości, który one akurat reprezentują.

Oczywiście, w przypadku partii politycznych nie zawsze świat wartości deklarowanych pokrywa się później z realną praktyką rządzenia. Jednak samo głoszenie jednych wartości, a pomijanie innych, jest już ważnym gestem politycznym. Przyjrzymy się zatem ogłoszonemu przez liberalną część opozycji katalogowi wartości:

„DEKALOG WOLNOŚCI
WŁADZA NIE MOŻE OGRANICZAĆ

1/ WOLNOŚCI SŁOWA
2/ WOLNOŚCI MEDIÓW I INTERNETU
3/ WOLNOŚCI ZGROMADZEŃ
4/ WOLNOŚCI SUMIENIA
5/ WOLNOŚCI ORGANIZACJI OBYWATELSKICH
6/ WOLNOŚCI SAMORZĄDU
7/ WOLNOŚCI KULTURY
8/ WOLNOŚCI NAUKI
9/ WOLNOŚCI GOSPODARCZEJ
10/WOLNOŚCI PARLAMENTU
Gwarancją Wolności jest niezawisłość sądów i Trybunałów”.
Jak widać, w „Dekalogu” znajduje się bardzo wiele ważnych wartości, które powinny być na sztandarach każdej demokratycznej partii politycznej. Oczywiście z respektowaniem wielu z nich Platforma Obywatelska miała w czasach własnych rządów duże problemy (choćby wolność zgromadzeń, którą próbował ograniczyć wywodzący się z PO prezydent Bronisław Komorowski). Jednak co innego uderza przy lekturze „Dekalogu Wolności”. Znajdziemy w nim prawo do wolności gospodarczej, ale nie znajdziemy ani słowa o wolności pracowniczej. Oznacza to, że wolność do zrzeszania się w związki zawodowe, strajkowania i walki o swoje prawa przez przedstawicieli świata pracy nie jest, najwyraźniej, dla tej części opozycji istotna. Nieobecność tej wartości w „Dekalogu” pokazuje, że po nacechowanym ogromnymi protestami społecznymi roku rządów PiS-u po stronie liberalnej opozycji nie ma nawet cienia refleksji na temat ich źródeł.

Jest to tym bardziej zatrważające, że ważnym przeciwnikiem rządów PiS, a więc i sojusznikiem opozycji, jest Związek Nauczycielstwa Polskiego, protestujący przeciw brutalnie wprowadzanym przez panią minister Zalewską zmianom w edukacji.

Istotność konfliktu między władzą a związkowcami zauważył, z reguły bardzo niechętny związkom zawodowym, Wojciech Maziarski, który w czwartkowej (05.01.17) „Gazecie Wyborczej” w artykule „Strajk nauczycieli: zadanie dla wszystkich” pisze: „ Dlatego zamiast zastanawiać się i spekulować, co zrobi Andrzej Duda – podpisze, czy nie podpisze? – lepiej się zająć przygotowaniami do zapowiadanego przez ZNP na marzec strajku nauczycieli. To zadanie dla wszystkich przeciwników „dobrej zmiany” – dla rodziców uczniów, dla grup i inicjatyw obywatelskich, dla KOD-u, dla partii politycznych. Gdy strajk się rozpocznie, cała demokratyczna Polska powinna na wszelkie możliwe sposoby wesprzeć nauczycieli…”

Oczywiście zasadne jest w tym wypadku pytanie o szczerość troski o system edukacji wyrażanej przez publicystę „Gazety Wyborczej”. Pamiętamy poparcie, którego za pierwszych rządów PiS-u w 2007 roku środowiska liberalne udzieliły „Białemu Miasteczku” i pamiętamy jak po zmianie władzy zostało ono wycofane (mimo, iż sprawy, o które upominał się wtedy Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, nie przestały być aktualne za rządów PO– PSL). Warto również przypomnieć, jak okropnie traktowany był ZNP za poprzednich rządów. Mniej więcej od momentu, kiedy koalicja PO–PSL postanowiła zlikwidować nauczycielskie pomostówki, rozpoczęła się ohydna kampania, której celem była likwidacja tzw. „nauczycielskich przywilejów” (słowo odmieniane przez wszystkie przypadki w artykułach i publicystyce „Gazety Wyborczej”). Po emeryturach pomostowych następnym celem była Karta Nauczyciela. Równocześnie rozpoczął się atak na nauczycieli jako grupę zawodową. Jej przedstawiciele przez lata byli „czarnym ludem”, który ma rzekomo nieuzasadnione długie wakacje, pracuje po 4 godziny dziennie i odpowiada za całe zło, jakie dzieje się w edukacji. W tej propagandzie uczestniczyły również liberalne media. Ten negatywny PR był nie tylko bardzo nieuczciwy, ale też bardzo często głęboko nieprzyzwoity. Pamiętam, jak Związek Nauczycielstwa Polskiego, który bronił praw (nieuczciwie nazywanych „przywilejami”) pracowników oświaty, był niegodnie traktowany za poprzednich rządów .

Dzisiejsza sytuacja związku jest pokłosiem tamtego okresu. Po stronie liberalnej rozumie to niestety tylko Jacek Żakowski, który na antenie TOK FM słusznie zauważył, iż To, że ten strajk jest tak niebotycznie trudny, to jest produkt polityki poprzedniego rządu PO–PSL, który konsekwentnie odmawiał postulatom Związku Nauczycielska Polskiego, żeby ten związek zawodowy miał prawo do strajku i do negocjacji z rządem, a nie tylko z dyrektorami szkół. Ta sztuczna antyzwiązkowa i antydemokratyczna konstrukcja, która w Polsce istnieje i utrudnia walkę nauczycieli o jakość polskiej edukacji, to produkt poprzedniego rządu”.

Niestety, takie głosy ciągle pozostają odosobnione. Politycy PO i Nowoczesnej popierają nauczycieli tylko, gdy mogą dzięki temu uderzać w PiS, ale gdy trzeba przedstawić zestaw wartości, o który chcą walczyć politycznie, nie znajdują się w nim prawa pracownicze. Co więcej, oba te ugrupowania mają wiele na sumieniu w kwestii prowadzenia polityki antyzwiązkowej. Platforma Obywatelska pod koniec swoich rządów chciała znieść obowiązek finansowania przez pracodawców etatów dla działaczy związkowych. Zgodnie z jej pomysłem etaty te miałyby być pokrywane ze składek płaconych przez związkowców, co w polskich warunkach dla wielu związków zawodowych mogłoby oznaczać ich likwidację. Ten sam pomysł pojawił się… w pierwszym projekcie, jaki złożyła Nowoczesna po pojawieniu się w sejmie. To m.in. przez taką „antyzwiązkową i antydemokratyczną” (jak ją słusznie nazywa Żakowski) politykę liberałów PiS przejął pełnię władzy w Polsce. Ponad rok czasu w opozycji to wystarczająco długo, by zacząć się uczyć i by spróbować dokonać krytycznej analizy własnego politycznego dorobku. Papierkiem lakmusowym odpowiadającym na pytanie, czy taki proces się w ogóle rozpoczął, jest dla mnie przywoływany już „Dekalog Wolności”. To, że nie ma w nim wolności pracowniczej, bardzo dużo mówi o poziomie świadomości liberalnej opozycji.

Niestety, poza wspomnianym Jackiem Żakowskim i kilkoma innymi osobami, które można policzyć na palcach jednej ręki, nikt z jej medialnego zaplecza nie rozumie, że bez zmiany mentalnej w odniesieniu do praw pracowniczych (a przecież pracownikami jest większość społeczeństwa) trudno będzie zagrozić władzy PiS-u w Polsce. Brak tej świadomości pokazuje ogromną słabość całego środowiska – i to nie tylko polityczną, ale i intelektualną.

Realnym zagrożeniem dla władzy Kaczyńskiego mogłaby być jedynie opozycja rozumiejąca procesy, które wyniosły PiS do władzy. W sytuacji, gdy liberalna część opozycji tworząc „Dekalog Wolności” pomija w nim prawa pracownicze, automatycznie wyklucza potencjalnych sojuszników ze świata pracy, którzy z różnych powodów nie są zwolennikami obecnej władzy. Potrzebna jest opozycja reprezentująca świat wartości, w którym ludzie ci mogliby znaleźć swoje miejsce. Katalog wartości tej części opozycji mogłyby stanowić cztery wolności atlantyckie prezydenta Roosevelta:

– Wolność słowa

– Wolność sumienia

– Wolność od lęku

– Wolność od niedostatku

Mimo upływu lat katalog ten w dalszym ciągu pozostaje aktualny. Po lewej stronie opozycji widzę kilka ugrupowań, które mogłyby ten (lub podobny) zestaw wartości reprezentować. Gdyby udało im się wspólnie stworzyć przeciwwagę dla PiS-u i liberalnej części opozycji, moglibyśmy zacząć mówić o nowym podziale na polskiej scenie politycznej. Stary podział gwarantuje nam wiele lat rządów obecnej ekipy.

MAREK NOWAK

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

1 komentarz

  1. Bezpartyjny 07:00, Sty 11, 2017

    Marzenia o wolności „która poszła się bujać”.
    Dopóki będą rządziły takie partie jak POPiS o wolności trzeba zapomnieć! Do czasów wyborów POPiS-u była wolność ułomna, ale była i się zbyła! Nacieszcie się teraz „Judaszowskimi Srebrnikami”, frajerzy dęci!

    Odpowiedz do tego komentarza
*/

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Przegrani globalizacji na europejskiej mapie wyborczej

Odwiedź nas

twitter