Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Z „Jacobina”: Pomoc społeczna. Świąteczna, szlachetna, systemowa?

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Z „Jacobina”: Pomoc społeczna. Świąteczna, szlachetna, systemowa?

Święta to czas, kiedy przypominamy sobie o bliźnich w trudniejszym położeniu. Telewizja publiczna wyświetla blok reklam, z którego dochód przeznacza na chore dzieci. Od listopada możemy fundować szlachetne paczki i żywność dla ubogich. Na początku stycznia rusza finał WOŚP, zaczynają się również kampanie organizacji pożytku publicznego, którym możemy przekazać 1% podatku.

W prezentach dla innych osób nie ma niczego złego. W sumie, z moralnego punktu widzenia lepsze może być wsparcie nieznanej nam osoby w trudnym położeniu niż kupno kolejnego gadżetu dla kogoś z naszej rodziny. Problem zaczyna się, kiedy zaczynamy postrzegać działalność charytatywną jako jedyną dopuszczalną formę wsparcia. O tym jak bardzo takie myślenie jest wpisane w podstawowe zasady kapitalizmu pisze w swoim tekście Patrick Stall, student socjologii, zaangażowany w działalność katolickiej wspólnoty charytatywnej.

Instytucje charytatywne odwołują się do naszych emocji. Pokazując cierpienie konkretnych osób,  zapewniają, że wystarczy parę drobniaków z naszego portfela, abyśmy przyczynili się do polepszenia losu tej osoby. W oczywisty sposób sprzyja to działaniu na rzecz określonych problemów. Niewiele osób będzie w stanie obwiniać dziecko chore na białaczkę, natomiast w przypadku osób bezdomnych czy obdarzonych innym stygmatem (np. osadzonych w więzieniu) zdecydowanie trudniej przekonać ludzi, że powinni wesprzeć działania na rzecz rozwiązania ich sytuacji.

Sama instytucja pomocy społecznej zorientowanej na gaszenie pożaru – zapewnianie schronienia czy pożywienia osobom, które już znajdują się w trudnej sytuacji – jest zresztą wytworem kapitalizmu i nie uderza w powody, dla których ci ludzie potrzebują pomocy. Twierdząc, że udzielamy osobom bezdomnym należytego wsparcia (o ile oczywiście spełnią wymagania, jakie stawiamy osobom bezdomnym), możemy usprawiedliwiać politykę umożliwiająca eksmitowanie ludzi na bruk czy politykę, która doprowadziła w USA do bańki w sektorze mieszkaniowym i masowego wzrostu liczby osób bezdomnych i zagrożonych bezdomnością. Podobnie, jakakolwiek działalność charytatywna prowadzona w Polsce przez organizacje takie jak Habitat for Humanity, jakkolwiek godna pochwały,  nie rozwiąże systemowego problemu, jakim jest oparcie polityki mieszkaniowej na kredytach, dostępnych często praktycznie tylko we frankach, przy niemal kompletnym wycofaniu państwa z udziału w zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych. Sektor pozarządowy nie dysponuje zasobami umożliwiającymi prowadzenie kompleksowej polityki w tym zakresie. Podobnie sprawa wygląda w przypadku programów przeciwdziałających marnowaniu żywności przez stołówki firmowe czy restauracje. Podobnie jak działania przeciwdziałające marnowaniu żywności w sklepach, powinno być to absolutne minimum. Państwo powinno interesować się tym, dlaczego część obywateli nie może zapewnić sobie żywności, i aktywnie zwalczać przyczyny tej sytuacji.

Jak wskazuje autor, ubóstwo było zawsze związane z kapitalizmem. Czasami możemy usłyszeć argument, że kapitalizm wyprowadził w Anglii ludzi ze skrajnego ubóstwa. Musimy sobie jednak zdawać sprawę, że rozwój kapitalizmu w Anglii nie zaczął się, jak w wielu innych miejscach, w XIX wieku. Jego początków możemy upatrywać już w wieku XVI. Skrajne ubóstwo angielskiej wsi stanowiło zatem konsekwencję rozwoju wczesnej fazy kapitalizmu.

Początkiem rozwoju kapitalizmu była prywatyzacja ziemi i uzależnienie dochodów chłopów od sił rynkowych. Im więcej osób uzależnionych było od sprzedawania swojej pracy, tym większy stopień bogactwa skupiał się w rękach niewielkiej liczby beneficjentów systemu.

Wraz z rozwojem industrializacji chłopi stali się miejskim proletariatem. Powszechnym zjawiskiem była śmierć i okaleczenie przy pracy. Wzrastająca liczba sierot i niepełnosprawnych dzieci stała się zagrożeniem dla porządku społecznego. Mieszczanie zaczęli budować sierocińce i szpitale publiczne. Pojawiły się również punkty, gdzie dystrybuowano żywność dla ubogich. Tak samo jak i wtedy, tak dziś tego typu działania nie prowadzą do systemowej zmiany, pozwalają jedynie poczuć się lepiej tym, których uprzywilejowana pozycja pozostaje poza jakimikolwiek wątpliwościami.

Sytuacja w dzisiejszej Ameryce prezentuje się dramatycznie. Około 20 procent dzieci pozostaje niedożywionych. Setki tysięcy jest bezdomnych lub żyje na granicy bezdomności. W skali całego świata, trzy miliardy osób żyje za mniej niż 2,5 dolara dziennie. Jedna na osiem osób w skali globu zagrożona jest śmiercią z powodu głodu. Podczas gdy giełdy odnotowują pozytywną koniunkturę, każdego dnia 21 tysięcy osób umiera z powodu głodu lub niedożywienia.

W Stanach Zjednoczonych działa ponad dwa tysiące organizacji charytatywnych. Pomimo rekordowych w ostatnim czasie dotacji na ich działalność, rośnie skala ubóstwa. Nie jest to zbieg okoliczności. George W. Bush. Intensywnie promując prywatną dobroczynność, obniżał podatki dla najbogatszych i obcinał wydatki na świadczenia społeczne. W Ameryce Łacińskiej organizacje charytatywne służą jako instytucje uzasadniające neoliberalne reformy implementowane z polecenia Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Działania organizacji działających na rzecz zrealizowania celów milenijnych ONZ doprowadziły do ograniczenia liczby osób umierających z powodu głodu, nie potrafią jednak powstrzymywać wzrostu nierówności ekonomicznych.

Dla korporacji zasada społecznej odpowiedzialności zbyt często sprowadza się do działań czysto wizerunkowych. Sprowadzają się one do (nieznanego jeszcze w Polsce) oferowania przy kasie możliwości zapłacenia dolara na rzecz instytucji charytatywnej. Czasami działania wizerunkowe mogą ukrywać wątpliwie moralne kwestie. FedEx przeznacza wolny czas swoich kurierów na zlecanie im obowiązkowych, nieodpłatnych przesyłek na rzecz określonych instytucji.

Taka forma pomocy stawia jej odbiorcę jako kogoś, kto musi spełniać nasze oczekiwania. Musi być miły, nie roszczeniowy, udowodnić, że naprawdę zasługuje na wsparcie. Ostatecznie rozstrzyga tu nasza dobra wola, a nie realne potrzeby. Czy tymczasem nie powinno być na odwrót – to my powinniśmy tłumaczyć, dlaczego osoby potrzebujące nie mają zapewnionego schronienia, pożywienia, leków?

Pomoc państwowa nie jest idealna, bywa również naznaczona uprzedzeniami konkretnych urzędników. Z założenia jednak jej celem nie jest rozstrzyganie, kto zasługuje na pomoc a kto nie, lecz zapewnianie podstawowych dóbr i usług wszystkim potrzebującym.

Działalność charytatywna opiera się na współczuciu. Osoba potrzebująca wsparcia musi udowodnić, dlaczego na nie zasługuje, osoba wspierająca musi poczuć się poruszona. Cały problem zagwarantowania podstawowych potrzeb sprowadzony jest po obu stronach do sfery emocji. Człowiek potrzebujący staje się towarem, u człowieka pomagającego rozbudzamy zgodnie z duchem konsumpcjonizmu potrzebę, którą spłaca przez mniej czy bardziej symboliczny datek. Tymczasem realne zmiany może przynieść jedynie sprzeciw wobec źródeł niesprawiedliwości i działania w poczuciu solidarności.

Naszym celem powinno być doprowadzenie do sytuacji, w której instytucje charytatywne nie będą potrzebne. Wielu cierpieniom można zapobiec przez mądrzejszą organizację systemu.

Jednocześnie, autor zaznacza, że jest to cel długofalowy. Sam, jako działacz organizacji charytatywnej, ma przemyślenia na temat tego, co można zmienić w najbliższym czasie, prezydentura Trumpa nie przyniesie bowiem radykalnej poprawy we wskaźnikach ubóstwa.

Sama instytucja pomocy charytatywnej jest neutralna z punktu widzenia systemowej zmiany. Istnieją jednak sposoby aby uczynić z niej narzędzie promujące w sposób pośredni działania niwelujące nierówności.

Przykładem jest działalność Czarnych Panter. Prowadziły one punkty wydające potrzebującym żywność i odzież, jak również usługi zdrowotne. Rekrutowali w ten sposób zwolenników do walki o zmiany systemowe. W podobny sposób działa w RPA ruch Abahlali baseMjondolo (w języku zulu „ludzie mieszkający w chatach”), organizujący ogrody i kuchnie społecznościowe, jednocześnie upominający się o polepszenie usług publicznych. Organizacja, w której działa autor, łączy wspieranie bezdomnych z organizowaniem ich do walki przeciwko planom likwidacji ich obozowisk.

Tego typu działania mogą być częścią realnej zmiany. Podobne założenia przyjmują działania prowadzone w Polsce przez środowiska anarchistyczne, np. „Jedzenie zamiast bomb”. Jest to jednak cały czas margines organizacji charytatywnych.

Wśród organizacji działających w Polsce można wyróżnić dwa rodzaje. Są takie – i jest to spora część – które dostrzegają problemy systemowe. Habitat for Humanity, poza budowaniem domów i remontowaniem mieszkań, diagnozuje sytuację polskiej polityki mieszkaniowej i wskazuje na potrzebne zmiany. Wiele innych organizacji podejmuje podobne działania rzecznicze, skierowane na poprawę standardów polityki prowadzonej przez państwo.

Z drugiej strony, mamy przypadek ks. Jacka Stryczka, inicjatora akcji „Szlachetna Paczka”. Ze szczerym przekonaniem twierdzi, że ludzie wychodzą z biedy wyłącznie lub głównie dlatego, że otrzymają prezent. Nie dostrzega problemów bezrobocia strukturalnego, popiera neoliberalizm. Działalność „Szlachetnej Paczki” może stanowić dla młodych ludzi cenne doświadczenie. Można dzięki niej poznać prawdziwe oblicze biedy, dalekie od stereotypów. Mimo, że – co mogę stwierdzić ze swojego krótkiego doświadczenia z tą akcją – wśród odbiorców akcji powszechna jest wdzięczność, umniejszanie swojej sytuacji i zapewnianie, że poradzą sobie bez pomocy, jej inicjator straszy roszczeniowymi biednymi. Rozdźwięk miedzy pożytkiem z akcji jako metody kontaktu osób z klasy średniej z osobami ubogimi oraz możliwości dania tym drugim podmiotowości w artykułowaniu potrzeb a szkodliwością przesłania jej organizatora jest przerażający.

W komentowaniu tematyki pomocy charytatywnej jesteśmy nadal zamknięci w pewnych schematach. Mamy do czynienia z krytyką czysto polityczną, zorientowaną na hejtowanie inicjatorów – jak w przypadku krytyki prawicowych mediów wobec działań WOŚP. Nie ma w naszej debacie miejsca na rozróżnienie między szacunkiem dla wolontariuszy a oceną narracji lidera. Ani Szlachetna Paczka, ani WOŚP nie są działaniami zdolnymi stworzyć namiastkę skali działań systemowych. Jedna i druga akcja przynosi korzyści w mniejszej skali. Jednocześnie udowadniają one, że nawet najlepiej przeprowadzone działania są właśnie „szlachetne”, „świąteczne”, a pomoc nie powinna być uzależniona tylko od święta czy naszego szlachetniejszego porywu serca.

Nie znaczy to, że nie ma potrzeby działań. Ważne jednak, aby działania na mniejsza skalę łączyły się z artykułowaniem oczekiwań wobec zmian systemowych. Pokutuje wciąż u nas mit nieskutecznej pomocy państwowej, przeciwstawianej wydajnym akcjom charytatywnym. Pamiętajmy jednak, że każda złotówka wydawana z naszej prywatnej kieszeni na operację chorego dziecka to efekt systemowych zaniedbań. Łatanie tych dziur możemy potraktować jako zło konieczne. Bez poprawy standardów służby zdrowia nie pomożemy tysiącom innych osób w potrzebie, niezależnie ile uwagi poświęcimy akurat temu jednemu przypadkowi.

MICHAŁ ŻAKOWSKI

Przejdź i podziel się z innymi:
Wyślij email do tego postu

0 komentarzy i opinii

Pozostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *

Przegrani globalizacji na europejskiej mapie wyborczej

Odwiedź nas

twitter