Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Z „Jacobina”: Bund – zapomniany nurt polskiej lewicy

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Z „Jacobina”: Bund – zapomniany nurt polskiej lewicy

Pamięć o lewicy w Polsce sprowadza się często do utożsamiania jej z PZPR. Czasami przywoływane są tradycje niepodległościowego PPS-u, niektórzy z lekcji historii mogą pamiętać o Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy. Tymczasem istniał jeszcze jeden znaczący ruch polityczny, o którym pamięć zanikła wraz z jego działaczami.

Bund był partią zrzeszającą Żydów, przede wszystkim ze środowisk robotniczych. Początkowo działająca w całej Rosji, jako część Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji, w 1903. r. oddzieliła się od niej wskutek konfliktu o prawo do autonomii kulturowej, podczas I wojny światowej jej polska część oddzieliła się strukturalnie, tworząc zalążek odrębnej partii politycznej. Współpracowała z PPS, działając jednocześnie w środowisku odmiennym kulturowo i językowo. Partia była otwarta na wszelkie możliwe środowiska, być może nawet bardziej niż niejedno z działających dziś ugrupowań. Widać to było w działalności licznych sekcji – dedykowanych kobietom, młodzieży, dzieciom, jak i w warstwie symbolicznej – hymn Bundu zaczynał się od słów „brider un szwester” („bracia i siostry”), przy czym adresowanie przesłania do obu płci i odchodzenie od form pozornie neutralnych (jak „bracia”) do dzisiaj nie jest zjawiskiem powszechnym.

Bund sprzeciwiał się syjonizmowi, za ojczyznę polskich Żydów uznawał Polskę (nurt lewicy syjonistycznej reprezentował w II RP Poalej Syjon). Wspólnym celem żydowskiej i polskiej klasy robotniczej było budowanie demokratycznego państwa polskiego. Bundyści dostrzegali nieuchronny konflikt wynikający z próby zagarnięcia ziemi zamieszkanej już przez inny naród. Bund zyskiwał na popularności w latach 30., gdy w dobie kryzysu szukano alternatyw. Żydzi, ze zrozumiałych powodów niepodatni na programy proponowane przez faszystów, do wyboru mieli alternatywę w postaci syjonizmu lub stalinizmu. W tym kontekście socjaldemokratyczny Bund jawił się jako bardziej rozsądna alternatywa dla rzeczywistości, w której żyli.

Działalność Bundu z pierwszej ręki możemy poznać dzięki jego wspomnieniom, których wznowione wydanie ukazało się na rynku amerykańskim w zeszłym roku.  Analizuje je Samuel Farber, dotąd znany na łamach Jacobina głównie z tematyki kubańskiej, potomek polskich Żydów, którzy wyemigrowali na Kubę w latach dwudziestych.

W swoich wspomnieniach Goldstein odnosi się do mitu stworzonego przez syjonistów, w myśl których Żydzi emigrujący do Palestyny mieli wykazywać się szczególną odwagą, natomiast ci, którzy zostawali w Europie, byli pasywni i niezdolni do działania. Opowiada o tworzonych spontanicznie samoobronach, potrzebnych w epoce pogromów pomiędzy 1905 a 1920 rokiem. Z biegiem czasu narastał również konflikt z komunistami. Po odrodzeniu państwa polskiego doszły do tego konflikty z niektórymi oddziałami polskiej armii, np. z armią Hallera, którego żołnierze dopuszczali się pobić i obcinania bród Żydom. Spowodowało to potrzebę utworzenia stałych oddziałów, na czele których stanął Goldstein. Według słów Goldsteina, były to oddziały z silną dyscypliną. Żołnierze pociągali za spust wyłącznie na rozkaz, nigdy też nie dokonywali samowolnych akcji odwetowych. Miało to zapobiec degeneracji, jaką Goldstein dostrzegał w oddziałach bolszewików czy pepeesowców.

Na członków milicji Bundu nałożone były mocniejsze restrykcje niż na zwykłych członków partii. Nie mieli przywilejów, jedynym odrębnym narzędziem był fundusz przeznaczony na opiekę zdrowotną nad tymi, którzy zostali ranni podczas służby.

Milicja Bundu zajmowała się nie tylko obroną Żydów przed bezpośrednim zagrożeniem zdrowia i życia. Jej członkowie pojawiali się np. podczas eksmisji, gdzie swoją obecnością zmuszali właściciela lokalu do negocjacji.

Bund był silnie zakorzeniony w żydowskich społecznościach. W 1939 r. na jego marsze przychodziło 20 tysięcy osób, chronionych przez 2 tys. milicjantów.

Bund wchodził w konflikt z instytucjami państwa i różnymi środowiskami. Poza oczywistymi sporami z Narodową Demokracją, szczególnie w jej faszystowskiej odmianie nazywanej u nas narodowym radykalizmem, były to m.in. konflikty z ortodoksyjnymi środowiskami żydowskimi, którym nie spodobało się wydanie przez Bund sobotniego wydania partyjnej gazety, czy z policją, która w 1920 r. dokonała nalotów na kluby i biura Bundu na warszawskiej Pradze.

Szczególnie trudne było położenie ludności żydowskiej w latach 30., kiedy na fali odwrotu od demokracji i popularności ruchów faszystowskich nasiliły się ataki na Żydów, ponownie pojawiły się również w Polsce pogromy. Na najważniejszych polskich uniwersytetach ustanowiono getto ławkowe i numerus clausus, a czasami wręcz numerus nullus (czyli przyjmowano ograniczoną liczbę studentów narodowości żydowskiej, a czasami wręcz nie przyjmowano ich w ogóle). Ofiarami ataków ze strony studentów padali najznamienitsi profesorowie, jak Marceli Handelsman, założyciel Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W odpowiedzi na tę atmosferę bundyści ogłosili strajk generalny, do którego dołączyły inne żydowskie partie. Była to jedna z nielicznych zmasowanych form protestu w autorytarnym już wówczas państwie.

Sam Bund był podzielony przez stosunek do Międzynarodówki Komunistycznej. Kombund, frakcja popierająca współpracę z bolszewikami, zażądała od partii zaakceptowania wszystkich 21 warunków, które musiała spełniać każda partia aplikująca do członkostwa w Kominternie. Pozostałe frakcje wyrażały swoje wątpliwości wobec poszczególnych zapisów. Spowodowało to rozłam, ostatecznie Kombund połączył swoje struktury z Komunistyczną Partią Polski, współtworzącą Komintern.

Po odzyskaniu niepodległości Bund postulował pokój z Rosją Sowiecką i wstrzymanie się przed tym, co było nazywane ekspansją na Ukrainę (jak wiemy, historia jest w tym miejscu bardziej skomplikowana). W 1920 r. wspólnie z komunistami i PPS-em zorganizowali marsz pierwszomajowy.

Po 1928 r., w ramach zainicjowanej przez Stalina i przyjętej przez Komintern polityki „trzeciego okresu”, (której skutkiem w polityce wewnętrznej był plan pięcioletni i ludobójstwo mieszkańców Ukrainy) rozpoczęła się walka z socjaldemokratami, określanymi mianem „socjalnych faszystów”.  Jak na ironię, właśnie te założenia doprowadziły do osłabienia pozycji SPD w Niemczech, co wraz polityką konserwatywnego rządu otworzyło drogę do władzy Hitlerowi. Działania przeciwko socjaldemokratom odczuli też na sobie bundyści. Metodą na rozbijanie jego struktur było zwoływanie dzikich strajków bez szczególnego powodu, połączonych z atakami na robotników odmawiających dołączenia do nich. Dochodziło również do iście barbarzyńskich czynów, jak atak na prowadzone przez Bund sanatorium dla dzieci z ubogich rodzin (które szczęśliwie zdołano ewakuować). Zwalczanie Bundu przez komunistów nie ustąpiło nawet po tym jak w 1935 r. Komintern przyjął nową politykę, opartą na współpracy między partiami komunistycznymi i niekomunistycznymi w celu powstrzymania faszyzmu. Szczególnie symboliczne było tu aresztowanie przez NKWD liderów Bundu, Henryka Ehrlicha i Wiktora Altera, przebywających pod koniec 1941 r. w ambasadzie polskiej w Kujbyszewie. Obaj zostali skazani na śmierć.

Z biegiem czasu coraz bardziej było jasne, że milicje Bundu nie są w stanie rozwiązać wszystkich problemów społeczności żydowskiej. Zbliżało to Bund do PPS-u. Postulowano walkę o prawe robotników wszystkich narodowości, przy uwzględnieniu praw robotników żydowskich do autonomii kulturowej. Potrzebę tworzenia płaszczyzny współpracy Goldstein opisuje na przykładzie konfliktu o przydział mięsa. Większość mięsa z pewnej rzeźni kupili kupcy oraz instytucje publiczne. Rozpoczął się konflikt pomiędzy polskimi i żydowskimi robotnikami o resztę. Robotnicy polscy powoływali się na swoją narodowość, uzasadniając prawo pierwszeństwa. Kłóciło się to, oczywiście, z założeniami robotników żydowskich, przesiąkniętych bundystowskim przeświadczeniem, że ich ojczyzną jest Polska. Sytuacja stała się na tyle napięta, że doszło do groźby wywołania walki na noże. Zwaśnione strony uspokoiła dopiero wspólna interwencja Goldsteina i sekretarza PPS-owskiego związku.

Współpraca z PPS-em doprowadziła również do rozwiązania innych problemów, np. dyskryminującej polityki urzędu miasta Warszawy, z którego pod przykrywką redukcji etatów zwalniano wyłącznie pracowników narodowości żydowskiej. Czynnikiem spajającym współpracę między partiami były również rządy Sanacji. Sprzeciw wobec polityki Piłsudskiego doprowadził do zorganizowania w 1931 r. wspólnych obchodów Pierwszego Maja przez Bund i PPS.

Goldstein zwraca również uwagę na udaną współpracę między Bundem i PPS w zwalczaniu nacjonalistycznych bojówek, aktywnych w okolicach Parku Saskiego (jeśli wierzyć wspomnieniom Marka Edelmana, ONR-owcy dopuszczali się wówczas rzeczy tak straszliwych jak wyrzucanie żydowskich niemowląt z wózków), czy tez w powstrzymaniu pogromu w Brześciu (kiedy spojrzymy na powód zamieszek – zabójstwo dokonane przez osobę narodowości żydowskiej na polskim policjancie, czyli zbrodnię o charakterze wyłącznie kryminalnym przekształcającą się w spektakl nienawiści wobec całej społeczności – nasuwa nam się nieuchronnie analogia chociażby do ostatnich wydarzeń w Ełku).

Bund tworzył rozbudowane struktury. Kierował bardzo otwartą ofertę wewnątrz społeczności żydowskiej. Działały, wspomniane już, sekcja młodzieżowa (Cukunft – w ostatnich latach powstała organizacja odwołująca się nazwą do jego tradycji), kobiet (Jidisher arbeter froy) czy dziecięca (SKIF – Socjalistyczny Związek Dziecięcy). Działały również szkoły, gdzie nauczano w jidysz, i kluby sportowe, oraz wspomniane już sanatorium dla dzieci.

Wewnątrz struktur Bundu istniały silne spory odnośnie zakresu autonomii wewnątrz partii. Było to widoczne nawet w Warszawie, gdzie bundyści z Pragi walczyli o niezależność od bundystów z lewego brzegu Wisły. Ostatecznie lokalne struktury wywalczyły sobie prawo do organizowania działań o mniejszej skali.

Sam podział w związkach współpracujących z Bundem również był archaiczny – przykładowo, wśród pracowników rzeźni odrębne struktury mieli uczestnicy wszystkich łańcuchów produkcji. Nie sprzyjało to poczuciu solidarności wszystkich pracowników zakładu. Było to jednak niwelowane przez dzielenie zysków na podstawie potrzeb – zarobki wszystkich pracowników zakładu trafiały do wspólnej kasy, po czym więcej uzyskiwał np. pracownik mający na utrzymaniu rodzinę, mniej kawaler.  Robotnicy przenoszący ciężary mieli własny system, pozwalający na wypłacanie wynagrodzenia nawet wtedy, gdy osoba wykonująca tę wycieńczającą pracę przestała być do niej zdolna. Jego syn lub inna osoba znajdująca się pod jego opieką miał zagwarantowane jego miejsce w przypadku śmierci, a gdyby nie miał on następców, wdowa otrzymywała przez rok rentę. Zdarzały się również sytuacje, gdy osoby mające wykonywać nadgodziny rezygnowały z nich na rzecz bezrobotnych, co pierwszym pozwalało zachować bilans między życiem zawodowym i prywatnym, zaś drugim zapewniało źródło zarobku.

W swoich wspomnieniach Goldstein skupia się nie tylko na ściśle zdefiniowanej klasie robotniczej. Poświęca uwagę żebrakom czy analfabetkom (problem analfabetyzmu dotykał szczególnie żydowskich kobiet, edukacja synów była silniej zakorzeniona w żydowskiej tradycji). Opisuje również wizytę w synagodze, goszczącej pomiędzy żydowskim Nowym Rokiem i Jom Kippur (wrzesień-październik) kryminalistów, prostytutki, właścicieli przybytków i inne postacie z półświatka. Do tych ludzi Goldstein podchodził bez poczucia wyższości. Wskazywał im możliwości rozwoju, jednocześnie nie oceniał ani tym bardziej nimi nie gardził.

Potrafił również wskazywać na paradoksy wśród zwolenników Bundu. Opowiada o pewnym bundyście, który stwierdził, że nie jest w stanie dalej żyć ze swoją niepiśmienną żoną. Okazało się, że żona tego człowieka była zainteresowana pobieraniem nauk i wstąpieniem do Bundu, dla jej męża jednak nie do pomyślenia było aby poświęcała się czemuś innemu niż obowiązki domowe. Poparcie dla postulatów równouprawnienia kobiet, zawartych w programie Bundu, nie mieściło się w głowie tego człowieka z perspektywą pozostania z dziećmi przez parę godzin w tygodniu, kiedy żona zajęłaby się działalnością społeczną.

Jednocześnie, Farber dostrzega sprzeczności u Goldsteina – np. wtedy, gdy z jednej strony mówi, że zaletą Bundu było porzucenie abstrakcyjnych idei budowania socjalizmu na rzecz pracy dla zwykłych robotników, a potem wspomina o tym, jak odmówił wsparcia dla kobiety skarżącej się, że mąż niewiele zarabia – tłumacząc to tym, że Bund nie wtrąca się w wewnętrzne sprawy rodzin. Ostatecznie jednak kobiecie udało się nakłonić Goldsteina do interwencji, została potem aktywną działaczką Bundu.

O skali uzwiązkowienia Bundu świadczy fakt, że w latach trzydziestych jego związki zawodowe skupiały ponad jedną czwartą wszystkich uzwiązkowionych robotników. Wspomniany już strajk generalny był jedną z największych akcji sprzeciwu w II RP – żydowscy robotnicy opuszczali zakłady pracy, żydowskie sklepy pozostały cały dzień zamknięte, do szkół nie poszli żydowscy uczniowie. Bund odnosił pod koniec lat 30. Sukcesy w wyborach lokalnych, zarówno do rad społeczności żydowskiej jak i do rad ogólnomiejskich. Pomogła w tym współpraca wyborcza z PPS. Rodziło to nadzieje na sukces w wyborach parlamentarnych zaplanowanych na wrzesień 1939 r., tu jednak – jak wiemy – kończy się historia parlamentaryzmu II RP.

Zniszczenie społeczności żydowskiej stanowiło równocześnie koniec działalności żydowskich ugrupowań. Resztki Bundu w Polsce zostały zmuszone do podporządkowania się PZPR, emigracyjne środowiska bundystów zostały zmarginalizowane. Dominującym środowiskiem politycznym wśród diaspory żydowskiej stał się syjonizm. W Polsce symbolem Bundu pozostał Marek Edelman, podczas jego pogrzebu po raz ostatni w warszawskiej przestrzeni publicznej zabrzmiały słowa hymnu partii.

Pomimo tragicznego końca, Bund służy zdaniem Farbera za przykład ruchu odnoszącego sukcesy, mogącego stanowić źródło inspiracji dla dzisiejszych socjalistów. Zasadnym jest, oczywiście, pytanie, jak realną rolę mógłby odegrać w przypadku gdyby brunatniejące państwo polskie nie zostało zaatakowane przez Hitlera i Stalina. Możliwe jednak, że stworzyłby wraz z PPS przeciwwagę wobec wpływów środowisk narodowo-radykalnych wewnątrz sanacji.

MICHAŁ ŻAKOWSKI

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

0 komentarzy i opinii

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Dr hab. Jarosław Flis: Ograniczenie kadencji prezydentów miast to nie jest dobry pomysł

Odwiedź nas

twitter